oNyks Xyz - Nie to nie jest żaden paradoks. Nie pisze paradoksów to do mnie nie podobne. Może trochę w późniejszych rozdziałach będę trochę odbiegać od książki, ale to jest mój pomysł. I nie, nie kojarzę teorii podróży w czasie z zabijaniem własnego dziadka.
Selene Neomajni - Nie chciałam zrobić James'a czarnej masy. Po prostu tak jakoś lepiej kreuje mi się Albusem i on mi do tego psuje, a nie James. I oczywiście zajrzę na bloga i będę cię informowała o rozdziałach :)
Reszta ważnych informacji:
Hej to ja <3 No tak co do ważnych informacji to jak wyżej napisałam w późniejszych rozdziałach będę odbiegała od książki. Przepraszam za błędy jeżeli wystąpią. Jeżeli macie do mnie jakieś pytania możecie pytać mnie na ask'u <<KLIK>> , albo pytać mnie na mojej stronce na fb <<KLIK>>
Beta: Marrruda
^^^
Obudziłem się w
miękkiej pościeli. Otworzyłem oczy, ale musiałem mrugnąć kilka razy,
żeby przyzwyczaić się do światła. Bez trudu rozpoznałem to miejsce.
Leżałem w jednym z łóżek w skrzydle szpitalnym. Nienawidzę tego miejsca.
Byłem tu tyle razy, że mam dość. Najczęściej leżałem tu po meczach
Quidditcha. Tak, to szukającemu zawsze najbardziej się obrywa.
Odwróciłem się na bok i zobaczyłem siedzącego obok łóżka na krześle
starszego mężczyznę z długimi siwymi włosami i równie długą brodą tego
samego koloru. Miał niebieskie oczy, które patrzyły na mnie zza
okularów-połówek.
- Witaj, chłopcze.
Dostałem ode mnie z przyszłości list, z którego dowiedziałem się, że w
październiku przybędzie do nas chłopiec z przyszłości - powiedział
staruszek i uśmiechnął się do mnie.
- To chyba dobrze, profesorze eee... - zaciąłem się.
- Dumbledore. Jak masz na imię? – zapytał.
- Mam powiedzieć prawdziwe? - zapytałem, a profesor skinął głową. - Jestem Albus Potter – mruknąłem.
- Można wiedzieć jak masz na drugie imię? - dodał staruszek.
Zmarszczyłem brwi.
Zmarszczyłem brwi.
Po co mu znać moje drugie imię? Ale... niech będzie.
- Severus – powiedziałem, przyglądając się moim dłoniom, które nagle zrobiły się interesujące.
- Od dzisiaj jesteś Severus Wilson - powiedział nauczyciel, a w jego oczach można było ujrzeć iskierki radości.
- Dobrze... A, bo... To znaczy mam pytanie, panie profesorze - mruknąłem.
- Pytaj, chłopcze - powiedział Dumbledore.
- Jak ja się znalazłem w... w skrzydle szpitalnym? – zapytałem. - No, bo ja nic nie pamiętam - dodałem.
- Przyniósł cię tu
profesor Riddle - kiedy usłyszałem nazwisko, otworzyłem szerzej oczy. -
Dyrektor Dippet oczywiście chciał wiedzieć kim jesteś, więc powiedziałem
mu o liście, ale nikt inny o tym nie wie. Wiesz co mogłoby ci się wtedy
stać, prawda? - powiedział staruszek, a ja kiwnąłem głową.
- A-a... Riddle tu uczy? – zapytałem, po czym przełknąłem głośno ślinę.
- Tak, uczy Obrony Przed Czarną Magią - potwierdził nauczyciel.
- Czego, OPCM'u?! - nie mogłem w to uwierzyć.
- Tak. Nie sądzisz, że trzeba wymyślić skąd jesteś? - Dumbledore zmienił temat.
Trochę dobrze, że
staruszek zmienił temat, bo bym coś rozwalił. Po piętnastu minutach
"zmyślania" mojej osobowości profesor transmutacji powiedział:
- Twoje książki pojawią się w dormitorium razem z kufrem. W Wielkiej Sali będzie przydział.
- A... a profesor Riddle jest opiekunem Slytherinu? - zapytałem niepewnie.
- Tak - opowiedział nauczyciel. - A teraz muszę już iść - uśmiechnął się ciepło i wyszedł ze szpitala.
Położyłem się na plecach i zacząłem myśleć.
Na czym ma polegać moja misja?
Wiem, że muszę zbliżyć się do Voldemorta. Nie pomyślałem o jednym. Jak zmienię przeszłość, to mogę nie istnieć.
- Jestem idiotą - powiedziałem sam do siebie, nie oczekując odpowiedzi.
- Nie musisz się do tego przyznawać - powiedział ktoś, kto wszedł do skrzydła szpitalnego.
Był to mężczyzna z
czarnymi włosami, które były porozwalane we wszystkie strony. Miał jasną
karnację i orzechowe oczy. Ubrany był w czarną szatę. Wyglądał na około
25 lat; nie sądzę, żeby miał więcej.
Zmarszczyłem brwi.
- Kim ty w ogóle jesteś? - zapytał mnie mężczyzna.
- Severus Wilson – warknąłem, czując, że to nie jest miły człowiek.
- Może mnie nie pamiętasz, Severusie, ale to ja cię tu przyniosłem. Jestem nauczycielem Obrony, Tom... – zaczął.
- Riddle - skończyłem za
niego i gwałtownie wstałem, przypominając sobie o tym, co zrobił w moim
prawdziwym czasie. Chwilę zakręciło mi się w głowie, ale zignorowałem
zawroty i wsadziłem rękę do kieszeni, w której mam różdżkę.
Trzymałem rękę w kieszeni czekając na ruch ze strony Voldemorta.
- Skąd się tu wziąłeś? - zapytał Tom.
- Chodziłem do
Durmstrangu. Przeprowadziłem się z rodziną tutaj – odpowiedziałem
zgodnie z tym, co uzgodniliśmy z profesorem transmutacji.
- Czy to nie dziwne przeprowadzać się w środku roku szkolnego? - zapytał z wrednym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
- Pragnę ci przypomnieć, Riddle, że jest dopiero październik - warknąłem.
- Profesorze Riddle - poprawił mnie.
Bo ja się do tego przyzwyczaję.
- A wiesz ile tu leżałeś? - zapytał.
- Godzinę, albo dwie.
Nie więcej. A teraz przepraszam, będę miał przydział - powiedziałem i
stwierdziłem, że mam na sobie ten sam zestaw, w który byłem ubrany w
gabinecie McGonagall.
- Wiesz w ogóle gdzie jest Wielka Sala? - zapytał czarnowłosy.
Miałem ochotę walnąć się otwartą dłonią w czoło. Jak mogłem popełnić taką gafę?
Miałem ochotę walnąć się otwartą dłonią w czoło. Jak mogłem popełnić taką gafę?
Zmrużyłem oczy ze złości.
Jak ja go nienawidzę! Zabił mi dziadków, a jego słudzy zabili mi wujka, a teraz mam go słuchać, bo jest moim nauczycielem!
- Jak sama nazwa
wskazuje – wielka, a to oznacza, że łatwo się ją znajdzie. Poza tym,
jakoś musiałem dostać się do szkoły, a Wielka Sala jest obok Sali
Wejściowej – odgryzłem się.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że na dworze jest ciemno.
Aha, czyli kolacja już się zaczęła.
Aha, czyli kolacja już się zaczęła.
- Przepraszam, ale teraz muszę iść na przydział – powiedziałem, wymijając Riddle'a, który zatrzymał mnie i szepnął:
- Jeszcze nie wiem, za co mnie tak nienawidzisz, ale się dowiem.
Kiedy mnie puścił,
ruszyłem szybko w stronę Wielkiej Sali. Teraz już wiem, że muszę być
ostrożny przy Riddle'u. Kiedy do niej wszedłem, wszystkie głowy
odwróciły się w moim kierunku. Niektórzy patrzyli na mnie jak na
śmiecia, inni z zainteresowaniem, a jeszcze inni – ku mojemu zdziwieniu –
rozbierali mnie wzrokiem. Zignorowałem to i podszedłem do stołu
nauczycieli. Dumbledore popatrzył na mnie wesołym wzrokiem.
- Więc tak - powiedział
profesor Dippet, wchodząc na podest - To jest Severus Wilson, przybył do
nas z Durmstrangu. Teraz będzie przydzielony do jednego z domów.
Usiądź, proszę - ostatnie dwa słowa skierował do mnie i wskazał mi na
stołek, na której spoczywała Tiara Przydziału. Usiadłem na stoliku i
założyłem Tiarę na głowę. Pamiętam, że gdy pierwszy raz miałem ją na
głowie, opadała mi na oczy.
- Mądrość, spryt... pamiętam cię doskonale, Potter, a może - Wilson? - usłyszałem cichy głosik w głowie.
- Oj daj spokój. Dasz się namówić na Gryffindor? - odpowiedziałem w myślach. Nie usłyszałem odpowiedzi, bo Tiara od razu wykrzyknęła na całą salę: Slytherin!

