niedziela, 31 stycznia 2016

Miniaturka Drarry - Miłości nie da się ukryć

4 komentarze:
Hej! Dzisiaj to nie rozdział, ale moja pierwsza miniaturka Drarry. Napisałam ją i wstawiłam dzisiaj, bo uznałam, że wam też coś się ode mnie należy na walentynki. Mam nadzieję, że się spodoba, a co do rozdziału nie wiem kiedy będzie. 
Przepraszam za jakiejkolwiek błędy, ale też jestem człowiekiem. Tak, więc czytajcie! 

*-*-*-*-*-*-*

Prawie każdy z nas ma lub miał osobę, która mu się podobała. Na początku zawsze było to zauroczenie, a potem stopniowo zmieniało się w miłość. I chociaż wiele osób mówiło nam, że to tylko zauroczenie ty i tak wiedziałeś swoje. Nie ważne ile razy próbowaliśmy się odkochać w tej osobie nigdy nie wychodziło. I chociaż mówisz, że masz najgorzej, bo osoba, którą kochasz nie zwraca na ciebie uwagi lub po prostu cię nie zna. 
Ja uważam, że i tak masz lepiej ode mnie. Przecież nie ma nic gorszego jak kochać się w osobie, dla której jesteś tylko największym wrogiem w czasach szkolnych.
Nie będę pisał czegoś w stylu "Cześć jestem Draco Malfoy. Jestem czarodziejem i właśnie będę kończył piąty rok nauki w Hogwarcie, a osobą, którą kocham jest Harry Potter".
To nie moja bajka. Tak samo nie moją bajką było proszenie Pottera o przyjaźń. 
Od kąd pamiętam słyszałem historię o chłopcu-który-przeżył. Za każdym razem kiedy słyszałem tą historię coraz bardziej mi imponował. Można to uznać za dziwne, ale dzięki tej historii zauroczyłem się w nim przez co w taki sposób dowiedziałem się, że jestem gejem. 
Kiedy dowiedziałem się od ojca, że Harry Potter idzie do Hogwartu tego samego roku co ja byłem najszczęśliwszą osobą na ziemi. Bynajmniej tak mi się wydawało.
Ojciec powiedział mi o tym przed tym jak znaleźliśmy się na dworcu Kings Cross. Byłem szczęśliwy tak jak nigdy. Na peronie pożegnałem się z rodzicami i znalazłem dwójkę swoich przyjaciół Vincenta Crabe'a i Gregory'ego Goyle'a. 
Weszliśmy do pociągu i znaleźliśmy sobie przedział. Kiedy pociąg odjechał rozmawialiśmy o wszystkim: jak będzie w Hogwarcie, kto będzie nas uczył, między jakimi domami będzie pierwszy mecz quidditcha. Nie myślałem o tym w jakim będę domu. Doskonale wiedziałem, że będę w Slytherinie. Tak samo jak każdy członek mojej rodziny. 
Po przejechaniu prawie całej drogi do Hogwartu uznaliśmy w trójkę, że poszukamy słynnego Harry'ego Pottera. 
Znaleźliśmy go w przedziale z Weasleyem.
Zabolało mnie kiedy zaproponowałem żeby się ze mną zaprzyjaźnił, a on odmówił. Nie wytrzymałem i powiedziałem coś przez co znienawidził mnie jeszcze bardziej. 
Wściekły na siebie wróciłem wtedy do przedziału. 
Do dzisiaj kiedy kłócę się z Potterem nie chcę tego, ale to cholernie boli jak on wyzywa moją rodzinę. 
Teraz.. zostały prawie dwa miesiące nauki i wakacje. Piąty rok powoli się kończy, a ja miałem nadzieję, że w tym roku będzie inaczej. Nie będzie tych głupich kłótni z Potterem, bo się domyśli o co chodzi. No cóż nadzieja matką głupich. Potter najprawdopodobniej gustuje w dziewczynach, więc co się dziwić?
Dodatkowo Pansy.. Od zeszłorocznego Balu Bożonarodzeniowego nie daję mi spokoju. Chociaż mówię jej cały czas, że jest dla mnie tylko przyjaciółką, ale ona nie przestała dalej się lepić do mojej osoby. 
Teraz jest kolacja. Siedzę przy stole Ślizgonów w miejscu gdzie doskonale widać stół Gryfonów.
Stół Gryfonów to niewłaściwe słowo.. miałem doskonały widok na Harry'ego i jego przyjaciół.
Tak w ogóle to kogo ja oszukuję prychnąłem w myślach. Na pewno Potter gustuje w dziewczynach i brzydzi się takimi jak ja..
Zacząłem dłubać w swojej kolacji. Nie wiem czemu, ale straciłem apetyt.
Jak to przez co? Prawie cały czas gapiłeś się na idealnego Pottera. Przez jego szczęśliwy wyraz twarzy straciłeś apetyt, bo sam chciałbyś być naprawdę szczęśliwy.
No cóż co prawda to prawda. 
Wstałem od stołu Ślizgonów i wyszedłem z Wielkiej Sali kierując się do najbliższej sali lekcyjnej. 
Ostatnio często przebywałem sam w różnych miejscach w zamku. Chciałem być sam i odreagować swoją złość, którą miałem do Pottera na innych obiektach.
Kiedy wszedłem do klasy zdałem sobie sprawę, że jest to stara sala, w której kiedyś uczono Obrony. 
Wyciszyłem salę zaklęciem i usiadłem na biurku nauczyciela.
Miałem ochotę się rozpłakać jak małe dziecko.
Byłem pewny, że jak przyjadę do Hogwartu jakoś uda mi się zaprzyjaźnić z Potterem, ale się to nie udało. Nie wiem dokładnie co zrobiłem, ale gdyby tylko można było cofnąć czas naprawiłbym to. Niestety nie mogłem.
- Cholerny Potter! - krzyknąłem. Wstałem z biurka i zacząłem chodzić po klasie w kółko. - Czemu mu się do cholery wszystko udaję? Udaję mu się niemalże wszystko od quiddicha zacząć! Zawsze musi być lepszy! Czemu ja się kocham w tym idiocie?! No tak zapomniałem nie potrafię się odkochać! - krzyczałem.
Czasem potrzebowałem się wydrzeć, żeby moje wszystkie emocje opuściły mnie.
- A Potter jest cholernym Gryfonem, któremu wszystko się udaje - warknąłem.
Podeszłem do krzesła stojącego najbliżej mnie i kopnąłem je tak mocno, że się przewróciło.
- Nie musisz wyżywać się na tych biednych meblach - usłyszałem cichy głos od strony drzwi. 
Powoli odwróciłem się w ich stronę. Nie miałem ochoty nikogo widzieć. Chciałem zostać sam, ale w głębi serca chciałem, żeby był to jakiś Ślizgon. Dlaczego Ślizgon? TO proste. Jeżeli byłby to Ślizgon i usłyszały to co krzyczałem spokojnie można by było go zaszantażować. No dobra. Każdego można by było spokojnie zaszantażować. No dobra PRAWIE każdego, bo kogoś ze świty Pottera nie za bardzo. Nie spodziewałem się jednak, że osobą, która weszła mi do klasy jest sam Potter. 
Chciałem coś powiedzieć, ale Potter nie pozwolił żebym cokolwiek powiedział, bo sam powiedział: 
- Zapomniałeś zamknąć drzwi, Malfoy. 
Miałem ochotę jeszcze bardziej sobie coś zrobić. Chciałem zostać sam, a zapomniałem zamknąć drzwi zaklęciem. Dodatkowo idealny Potter wszedł mi do klasy akurat wtedy kiedy krzyczałem jakim jest idealnym dupkiem. 
- A ty jak na Gryfona przystało musiałeś pójść za mną i sprawdzić co robi taki zły Ślizgon jak ja. Prawda? - zapytałem podnosząc jedną brew. 
- Wiesz czasem warto wiedzieć co inni ludzie robią. 
- No tak całkowicie zapomniałem, że ciekawość to jedna z najbardziej rozpoznawalnych cech Gryfonów -przewróciłem oczami. - Może byś się przyznał dlaczego twoja osoba mnie śledziła. 
- Powiem prawdę - zaczął. 
- Tęgo od ciebie oczekuje, Potter - warknąłem przerywając mu. 
- Zauważyłem, że ostatnio cały czas znikasz bez swoich goryli.
- Kto by się spodziewał, że słynny pan Potter obserwuję kogoś takiego jak ja - mruknąłem. - Ale mów dalej. 
- Postanowiłem dzisiaj zobaczyć co knujesz - powiedział. 
- No tak, bo jak Ślizgoni gdzieś są sami to na pewno coś knują - sarknąłem. 
- Tak, więc poszedłem za tobą. A że zapomniałeś zamknąć drzwi zaklęciem usłyszałem parę ciekawych rzeczy. 
- Ja też często słyszę ciekawe rzeczy, Potter - powiedziałem z lekkim uśmieszkiem na twarzy. 
- Dowiedziałem się, że pan Malfoy osoba, z którą praktycznie każda dziewczyna i chłopak pragnie się przespać woli chłopców i co najlepsze kocha się w Harrym Potterze. Swoim największym wrogu w czasach szkoły - powiedział podchodząc do mnie bliżej. 
- I co teraz zrobić?  Zamierzasz roznieść o tym plotki? - szepnąłem patrząc mu w oczy. - Proszę bardzo! - krzyknąłem. - Niech cały Hogwart dowie się, że Draco Malfoy woli chłopców - prychnąłem. - Może to nawet i lepiej jak się dowiedzą - powiedziałem powoli. - Bo jak sam powiedziałeś praktycznie każda dziewczyna i chłopak pragnie się ze mną przespać - pokręciłem z rozbawieniem głową. - Chłopcy bynajmniej zobaczą, że mają u mnie minimalne szanse, a dziewczyny się odwalą - wzruszyłem ramionami. 
- Jesteś idiotą, Malfoy. 
- Z tego co wiem to bycie idiotą to twoja zasługa Gryfiaku - byłem pewny, że w moich oczach widać iskierki rozbawienia. - A teraz powiedz.. Co zamierzasz zrobić z informacjami, które usłyszałeś przypadkiem? - zapytałem szeptem. 
- Wiesz na początku chciałem tak jak mówiłeś roznieść to jako plotki - zielonooki uśmiechnął się do siebie. - Potem uznałem, że lepiej je zapamiętać,  żeby mieć na ciebie haka w razie problemu - okularnik uśmiechnął się jeszcze szerzej. 
Z tego co zaobserwowałem mówił coś jeszcze, ale nie wiem co. Widziałem tylko jak jego pełne, malinowe usta się ruszają. One wypowiadały zdania, zdania tworzyły się ze słów, a słowa by nie istniały bez liter. 
Szczerze to miałem gdzieś co zrobi z tym co usłyszał. Mógł nawet powiedzieć to całemu Hogwartowi byleby pozwolił ten jeden jedyny raz się pocałować. 
W sekundę w mojej głowie wymyśliłem plan. 
Powoli oblizałem moje suchę wargi patrząc na jego malinowe. 
Równie wolno jak oblizałem moje wargi przybliżyłem nasze głowy do siebie. A może to było wolniej? 
Zauważyłem tylko, że Potter przestał gadać i jestem pewny, że gdybym podniósł wzrok i popatrzył na jego zielone oczy zobaczyłbym strach. 
Potem poczułem moje wargi na jego. Były miekkie. Zacząłem poruszać wargami, a czarnowłosy nie wiedział co się dzieje, więc praktycznie od razu dał mi wejście do swojej jamy ustnej. Smakował kawą i wanilią. Po chwili Potter oddawał pocałunek. Był on namiętny, a nasze języki plątały się w tańcu. Badaliśmy podniebienia drugiej osoby. Jęknąłem kiedy Potter przygryzł moją dolną wargę. Kto by pomyślał, że Gryfiak umie tak dobrze całować?  
Oderwaliśmy się od siebie kiedy zabrakło nam tchu. 
- Zrób z tymi informacjami co chcesz. Ale najlepiej będzie jak zostawisz je dla siebie - powiedziałem patrząc mu prosto w twarz. 
Miał zaczerwienione policzki i błyszczące oczy. 
Nie chciałem zostawać z nim ani minuty dłużej. Wyminąłem Pottera, żeby wyjść z klasy. A kiedy znalazłem się na korytarzu od razu skierowałem się do swojego dormitorium. 

niedziela, 17 stycznia 2016

VII - Malfoy chwilowo bawi się w mamuśkę

4 komentarze:
Nie będę wam się usprawiedliwiała szkołą, bo ta gadka nie jest nawet prawdziwa.
Byłam pewna, że rozdział zdążę napisać w przerwę świąteczną, ale lenistwo zagórowało. I napisałam dopiero teraz. Co prawda teraz są wystawiane oceny na semestr i trzeba poprawić to i tamto, ale mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
Wydarzenia w Wielkiej Sali na początku miały przebiegać trochę inaczej, ale uznałam, że tak będzie lepiej :)
Przepraszam za jakiekolwiek błędy.                                                                           ^^^
 Wstałem wcześnie. Miałem zły sen, a jego głównym bohaterem był Scorpius. Śniło mi się, że Scorpius osądza mnie o zdradę i kłamstwo. To nie musi wydawać się straszne, ale było... ta atmosfera... głos Scorpiusa i to echo z każdym jego słowem. Na samą myśl o tym zadrżałem. Spojrzałem na zegarek, który stoi na szafce nocnej i jęknąłem.
Czy ja kiedykolwiek się wyśpię? Jest 5.45 o tej godzinie normalni ludzie śpią.. No tak zapomniałem je nie jestem normalny. 
Przewróciłem się w stronę ściany, zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć - bez skutku. Westchnęłam wstając z łóżka. Skoro i tak nie umiem zasnąć to chociaż wezmę prysznic. Wyciągnąłem z kufra pierwszy lepszy zestaw ubrań składający się z białej koszuli i czarnych spodniach po czym poszłem do łazienki. Zdecydowałem, że wezmę długi prysznic, który mnie zrelaksuje.
Kiedy już wykonałem poranną toaletę podszedłem do lustra, popatrzyłem na swoje już suche włosy. Przeczesałem je. Oczywiście nic nie pomogło, bo co z nimi nie zrobię i tak stoją we wszystkie strony.
Wróciłem do dormitorium i położyłem się na łóżku. Śniadanie zaczyna się o 6:30, a jest 6:00. Mam czas na powtórzenie lekcji, ale tego nie potrzebuję. Więc co mam robić? Nie obudzę reszty, bo mnie zabiją... Chociaż nie przeczę, że należałoby im się za wczoraj.
Zadanie domowe jest odrobione i kilkanaście razy sprawdzone. Westchnąłem. I co mam robić?
Leżałem jeszcze z piętnaście minut patrząc w baldachim. Po tych minutach uznałem, że lepiej by było się przejść. Wziąłem ze sobą torbę z książkami, bo prawdopodobnie nie wrócę do dormitorium rano. Kiedy wyszedłem z pokoju wspólnego uznałem, że warto by było pójść na błonia póki jest jeszcze pogoda. Jak już byłem na błoniach ruszyłem w stronę wielkiego Buku, który stał koło jeziora. Lubię to miejsce. Wiąże się z nim wiele wspomnień tak samo jak z prawie wszystkimi miejscami w Hogwarcie. Nie wyobrażam sobie, że będę musiał opuścić tą szkołę po siódmym roku nauki.
Kiedy już znalazłem się pod Bukiem to usiadłem opierając się o korę drzewa. Jak na jesień była piękna pogoda. Słońce lekko grzało i wiał chłodny wietrzyk. Na ziemi leżało trochę liści.
Wziąłem jeden liść, który leżał najbliżej i uważnie mu się przyjrzałem. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Liście zawsze będę dobrze wspominał w jesieni. Przypominają mi one paczkę ze Slytherinu, do której należę ja, Scorpius, Tristan, Chris i Veronika. Prawie co roku kiedy spadną liście nie ważne czy są mokre czy suche rzucamy nimi w siebie, wywracamy siebie nawzajem na nie i takie tam. Oczywiście potem brudni, a czasem mokrzy i brudni wracamy do zamku, ale zawsze spoceni, uśmiechnięci i z zarumienionymi policzkami od chłodnego powietrza. Czasem jest tak, że po tej naszej niewinnej zabawie, któreś z nas jest chore. Raz zdarzyło się tak, że wszyscy zachorowaliśmy i według poleceń pielęgniarki powinniśmy leżeć w łóżkach, a my spotkaliśmy się w jednym dormitorium i się wygłupialiśmy. Nikt się o tym nie dowiedział oprócz paru skrzatów domowych.
Westchnąłem i wstałem. Według mnie śniadanie się już zaczęło. Może jest już siódma?
Kiedy znalazłem się w Wielkiej Sali zauważyłem, że każdy nauczyciel siedzi na swoim miejscu, a przy stołach domów są luki, które oznaczają brakujących uczniów. Ruszyłem w stronę stołu Ślizgonów. Zauważyłem, że współlokatorzy już siedzieli na swoich miejscach, ja usiadłem na swoim.
- Gdzie byłeś? - zapytał nagle Malfoy kiedy usiadłem już na swoim miejscu.
Jesteś moją matką
- Na błoniach - wzruszyłem ramionami.
- Czemu nas nie obudziłeś? - dopytał Nott.
- Wstałem dosyć wcześnie zabilibyście mnie za to - powiedziałem. 
- Mogłeś chociaż napisać kartkę gdzie poszedłeś. Abraxas wariował - powiedział Orion.
- Jasne. Zapamiętam to sobie. Następnym razem skoczę z wieży astronomicznej żebyście mnie szybko znaleźli - przewróciłem oczami nakładając sobie jajecznicę na talerz.
Zacząłem powoli ją jeść. To może wydawać się dziwne. Jem strasznie mało, ba! Prawie wcale, a nie czuję głodu... No cóż w tym czasie nie ma kogoś takiego jak Scorpius, który zawsze jak nie jem to każe mi zjeść chociaż kanapkę. Odłożyłem widelec na talerz i wziąłem puchar, z którego napiłem się soku dyniowego. Kiedy obstawiałem puchar ktoś prawdopodobnie "przypadkiem" mnie szturchnął tak, że sok wylał się na moją białą koszulę.
- Co do cho... - zacząłem wstając od stołu.
Rozejrzałem się i zauważyłem, że oprócz mnie przy stole Ślizgonów stoi tylko jeden chłopak. Zmrużyłam oczy i dostrzegłem krawat w kolorach domu lwa.
- Mogłem się domyśleć, że Gryfoni są tacy niezdarni - powiedziałem głośno tak, że każdy obecny w sali to słyszał.
Gryfon, który  mnie szturchnął odwrócił się.
- Potter - szepnęła Avery żebym wiedział kto to jest.
No tak mogłam się domyśleć. Włosy stojące we wszystkie strony, skóra za ciemna, ale też nie za jasna. Koniec prawie jak kropka w kropkę mój ojciec...  No tylko, że ten Potter ma orzechowe oczy, a mój ojciec ma zielone po swojej mamie.
Gdyby nie to, że ja również mam zielone oczy i trochę inną sylwetkę można by było uznać nas spokrewnionych co jest prawdą tylko, że on o tym nie wie i się nigdy nie dowie.
Gryfon stał do mnie przodem. Teraz uświadomiłam sobie, że w Wielkiej Sali jest zupełnie cicho.
Super. Znów będę sytuacją w całej szkole.
- Potter, czy ty nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo droga była ta koszula? -  zapytałem z teatralnym dramatem w głosie.
Ci którzy bardzo dobrze wiedzą, że właśnie tak oni zachowują się w stosunku do swoich ubrań. Scorpius chyba najgorzej, bo jak mu się niechcący to poplami to jest mało piekło na ziemi.
Mina Gryfona była bezcenna. Szkoda że nikt nie zrobił zdjęcia. Ja miałam ochotę zacząć się śmiać.
- No o co się gapisz? Co innego gdybym przez ciebie oblał się kawą, herbatą albo innym gównem. Soku dyniowego się nie z pierze. - warknąłem.
- I co z tego? - zapytał patrząc na mnie obojętnie.
Przewróciłem oczami.
- I to, że będziesz mi musiał ją odkupić. 
- Chyba sobie śnisz - prychnął. - Co zrobisz jeśli ci jej nie odkupię?
Westchnąłem.
- Łatwiej by było chyba wyliczyć czego ci nie zrobię - mruknąłem pod nosem. Na szczęście Gryfon tego nie słyszał. - Jestem od ciebie sprytniejszy. Jest to jedna z głównych cech Ślizgonów dlatego należę do tego domu. No i chociaż z tego co słyszałem jesteś bardzo dobrym szukającym to jestem pewny, że i tak mam lepszy refleks.
- Niby jakim cudem jesteś pewny, że masz leoszy refleks ode mnie? - zapytał. 
- Na Merlina - mruknąłem. - Pamiętasz jak Abraxas rzucił we mnie nożem? Gdyby mi się chciało złapałbym go bez problemu - wzruszyłem ramionami.
- Ale chciałeś pokazać jak "dobrym" jesteś aktorem - powiedział Orion robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Zamknij się - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
Spojrzałem na Gryfona i uważnie mu się przyjrzałem.
Mogę się założyć, że mój tata był w jego wieku niższy.
- Wiesz, że przez siebie koszula mi się lepi do skóry? - zapytałem retorycznie.
Gryfon nic nie powiedział tylko się na mnie patrzył.
Westchnąłem. Miałem dosyć tego dziwnego uczucia na klatce piersiowej, więc zacząłem powoli odpinać guziki koszuli.
- Uważaj! - usłyszałem.
Bez zastanowienia wyciągnąłem różdżkę i spojrzałem na Gryfona. Stał on z wyciągniętą różdżką skierowaną we mnie.
Zacząłem się śmiać. Gryfon na początku nie wiedział o co chodzi. Co było widać na jego twarzy ale szybko pozbył się maskę zorientowania na obojętną.
Śmiałem się tak długo, że zaczął boleć mnie brzuch, a oczu poleciały łzy. Wytarłem łzy prawą ręką, w której dalej trzymałem różdżkę. Próbowałem się uspokoić, ale nie wychodziło mi to za dobrze. Dawno się tak nie uśmiałem.
- Wiesz nie przypuszczałem, że Gryfon zdobędzie się na coś takiego i będzie mógł zacząć pojedynek jak druga osoba nie patrzy - próbowałem zdusić w sobie śmiech. - Przecież wy Gryfoni zawsze szlachetne stajecie do walki i nie korzystacie z nieuwagi nie przyjaciela mam rację? A może tiara się pomyliła i powinneś być w Slytherinie?
Na ostatnie słowo Gryfon się wściekł. Jasne próbował to ukryć, ale było widać to w jego oczach. Zrobiły się ciemniejsze. Popatrzył na mnie "groźnym" wzrokiem.
Musiałem powstrzymać się od ponownego wybuchnięcia śmiechem przez co brzuch zaczął mnie mocniej boleć.
- Poćwicz nad minami i wzrokiem, bo ci kiepsko wychodzi - powiedziałem i zacząłem dalej odpinać koszulę.
Byłem już prawie przy końcu jak usłyszałem jak coś przecina powietrze.
Spojrzałem przed siebie, podniosłem różdżkę, zrobiłem nią mało skomplikowany ruch nadgarstkiem mówiąc przy tym w myślach ''protego''.
- Chciałeś mnie zabić? Zaklęcie rozbrajające jest z pozoru nieszkodliwe, bo siniaki się nie liczą prawda? Ale jeżeli zaklęcie jest silne można komuś coś złamać. A na mam akurat tak, że do ściany mam dosyć daleko, więc prawdopodobnie stało by się coś gorszego. Albo nie uczyli cię tego - w co wątpię, albo twój mały Gryfoński móżdżek tego nie pojmuje - warknąłem.
Ten patrzył na mnie jak na idiotę na co przewróciłam oczami. Zostało kilka ostatnich guzików do odpięcia, a że mi się nie chciało ich odpinać to spokojnie "rozerwałem" koszulę tak, że guziki odpadły. 
- Właśnie sobie popsułeś koszulę - mruknął Potter.
- I tak kupisz mi nową - wzruszyłem ramionami.
Spojrzałem na współlokatorów. Przekląłem w myślach, że nie ubrałem szaty.
- Ma któryś z was bluzę? - zapytałem.
- Jasne - powiedział Orion.
Chłopak wstał o szatę potem bluzę. Pod bluzą miał ubrany czarny t-shirt z nadrukiem. Kiedy rzucił mi bluzę ubrał szatę i usiadł.
- Dzięki ratujesz mi tyłek - mruknąłem.
Powiesiłem bluzę na krześle i całkowicie zdjąłem koszulę.
Oczywiście czułem wszystkie spojrzenia osób znajdujących się w Wielkiej Sali na mojej klatce piersiowej. 
Szybko ubrałem bluzę Oriona nie zabijając jej dziękując w myślach Merlinowi, że jestem od niego niższy. Rzuciłem Gryfonowi koszulę w twarz i powiedziałem:
- Masz mi ją odkupić.
Kiedy to powiedziałem zarzuciłem torbę z książkami na ramię i odwróciłem się. Usłyszałem jeszcze jak Orion powiedział,  żebym zostawił jego bluzę na łóżku po czym sam ruszyłem do dormitorium. 
***
Jak zwykle rano szedłem do Wielkiej Sali na śniadanie. Mijałem zmęczone dzieciaki, które mimo zmęczenia śmiały się lub po prostu uśmiechały się rozmawiając ze swoimi przyjaciółmi. Rzadziej można było spotkać w jakimś ustronnym miejscu całującą się parę.
Kiedy znalazłem się w Wielkiej Sali usiadłem na swoim miejscu przy stole nauczycielskim witając się z innymi nauczycielami. Zrobiłem sobie tosty z dżemem. Kiedy nalewałem sobie soku z dyni zlustrowałem stół Ślizgonów. Czasem czułem się jakbym to ja był ich opiekunem , a nie Horacy, bo on praktycznie się nimi nie interesuje. Dodatkowo zna tylko imiona tych, którzy są w jego głupim klubie plus Severus, który prędzej czy później się tam znajdzie.
Przy stole gdzieniegdzie nie było uczniów co oznaczało, że jeszcze nie wstali, albo po prostu przyjdą później. Zabrałem się za jedzenie tosta. Żując powoli każdy gryz rozglądałem się po sali.
Zauważyłem, że do sali weszło kilkorgu uczniów w ty. Severus. Widać było, że niedawno był na dworze. Lekko się uśmiechał, miał rumieńce na policzkach, a włosy zostały roztrzepane przez wiatr. Poszedł na woje miejsce i zaczął rozmawiać z resztą ze swojego dormitorium. Kiedy Malfoy o coś go zapytał wzruszył ramionami, ale na jego ustach wciąż błąkał się lekki uśmiech. Długo to nie potrwało, bo jak się okazało Potter celowo popchnął Wilsona tak by na niego rozlał się sok dyniowy. I tak jak podejrzewałem Severus zaczął robić przedstawienie.
Jedno wiem. Póki chodzi do tej szkoły nigdy nie będzie nudno.
Kiedy doszło do momentu kiedy zielonooki zdjął koszulę każdy bez wyjątku patrzył na Severusa.
Jego klatka piersiowa była zarysowana przez mięśnie. Chłopcy zapewne zazdrościli mu mięśni, a dziewczyny śliniły się na ten widok. 
Patrzyłem na niego osłupiały. Uwielbiałem podziwiać piękno, a to było piękne. Nigdy nie miałem dziewczyny, ani chłopaka, nigdy też nie zastanawiałem się bardziej jakiej jestem orientacji.
Zawsze w cieni przyglądałem się pięknym dziewczynom i chłopakom. 
A z tego co zaobserwowałem przez te wszystkie lata mogę szczerzę przyznać, że Severus jest inny niż ci, którzy obserwowałem.
Ma w sobie coś. Sam nie wiem co, ale chyba tajemnicę, której nie chcę nikomu zdradzić.   

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Libster Awards #2

3 komentarze:
Zanim zacznę.. Od razu przepraszam, że to nie jest rozdział, ale nie miałam czasu pisać, a teraz muszę wziąć się bardziej za naukę, ale postaram się wstawić rozdział jak najszybciej ;)

To tak ekhem.. 
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”.
Jest przyznawana dla blogów jeszcze nie rozpromowanych, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała.
Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.Nominowały mnie Zuzia Włodarczyk i Emelia "Dravelia" DSE  z bloga http://hogwart-szkola-na-wesolo.blogspot.com/

A teraz odpowiadam na wasze pytana:
1. Wolisz dom czy mieszkanie? Dlaczego?

Hmm.. to jest trudne pytanie. Nigdy nie mieszkałam w mieszkaniu zawsze w domu i chyba wolę mieszkanie.
2. Lubisz gotować?

Ja dobrze robię tylko jajecznicę. Naleśniki zawsze mi się nie udają, a ziemniaki prawie zawsze przesolę :D 
3.  Chciałabyś, żeby na podstawie Twojego bloga został nakręcony film? Dlaczego?
Hmm... No nie wiem xD Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, więc zostawię to bez komentarza.
4. Ile masz cioć?
Dużo? To jest chyba dobra odpowiedź, bo ich jest naprawdę dużo, a ja nie potrafię ich wszystkich policzyć XD
5. Dlaczego piszesz bloga?
Gdybyście widzieli moją minę kiedy to przeczytałam... Kurde to jest trudne pytanie.. Powiem tyle. Piszę, bo lubię, a koleżanka uznała, żebym pisała książkę i potem jakoś to wyszło. To jest chyba najlepsze wytłumaczenie.
6. Który portal społecznościowy lubisz najbardziej i dlaczego?
Facebook? To chyba najlepsza odpowiedź. Dlaczego? Bardzo często tam urzęduje, ale teraz coraz mniej.
7. Lubisz bułki?
A kto nie lubi xD
8. Który nauczyciel najbardziej cię irytuje?
Hmmm.. Sama nie wiem wypadło mi czego uczy xD
9.  Czytasz mangi? Jeśli tak to: Jaką ostatnio czytałaś? Jeśli nie to: Dlaczego?
Nie czytam. Nie wiem czemu. Nie próbowałam i nie wiem czy spróbuje.
10. Jesteś za parringiem ErenXLevi? (Shingeki no Kiojin)
Jeżeli się nie mylę to jest anime, albo manga prawda? Nie oglądam i nie czytam, więc zostawię to bez komentarza.
11. Ostatnie pytanie... Hmmm.
:)

Czas na moje pytania:
1. Jaką czekoladę najbardziej lubisz?
2. Jaki jest twój ulubiony kolor?
3. Jaki masz styl?
4. Jaki chciałabyś mieć telefon?
5. Ulubiony serial?
6. Lubisz horrory?
7. Opisz siebie w trzech słowach.
8. Jakie imię ci się najbardziej podoba (męskie i damskie)
9. Tymbark vs Frugo
10. Gdzie najczęściej kupujesz buty.
11. Lubisz herbatę?

Nominuję:
- http://lilylunapotterhp.blogspot.com
-http://iskierka-milosci.blogspot.com
- http://szkarlatna-milosc.blogspot.com

sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział VI - Uda ci się. Tylko musisz w siebie wierzyć.

3 komentarze:
Odpowiedzi na wasze pytania:
Maja Samsung - Maju, Maju, Maju.. takie coś już w 5 rozdziale? To nie w moim stylu. Nie będzie tego także w tym rozdziale. Na takie coś możesz sobie poczekać dosyć długo.
Ania Kolimaga, Lauren - Po pierwsze. Lauren. Tak Tom jest biseksualny. Jeżeli się nie mylę będzie o tym w następnym rozdziale. Po drugie.. Na początku nie chciałam, żeby był to TomxAlbus, ale moje plany się zmieniły i tak będzie, ale spokojnie będzie to dopiero w.... no na pewno nie w najbliższych rozdziałach.
DeathDream - Cieszę się, że ci się spodobało i szczerze.. Nie spodziewałam się, że mój styl pisania jest taki hmm... jak to ujęłaś "oryginalny". Opowiadanie na 100% nie zostanie porzucone czy co
ś. Dobra ludzie! Po przeżytych *liczy* kilkunastu lub więcej prawie zawałach. Po wypiciu około miliona herbat. Po wielu godzinach przesłuchanej muzyki. Po wielu godzinach piszących w zeszycie. Po jęczeniu, bo boli mnie szyja. Po zniszczeniu krzesła. Po niesłuchaniu na lekcjach, bo się myślało o rozdziale. Po niewyspanych nocach. Po szantażu Maji (mojej czytelniczki). Po krótkiej żałobie. Po tańczeniu na siedząco do piosenek. Po śpiewaniu piosenek na głos. Po myśleniu cały dzień o rozdziale. Wreszcie jest! Gdyby nie nasza kochana Maja nie dokończyłabym go tak szybko. Nie mam za bardzo czasu, a ona uświadomiła mnie, że święta zbliżają się ogromnymi krokami, więc fajnie by było gdybym wstawiła rozdział. Akurat się trafiło, że nie miałam zadania domowego i zaczęłam bazgrać rozdział. Nie obiecuję, ale postaram się dodać świąteczny one-shot po 24 grudnia, ale nie obiecuję. Przepraszam też, że tak długo nic nie dodawałam, ale jak pisałam wyżej nie miałam czasu. Przepraszam też za wszystkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne.
PS. Tak wiem kawałek rozdziału całkowicie zepsułam :/

 


Poczułem, że ktoś szarpie moje ramię.
- Pobudka - usłyszałem wesoły głos.
Odwróciłem się w drugą stronę, ale to nic nie dało, bo zostałem mocno szarpany.

- Scorpius daj mi jeszcze z pięć minut - mruknąłem nie otwierając oczu.
Usłyszałem chichot.
- Severus wstawaj.
- Nie jestem Severus, jestem... ou  - powiedziałem otwierając oczy po czym usiadłem na łóżku i zdałem sobie sprawę, że prawie się wygadałem.
- Jesteś kto? - zapytał głupio Lestrange.
- Sev. Jestem Sev - powiedziałem szybko. - Nie słyszeliście tego co powiedziałem wcześniej? - zapytałem z nadzieją w głosie.
- Nie. Wcale nic nie słyszeliśmy - powiedział Avery z wesołymi ognikami w oczach.
- Gadaj kto to jest Scorpius - zapytał Malfoy.
- Merlinie zachowujecie się gorzej niż dziewczyny... Scorpius to ktoś kto nie powinien was interesować - powiedziałem.
Była to prawda... Raczej... 
- Jak nie chcesz mówić to nie mów - powiedział obronnie Orion. - Nie wiem co w nich dzisiaj wstąpiło.

- Diabeł - powiedział dramatycznym szeptem Abraxas. - Już jutro całkowicie nas nie poznacie. Będziemy czarni jak smoła, mieli czerwone oczy, rogi i ogon... - na końcu dodał więcej tajemniczości.
Spojrzałem na Blacka po czym wszyscy wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem.
- A tak w ogóle to, która godzina? - zapytałem.
- 6.30 - powiedział Nott.
- Co?! Jest środek nocy.. Dlaczego mnie o tej porze obudziliście? - zapytałem.
- Mamy dzisiaj na wcześniejszą godzinę, ale kończymy też wcześniej.
- No tak.. Po pierwsze muszę się przyzwyczaić. Po drugie. Wolałbym wstać później i mieć do tej samej co zwykle. Po trzecie.. Pierwszą mamy transmutacje prawda? Zwolnicie mnie z niej? - spojrzałem na nich błagalnie.
- Nie zwolnimy cię. Musisz iść - powiedział Avery, a w jego oczach było coś niebezpiecznego.
Coś się stanie.


Jęknąłem. Zwlokłem się z łóżka i wyciągnąłem z kufra czarną koszulę oraz tego samego koloru jeansy. Szybko się w to przebrałem, zawiązałem krawat na szyi i narzuciłem na siebie szatę po czym wziąłem torbę.
- To idziemy? - zapytałem.
Nie czekając na odpowiedź ruszyłem do Wielkiej Sali. Po kilku minutach się tam znaleźliśmy. O tej porze na śniadaniu w poniedziałki zawsze są szóstoroczni ze Slytherinu i Gryffindoru, którzy mają z nami transmutacje. Oraz nieliczny uczniowie z innych domów, którzy postanowili zjeść wcześniej śniadanie.
Usiadłem na swoim miejscu przy stole Ślizgonów. Zacząłem lekko huśtać się na krześle. Posmarowałem sobie tosta dżemem i zacząłem go powoli rzuć. Spojrzałem na stół nauczycielski. Zmarszczyłem brwi. Nie było tam jednego nauczyciela. Profesora Dumbledore'a... Jasne często jest tak, że nauczyciele idą później na śniadanie, ale Dumbledore jest zawsze o tej godzinie. Nie przestając się huśtać odłożyłem tosta na talerz i spojrzałem na przyjaciół.
- Wiecie dlaczego nie ma Dumbledore'a? - zapytałem.
- To ty nie słyszałeś? - odezwała się Ellen Prince, która siedzi niedaleko. Ma czarne włosy spięte w wysoki kucyk oraz tego samego koloru oczy. - Dumbledore musiał gdzieś wczoraj wyjechać po obiedzie. Mamy zastępstwo z Riddlem - uśmiechnęła się lekko.
W ty momencie straciłem równowagę i razem z krzesłem poleciałem do tyłu na ziemię.
- Nic mi nie jest! - krzyknąłem wstają z ziemi i kiedy podniosłem krzesło usiadłem na nim.
- Żartujesz sobie prawda? - zapytałem.
- Przykro mi tym razem mówię całkowicie poważnie - powiedziała dziewczyna.
Jęknąłem. Położyłem głowę na stole.
- Byłem przygotowany na to, że mamy lekcje z Riddlem jutro, a nie dzisiaj.
- Wczoraj uczyłeś się do OPCM'u - zauważył Nott. 

Poczułem zimne ręce na na moich ramionach. Przez mój kręgosłup przebiegł dreszcz.
- Dlaczego nie masz zamiaru iść na pierwszą lekcje? - zapytał zimy głos.. Riddle'a.
Po raz kolejny zadam to pytanie. Jak długo tu stoi i jak dużo słyszał. 
Podniosłem głowę ze stołu.
- Nie jestem przygotowany - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Słyszałem, że uczyłeś się wczoraj do Obrony.
Czyli to słyszał. - To nie oznacza, że jestem przygotowany. Wręcz przeciwnie jestem nieprzygotowany, a tylko ja wiem w jakim stopniu, a nie mam zamiaru dzielić się tą wiedzą z innymi.
- Jesteś bardzo skomplikowaną osobą, Wilson.
- Jakbym tego nie wiedział - wzruszyłem ramionami po czym spojrzałem na chłopaków. - Wiedzieliście o tym prawda?
- No wiedzieliśmy, ale... - zaczął Nott.
- Cholera - przekląłem przerywając mu.
- Język Wilson - upomniał mnie Riddle, a ja sobie nic z tego nie zrobiłem.
- Czemu mi nie powiedzieliście? - zapytałem.
- Nie chciałbyś wstać...? - zaproponował Lestrange.
- Jesteś bardzo bystry wiesz? Bo przecież to ja was budziłem, a nie na odwrót - sarknąłem.
- Ja tam się cieszę, że nie musieliśmy cię brutalnie budzić - powiedział Avery.
- Gdybyście użyli siły budząc mnie to już dawno wylądowalibyście w Skrzydle Szpitalnym. Chociaż.. Należałoby wam się teraz, ale jest za dużo świadków... Wyżyje się na was na Obronie jak będą pojedynki - wyszczerzyłem się złośliwie.
- Jakie szczęście, że siedzisz z Malfoyem, a nie ze mną - Orion odetchnął z wyraźną ulgą.
- O jak fajnie! - krzyknąłem jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę.
- Jestem twoim ulubionym kolegą z dormitorium. Nie zrobisz mi nic... Prawda? - zapytał Abraxas.
- Może. Zresztą jak wkurzysz mnie teraz to od razu wylądujesz w Skrzydle Szpitalnym - rozejrzałem się po sali. - Nadal tu pan stoi? - zwróciłem się do Riddle'a.
- Jak widać - powiedział chłodno.
- Nie słyszał pan tego. Prawda? - zapytałem.
- Skoro mówisz o tym, że zamierzasz wysłać swoich przyjaciół do szpitala to słyszałem.
- Jaka szkoda - mruknąłem.
Popatrzyłem znowu na kolegów.
- Wiecie.. - zacząłem. - Mogę się spóźnić na lekcję, bo muszę pójść do podręcznik, bo nie mam go teraz.
- Popatrz! - krzyknął Avery uśmiechając się szeroko. - Akurat wziąłem go ze sobą - dokończył wyciągając mój podręcznik ze swojej torby i podając mi go.
- Dzięki - mruknąłem. - Zrobiliście to specjalnie. Nie powiedzieliście, że mamy zastępstwo, bo
wiedzieliście, że nie będę chciał wstać z łóżka...
- No tak - przerwał Orion. - Było być wczoraj na obiedzie. A co do podręcznika to wiedzieliśmy, że jak pójdziesz po niego do dormitorium to byś z niego nie wrócił.
- Racja. Nie wróciłbym z niego, ponieważ nie chcę mieć lekcji, na której może być trochę sadystycznie czy coś..
-  Sadystycznie to znaczy? - zapytał młody Lord.
On nadal tu stoi? - Jeżeli będą pojedynki ktoś na pewno trafi do Skrzydła Szpitalnego ze złamaną ręką czy coś takiego.
Poczułem jak Riddle zdejmuje dłonie z moich ramion przez co odetchnąłem z ulgą.
- Do mojego gabinetu, Wilson - warknął.
- Dlaczego? - zapytałem.
- Do gabinetu teraz - wysyczał przez zęby.
Powiedziałem chłopakom, że spotkamy się przed klasą. Nie odzywając się do Riddle'a ruszyłem za nim do jego gabinetu.
O co mu do jasnej cholery chodzi! Przecież nic takiego nie powiedziałem.. Prawda?
No oprócz tego, że nie mam zamiaru iść na lekcje. A czy nie powinien iść ktoś jeszcze do jego gabinetu... Tak dla bezpieczeństwa.. Gdyby próbował mnie zabić. 
Nie zauważyłem nawet jak staliśmy przed drzwiami do jego gabinetu. Przełykając ślinę wszedłem do niego za Riddlem.
- Dlaczego kazałeś mi tu przyjść? - zapytałem.
- Zauważyłem, że kultury nie masz wcale już dawno, więc nie musisz mi teraz też tego pokazywać - powiedział znudzony. 

- To czego ode mnie chcesz? - zmieniłem temat.
- Prawdy.
- Czego?!
- Wiem, że kłamiesz. Wątpię, że jesteś tym za kogo się podajesz.
- Jestem Severusem! - krzyknąłem. - Zresztą co ty możesz o tym wiedzieć!
- Wiem, że wiesz o mnie więcej niż ja o tobie.
- Co ty wygadujesz! Nie wiem nic o tobie. Riddle!
Młody Czarny Pan zaczął iść w moją stronę ja zacząłem się cofać. Po kilku krokach uderzyłem plecami o ścianę. Riddle był dość blisko mnie. Oparł swoją prawą dłoń obok mojej głowy. Moje serce zaczęło bić szybciej, oceniłem swoje szanse na ucieczkę. Niestety były zerowe.
Przełknąłem ślinę. 

- Przyznaj się - rozkazał.
- Do czego? - krzyknąłem. - Do tego, że twój wzrok cholernie mnie rozprasza?! Do tego, że kiedy mnie dotykasz ciarki mnie przechodzą i czuję jakbym miał nogi z waty?!  Do tego, że twoja obecność mi przeszkadza? Do tego, że wiem o tym, że to twój bazyliszek zabił tą dziewczynę?!
Doskonale Albus! Brawo! Nie umiałeś trzymać języka za zębami? - C-co? Skąd o tym wiesz?! - po raz pierwszy tego dnia krzyknął.
Mam nadzieję, że jego gabinet jest wyciszony i nikt tego nie słyszy.. - Twoja wczorajsza reakcja wydała mi się podejrzana..
- Każdy nauczyciel by tak zareagował.
- Może i tak - powiedziałem. - Potem wystarczyło tylko poszperać w książkach i znalazłem, że jesteś potomkiem Slytherina.
Brawo dla mnie! Kłamstwo pierwsza klasa! Serio zanim wrócę do siebie to zostanę w tym mistrzem. - Ja nie chciałem zabić tej dziewczyny!
- Jasne - mruknąłem. - Mogę już iść? - zapytałem i nie czekając na odpowiedź wyszedłem z gabinetu po czym skierowałem się do klasy.
Kiedy dotarłem po klasę zauważyłem już wszystkich tam zgromadzonych. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę gum do żucia. Wyciągnąłem jedną i zacząłem żuć, a paczkę schowałem w kieszeni.
Zauważyłem jak Abraxas do mnie macha co na pewno znaczyło "Chodź tutaj". Uśmiechnąłem się i podszedłem do nich.
- Po co kazał ci pójść do gabinetu? - zapytał od razu blondyn.
Szczerze to sam nie wiem.

- Nie ważne.
- O czym rozmawialiście? - dopytywał Malfoy.
No myśl. Co im powiesz? Przecież nie prawdę. 

- O ostatnim zadaniu domowym - wzruszyłem ramionami.
Dziesięć punktów dla Pottera! Pięknie wybrnął z sytuacji. Po niecałych dziesięciu minutach, które przegadałem z chłopakami przyszedł Riddle. Wszedł pierwszy do kwstalasy, a my i Gryfoni za nim. Usiedliśmy tak jak na każdej lekcji z lwami czyli każdy dom usiadł po swojej połowie. Ja miałem "szczęście", że siedziałem z Abraxasem w pierwszej ławce. Plusy tego były takie, że nie na przeciw Riddle'a.
- Oby dwa domy mają ten sam temat, ale przypomnimy sobie patronusy - zaczął Riddle. - Tak jak mówił Wilson na pierwszej lekcji w SLytherinie o patronusach jest to rodzaj pozytywnej siły - czarnowłosy nie mówił nic przez chwilę po czym chytrze się uśmiechnął. - Wilson - powiedział nagle.
- Tsa - spojrzałem na niego znudzonym wzrokiem.
- Powiedz to co mówiłeś na pierwszej lekcji o patronusach.
Serio Tom myślisz, że powiem ci, że nie umiem, ale nie pamiętam? Otóż mylisz się. 

- Patronus to rodzaj pozytywnej siły - zacząłem z satysfakcją starając się patrzeć w oczy przyszłego Lorda. - Dla tych co go wyczaruje stanowi rodzaj strażnika, pewnej tarczy między nim, a dementorem. Żeby zadziałało trzeba przywołać wspomnienie nie byle jakie, ale bardzo szczęśliwe niosące wielką moc. Jest to zaawansowana magia, więc nawet dorosłemu czarodziejowi nie udaje się wyczarować w pełni sprawnego patronusa czyli patronusa cielesnego. Większości na początku nie udaję się nawet mała mgiełka, która mogłaby pokonać jednego dementora. Mam teraz wstać i pokazać mojego patronusa? - spytałem.
- Nie trzeba. Za tydzień będzie test praktyczny - odpowiedział na moje pytanie.
Wzruszyłem ramionami, oparłem głowę o rękę i zacząłem patrzyć w tablicę.
- Tak jak mówił Wilson zaklęcie patronusa to zaawansowana magia dlatego nie zdziwiłem się, że większość z was na pierwszej lekcji nie umiała go wyczarować . Jednak na teście praktycznym mam nadzieje, że każdy z was będzie umiał go wyczarować, bo ocena z patronusa będzie liczona do oceny końcowej.
Zerknąłem na Abraxasa, który zrobił się biały jak papier. Był on jednym z nielicznych, któremu jeszcze nie wychodził patronus. Trzeba będzie przygotować się na to, że będzie mnie prosił, żebym mu pomógł go wyczarować. 

Lekcja minęła bardzo szybko. Riddle cały czas mówił o patronusach i co jakiś czas prosił kogoś kto by coś dopowiedział. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę razem z Abraxasem wzięliśmy swoje torby i chcieliśmy dołączyć do reszty współlokatorów, gdy Riddle powiedział:
- Nott, Avery, Black, Lestrange, Malfoy i Wilson do mnie.
Spojrzeliśmy po sobie z szokiem na twarzy. Żaden z nas nie wiedział o co chodzi. Odwróciliśmy się i podeszliśmy do biurka. Chciałem coś powiedzieć, ale wyprzedził mnie Nott:
- Coś się stało profesorze? - zapytał.
Riddle spojrzał na każdego z nas, a wzrok zatrzymał na mnie i powiedział:
- Możesz mi powiedzieć Wilson, dlaczego żułeś całą lekcję gumę?
Serio? Zwracasz mi teraz na to uwagę. Serio teraz? Przewróciłem oczami.
- Wie pan. Chcę mieć świeży oddech, a świeży oddech się przydaję. Dajmy przykład.. gdybym miał się z kimś niespodziewanie całować. Nie byłby to przyjemny pocałunek gdybym nie miał świeżego 
oddechu.
- Niespodziewany pocałunek... Ma pan na myśli całowanie się ze współlokatorem, Wilson? - spytał Riddle.
Zmarszczyłem brwi.
O co mu chodzi... No tak mogła mu donieść osoba, która nas widziała, ale... Coś mi tu nie gra.
 
- O co panu chodzi? - spytałem powoli.

- Powiem szybko. Widziałem jak w sobotę lataliście na miotłach w połowie drogi na boisko quidditcha usłyszałem krzyki i jak byłem dosyć blisko zobaczyłem pana Malfoya całującego się z panem Wilsonem. Za pewne nie mieliście zezwolenia na korzystanie z boiska prawda?
- No tak, ale... - zaczął Orion, ale Riddle mu przerwał:
- No właśnie. Tym razem nie odejmę wam punktów ani nie dostaniecie szlabanu. Jeśli to się powtórzy dostaniecie miesięczny szlaban. A teraz idźcie na lekcję bo się spóźnicie.
Odwróciliśmy się i nie obracając się za siebie szybko wyszliśmy z klasy.

- Dzisiaj rano prosił mnie do gabinetu i mi tego nie powiedział! - krzyknąłem na cały korytarz.
- Ale szczęście w nieszczęściu - mruknąłem.
- Chciał, żeby cała klasa myślała czemu nas wzywa - powiedział po chwilowej ciszy Lestrange.
- Jaki ty bystry - podsumował Orion.

W ciszy poszliśmy na zaklęcia. 

Wreszcie ostatnia lekcja - eliksiry! Ziewając wyszedłem z klasy profesora Binnsa. Na pewno bym zasnął, ale Malfoy co chwilę trącał mnie łokciem, żebym nie spał tylko pisał notatki. Poszłem do lochów pod klasę do i usiadałem pod ścianę przy drzwiach. Wyciągnąłem z torby podręcznik do eliksirów i ziewając zacząłem czytać ostatni temat jaki mieliśmy. Lepiej pamiętać co mieliśmy na ostatniej lekcji, gdyby Slughorn nie miał humoru i zacząłby każdego pytać.
- Jest i nasz kujon - usłyszałem wesoły głos Avery'ego. 

- Nie jestem kujonem - powiedziałem po czym ziewnąłem zasłaniając usta dłonią.
- Ktoś tu się nie wyspał - zachichotał Nott.
- Zgadnij przez kogo - mruknąłem wstając z zimnej podłogi. 

- Tylko nie zaśnij na eliksirach, bo dodasz nie ten składnik co trzeba i będzie katastrofa - powiedział Lestrange.
- Wtedy pójdę do Skrzydła Szpitalnego i tam mi dadzą spać - wzruszyłem ramionami.
- Jesteś tego aż taki pewien? - zapytał Orion.
- Wiesz.. Mi wszystko jedno byleby znaleźć się już w łóżku pod ciepłą kołderką i móc zasnąć - powiedziałem. - A tak w ogóle gdzie byliście? - spytałem.
- Nigdzie - Abraxas wzruszył ramionami. - Rozmawialiśmy sobie.
- Okey - powiedziałem uśmiechając się lekko.
- Severusie - zaczął blondyn.
- Tak?
- Mógłbyś mnie nauczyć zaklęcia patronusa? Ty to umiesz, a mi nie wychodzi. Dodatkowo Riddle powiedział, że za tydzień będzie test praktyczny. I chyba to zaklęcie dosyć wysoko oceniane, a ocena będzie miała wpływ na ocenę roczną.. - Malfoy zaczął szybko mówić.
- Jasne nauczę cię do wtorku - uśmiechnąłem się. - Zaczniemy od dzisiaj. O piętnastej pójdziemy do jakiejś sali.
Zadzwonił dzwonek oznaczający koniec przerwy. Profesor Slughorn wyszedł z klasy i zaprosił uczniów, żeby do niej weszli. Przyznam szczerze. Jest to jedyny nauczyciel, który nie spóźnia się na swoje własne lekcje. Chociaż z tego co słyszałem jak Riddle jest zły też nie spóźnia się na lekcje. Wszedłem do klasy i usiadłem w ostatniej ławce razem z Orionem i Nottem. Eliksiry mamy z Krukonami. Jasne są mądrzy, ale czasem nie pokazują tego.
- Witam wszystkich. Dzisiaj przygotujemy Wywar Żywej Śmierci. Macie na to czterdzieści minut. Otwórzcie podręczniki i do roboty - powiedział, usiadł na krześle za biurkiem i zaczął czytać Proroka Codziennego.
Otworzyłem spis treści w podręczniku po czym otworzyłem stronę z danym eliksirem. Przygotowałem składniki i kociołek. Przeczytałem kilka razy przepis i coś mi się przypomniało.

Profesor Manson mówiła, że w książce nie wszystkie przepisy eliksirów są dobre. Dlatego kazała nam je poprawiać. 
Spojrzałem na książce. Jest to ta sama, którą miałem w moim czasie.
Próbując przypomnieć sobie dobry przepis na ten eliksir przygryzłem w skupieniu wargę. 

Wycierając spocone czoło pod koniec lekcji jako jedyny miałem dobrze zrobiony eliksir. Przecież ten eliksir musi być czarny, a nie jak granatowy jak ma większość czy nawet różowy.
Profesor Slughorn chodził po klasie o sprawdzał każdy kociołek. Po czym mruczał coś niezrozumiałego pod nosem i kręcił głową. Kiedy znalazł się przy ławce, w której siedzę połknąłem ślinę. 

- Doskonale Severusie! Jako jedyny zrobiłeś dobrze eliksir. Jedna kropla mogłaby zabić każdego z nas. Dostajesz Wybitny i piętnaście punktów dla swojego domu. Dlatego, że dobrze przyrządziłeś wywar - uśmiechnął się lekko.
Zadzwonił dzwonek na przerwę.
- Jak ty to zrobiłeś? - zapytał Orion kiedy szliśmy do Wielkiej sali na obiad.
- Skąd mam to wiedzieć - mruknąłem wzruszając przy tym ramionami.
- Zrobiłeś jako jedyny dobrze! JEDYNY! - krzyknął Nott.
- To znaczy, że każdy kto był na lekcji źle coś przeczytał - uśmiechnąłem się lekko wchodząc do Wielkiej Sali.
Kiedy tylko się w niej znalazłem mój brzuch zaczął wołać o jedzenie głośno burcząc. Współlokatorzy spojrzeli na mnie, a ja z uśmiechem powiedziałem: 

- Wczoraj nie jadłem obiadu ani kolacji. Dzisiaj na śniadanie prawie nic nie zjadłem. To cud, że jeszcze na nogach stoję.
Poszedłem do stołu Slytherinu i usiadłem na swoim miejscu. Nie patrząc na to co jest wokół mnie nakładałem wszystkiego po kolei na talerz. Sam nie wiedziałem co jem i jakoś szczególnie się tym nie interesowałem. 


Było przed 15.00. Już dawno zrobiłem zadanie, więc teraz czytałem książkę w pokoju wspólnym. Czekaj, stop! Próbowałem. Zazwyczaj cichy pokój wspólny był dzisiaj głośny tak bardzo, że nie dało się tu skupić. Podejrzewam, że dodano czegoś do jedzenia. Teraz to marzyłem tylko o łóżku.. Ciepłym łóżku w cichym dormitorium..
- Idę spać - mruknąłem ziewając po czym zamknąłem książkę.
Trzymałem ja w ręku kiedy wstawałem z kanapy.
- O nie mój panie - usłyszałem głos Malfoya, który złapał mnie za nadgarstek i odwrócił twarzą do siebie. - Miałeś mnie uczyć zaklęcia patronusa.
Jęknąłem.
- Zupełnie o tym zapomniałem - położyłem książkę na stoliku. - To chodźmy teraz. Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy.
Wyszedłem z Abraxasem z pokoju wspólnego i poszliśmy do klasy od Obrony. Kiedy byliśmy na środku sali powiedziałem:
- Znasz zaklęcie. Spróbuj teraz wyczarować patronusa.
- Wiesz, że nie umiem - mruknął. - Expecto Patronum - powiedział, a z różdżki, którą wcześniej wyciągnął nic się nie wyłoniło.


Nie pojawiła się nawet mała mgiełka.
- Więcej wiary w siebie. Spróbuj jeszcze raz - uśmiechnąłem się pocieszająco.
Abraxas spróbował jeszcze raz, ale nic się nie stało.
- On wymaga ode mnie niemożliwego - powiedział załamy opierając się o najbliższą ławkę.
Zrozumiałem, że ''on'' to Rddle.
Usiadłem na jednej z ławek.
- Na pewno masz jakieś szczęśliwe wspomnienie - zacząłem. - Nie może być to pierwszy lot na miotle, czy dostanie listu z Hogwartu. Są one za słabe. Nie wiem.. Może pierwszy pocałunek z twoją pierwszą dziewczyną, albo coś co robiłeś z resztą i na samo wspomnienie robisz się szczęśliwy - uśmiechnąłem się lekko.
Malfoy chwilę nad czymś zastanawiał po wyprostował się i wyciągnął różdżkę przed siebie.
- Expecto Patronum - powiedział spokojnie.
Z różdżki wyłoniła się mała mgiełka.
- Brawo! - krzyknąłem. - Tylko musisz sobie przypomnieć silniejsze wspomnienie i się uda - uśmiechnąłem się szeroko.
Blondyn stał przez chwilę z opuszczoną różdżką po czym znowu ją uniósł i krzyknął:
- Expexto Patronum!
Z różdżki wyłonił się koń. Był to piękny patronus.
- Wow - szepnąłem.
- Udało się! - krzyknął. - Udało! Dzięki tobie!
- Nie ma za co - powiedziałem powoli.
Byłem z niego i siebie dumny.

poniedziałek, 21 września 2015

Rozdział V - "Chodzisz do psychiatry?"

4 komentarze:
Odpowiedzi na wasze pytania: 
Maja Samsun, Lauren - Tak Tom raczej będzie miał romans z Albusem, ale jeszcze wszystko może się zmienić. Zależy czy wymyślę coś lepszego.
Lauren - Napisałaś komentarze do wszystkich moich rozdziałów niedawno, bo dopiero zaczęłaś czytać. Więc opowiem ci tutaj. To tak autorki najczęściej wysyłają Hermione lub Harry'ego. Zależy czy to Tomarry czy Tomione. Hmmm... Napisałaś coś w jednym komentarzu, że w świecie mugoli w tym czasie gdzie się znalazł Potter homo jest traktowane gorzej niż zwierzęta, więc w świecie Magii powinno być jeszcze gorzej. Wiesz zrobiłam to na odwrót to znaczy z czasami. W tym czasie gdzie jest Albus homo są tolerowane, a w jego teraźniejszości też jest tolerowane, ale nie każdy toleruje np. rodzina Albusa tego nie toleruje i przez to ma słabe kontakty z rodziną. Powiem szczerze, że w niektórych przypadkach tragiczne, więc Al jak się dowiedział, że nikt mu nie będzie nic wytykał i wg. ucieszył się.

Dobra co do rozdziału to wiem, że długo nie wstawiłam tu notki, ale sama nie miałam czasu. A najpierw piszę w zeszycie i chyba pięć razy wszystko zmieniałam, żeby jakoś wyszło. Dodatkowo jeszcze niedawno byłam pewna, że w roku szkolnym będę miała więcej czasu niż w wakacje, ale niestety nauczyciele dają popalić. Rozdział nie jest najdłuższy, ale według mnie jest jak na razie najlepszy. W pierwszym rozdziale zapomniałam napisać, że na tym blogu kanon na przeproszeniem poszedł się pieprzyć.
Rozdział nie zbetowany. Beta betuje mi dopiero 2 rozdział, więc dodałam nie zbetowany.
^^^ 
- To nie był dobry pomysł - powiedział Orion w niedzielę rano przy śniadaniu. 
- Raczej nie będzie wiedział, że to ja - wzruszyłem ramionami.    
- Wilson! - cała Wielka Sala usłyszała krzyk.
Krzyczał Abraxas Malfoy. Miał niebieskie pasemka na blond włosach. Stał w wejściu do sali.
- Chyba się domyślił, że to ja - mruknąłem. 
Wstałem i uśmiechnąłem się szeroko. 
- Witaj. Fajnie wyglądasz. Wiesz, że niebieski ci pasuje. Kiedy sobie to zmieniłeś? - zapytałem udając głupiego.
- Nie obchodzi mnie jak wyglądam! - Jasne... - Doskonale wiem, że to twoja wina - zaczął iść szybko w moją stronę.
Przełknąłem ślinę po czym rozejrzałem się po sali. Każdy - bez wyjątku - patrzył na nas zszokowany. Tylko, że Riddle miał zamaskowany szok. 
- Tak to moja wina - przyznałem. - Ale nie tylko moja - dodałem. - Rzeczywiście ja chciałem zrobić tobie pasemka, ale farbą do włosów. Avery przypomniał sobie zaklęcie zmieniające kolor. Lestrange i Nott się potem kłócili. Pierwszy z nich chciał, żebyś miał czarne pasemka, a drugi różowe. W końcu wpadłem na pomysł z niebieskimi, bo fajnie wyglądają z blondem. Zresztą gdybyś miał czarne wyglądałbyś na farbowanego blondyna, a różowy to - Taki męski kolor... - różowy.
- Tsa jasne, ale Black jaki miał w tym udział?
- Uznał, że możemy robić co chcemy byleby jego w to nie mieszać - wyszczerzyłem się.
- Zamorduje cię - powiedział zatrzymując się.
- Nie zrobisz tego - wzruszyłem ramionami po czym dałem dłonie do kieszeni spodni.
- Niby dlaczego? - zapytał szarooki.
- Nie chcę niszczyć twojego i tak nadętego ego, ale jesteś zbyt słaby - powiedziałem cicho, doskonale wiedząc, że każdy obecny w sali to słyszy.
- Tak sądzisz? - spytał retorycznie blondyn.
- Stwierdzam fakt, a to są dwie inne rzeczy - wzruszyłem ramionami. - Po za tym nie skrzywdzisz muchy, a co dopiero współlokatora, którego - pocałowałeś.. - bardzo lubisz - wyszczerzyłem się.
- Doigrałeś się - powiedział przez zaciśnięte zęby.
Uśmiechnąłem się kpiąco będąc gotowym na słowne przepychanki, ale blondyn miał najwidoczniej inny plan. Zrobił kilka kroków i zaczął biec. Nie widząc innej opcji odwróciłem się i zacząłem biec najszybszym sprintem jakim kiedykolwiek biegłem.
Zatrzymałem się dopiero przy stole Gryfonów. Stół Gryffindoru i Slytherinu dzieli stół Krukonów, więc nie miałem się czego obawiać. Oparłem ręce o ramiona dwóch dziewczyn, które westchnęły. Przewróciłem oczami. Rozejrzałem się po sali. Malfoy stał naprzeciw mnie tylko, że przy stole Ślizgonów.
- To nie fair - powiedziałem oburzony. 
Niektórzy obecni w sali spojrzeli na mnie jeszcze bardziej zaskoczeni niż dotychczas.
Pewnie chodzi im o to, że nie sapie jak pies. Zauważyłem też zaskoczone spojrzenie szarych tęczówek.
- Zdziwiłeś się Ab? - zapytałem sarkastycznie. - Ten bieg to nawet nie rozgrzewka - machnąłem lekceważąco ręką. - Taki jeden chłopak - Twój prawnuk. - Uwziął się na mnie i robił za mojego osobistego trenera. Biegałem kilkadziesiąt razy dziennie na placu takim jak boisko quidditcha czy jezioro.
- Nawet nie myśl, że to załatwi sprawę i nie będę chciał cię zamordować.
Jęknąłem.
-  Wiesz. Gdybym kilka lat temu cię poznał i zrobiłbym to co dzisiaj zgodziłbym się. Ale teraz nie mogę się zgodzić, bo przez takiego dupka zacząłem cenić swoje życie...
- Chodzisz do psychiatry?
- Wiem, że każda sławna osoba ma psychiatrę, ale ja jeszcze nie jestem taki sławny. Zresztą... Z moją psychiką jest po części wszystko w porządku. To znaczy jest zryta, ale nie potrzebuję psychiatry. To był bardzo dobry przyjaciel...
- Chyba raczej chciałeś powiedzieć chłopak - wtrącił blondyn.
- Właśnie wszystkim oznajmiłeś, że jestem gejem - powiedziałem bez namysłu. - Ups. A ja to potwierdziłem.
- Co do twojego zabicia..
- Wiesz. Jak mnie zabijesz szkole będzie szkoda takiego.. eee.. pilnego, mądrego, kreatywnego, o wielkiej mocy i..
- Skromnego.. - powiedział jakiś Puchon, a ja nic sobie z tego nie zrobiłem.
- ... i zabawnego ucznia - dokończyłem.
- Hmmm.. Może jednak uduszę cię poduszką w łóżku...
- W łóżku mrrr.. - mruknąłem. - Ale wiesz... Jak mnie zamordujesz będzie mnóstwo papierkowej roboty, a ciebie ześlą do Azkabanu na pocałunek dementora. A ty nawet patronusa nie potrafisz wyczarować!
Blondyn wziął coś ze stołu co okazało się nożem... Ostrym nożem.
Szkoda, że nie do masła. - Orion pamiętam o białej trumnie z czarną kokardą... Albo nie... Wolę zostać spalony, a moje prochy mają być wrzucone do rzeki. No, ale kurka ja miałem zginąć jako bohater - jęknąłem. - Ej no wiecie w jakimś widowiskowym pojedynku, a nie przez Malfoya! - prychnąłem. - Abraxasie Malfoy'u jeżeli zginę z twojej ręki będę cię nawiedzać do końca twoich dni!
Czyli do trzydziestki.
 - O. I nie uda ci się we mnie trafić nożem - powiedziałem spokojnie.
- Skąd masz taką pewność? 
- Wyglądasz jak osoba, która nigdy nie rzucała nożem...
- Bo ty umiesz nim rzucać!
- Patrz i ucz się..
Wziąłem ze stołu jeden z ostrzejszych noży i przejechałem nim po dłoni sprawdzając jaki jest ostry. Rozejrzałem się wokół myśląc nad celem, a kiedy go znalazłem powiedziałem:
- Spokojnie nikogo nie skrzywdzę.
- Skąd mamy mieć pewność? - zapytał jakiś Krukon.
- Kiedy uczyłem się rzucać robiłem to z kolegą, a jego ojciec nas uczył. Po jakimś czasie treningu kazał jednemu z nas stanąć przed celem. Drugi miał rzucać i nie trafić w pierwszego. Ja żyje, on żyje... A gdybym go zabił ja również wąchałbym kwiatki od spodu, bo jego ojciec by mnie zabił - powiedziałem znudzony.
Spojrzałem na cel. Było to godło Hogwartu powieszone na ścianie nad stołem nauczycielskim.
- Wiesz co? - zwróciłem się do Malfoya. - No oczywiście, że nie wiesz... Żałuję, że nie zostałem Gryfonem.
- Nie nadajesz się na Gryfona - stwierdził blondyn.
- Uważasz, że jestem za mało odważny? 
- Nie. Po prostu twoimi cechami głównymi jest spryt i przebiegłość.
- Nie znasz mnie jeszcze dobrze - mruknąłem. - To mogłem zostać Krukonem.
- Jesteś za mało kreatywny - odezwał się Orion.
Podniosłem brew.
- Tak uważasz?
- Stwierdzam fakt - odpowiedział fakt.
Westchnąłem. Odwróciłem się w stronę mojego celu i wpatrywałem się w niego. Przygryzłem mocno dolną wargę w skupieniu. Lewą nogę dałem do przodu ustawiając się w odpowiedniej pozycji. Kilka kosmyków włosów opadło mi na twarz. Nie przeszkadzały mi. Skupiłem się z całej mojej woli na celu. Wargę gryzłem tak mocno, że zaczęła krwawić, nie obchodziło mnie to. Teraz ważniejsze było pokazanie Malfoyowi i reszcie, że potrafię rzucać nożem. Zamachnąłem się i rzuciłem. Nóż w locie przekoziołkował kilka razy po czym wbił się w oko węża. Z satysfakcją uświadomiłem sobie, że nóż wbił się dosyć mocno skoro nie spadł na ziemię. Kilka osób krzyknęło z zachwytu i zaczęło klaskać. Zatańczyłem swój taniec szczęście po czym uspokoiłem się i powiedziałem do szarookiego:
- Teraz twoja kolej.
- Ymm.. W co mam rzucić? - zapytał zdezorientowany chłopak.
- We mnie - powiedziałem spokojnie. Widząc, że chłopak gwałtownie zbladł dodałem: - Mi się nic nie stanie.
- A.. a jak cię zabiję?
Podobno jego syn mordował dla Voldiego.
- Jak nóż będzie leciał we mnie złapie go, albo odskoczę. Poradzisz sobie.
Blondyn poparzył na mnie niepewnie. Stanąłem prosto odwrócony do niego, a ręce dałem wzdłuż ciała - tak jak uczył mnie ojciec Scorpiusa. Kiwnąłem głową na znak, żeby rzucał. Zobaczyłem jak jabłko Adama blondyna się rusza co znaczy, że połyka ślinę. W jego oczach można było zobaczyć strach - tylko strach nic więcej. W końcu Ślizgon zdecydował się rzucić. Bez mrugnięcia ani strachu w oczach patrzyłem jak nóż leci w moją stronę. Kilka razy przekoziołkował w powietrzu, rozciął moje ramię po czym i spadł na ziemię.
Złapałem się za ramię.
- Umieram! Zabił mnie! - krzyknąłem i upadłem na kolana. - Zabił mnie! Malfoy mnie zabił! Pamiętaj. Będę cię nawiedzać do końca twych dni.
Położyłem się na plecy i próbowałem się uspokoić, żeby nie zacząć się śmiać. Kiedy się uspokoiłem, wstałem.
- Jakie szczęście, że to tylko draśnięcie, a nie coś poważniejszego - wzruszyłem ramionami i podszedłem do stołu Slytherinu.- Teraz chyba mogę spokojnie zjeść? - spytałem Abraxasa, który kiwnął głową. - Proszę wróćcie do swoich zajęć. Nie jestem okazem w Zoo - jęknąłem i zacząłem jeść śniadanie.
***
Rano jak zawsze jadłem śniadanie w Wielkiej Sali. Spojrzałem na stół Ślizgonów. Black był czymś zmartwiony? Tak to dobre określenie. Avery, Nott i Lestrange mieli przyklejone głupie uśmiechy do twarzy. Wilson miał beztroską minę. Nie było przy nich Malfoya.
Coś się świeci. Do dali wszedł Malfoy. Lecz zamiast całych blond włosów miał niebieskie pasemka. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na Wilsona, który stał przodem do blondyna i zaczął mu spokojnie wyjaśniać co się stało. Cała Wielka Sala ucichła. Każdy patrzył w stronę dwóch Ślizgonów. Ci, którzy nie są przyzwyczajeni do takich awantur mogli pomyśleć, że to małe piekło na ziemi. Należę do osób, które są do tego przyzwyczajone. Jestem nauczycielem w szkole pełnej dzieciaków z czego połowa z nich to idioci. Cóż.. To zdanie mówi samo za siebie... Oglądałem całe przedstawienie ze znudzeniem. Kiedy Severus powiedział, że rzuci żeby udowodnić Malfoyowi, że umie kątem oka spojrzałem na dyrektora. Starzec wyglądał jakby miał dostać zawału. Zresztą miłośnik dropsów wyglądał tak samo. Uśmiechnąłem się w duchu - nie co dzień ich się takich widzi.
Odwróciłem wzrok i zobaczyłem, że Wilson jest odwrócony w stronę dyrektora w pozycji rzucania. Lewą nogę dał do przodu. Prawą rękę, w której trzymał nóż uniósł do góry. Kilka kosmyków włosów opadło mu na czoło oraz intensywne zielone oczy ograniczając mu widoczność. Dolną wargę przygryzał w skupieniu tak mocno, że było widać trochę krwi na niej. W tym momencie mogę ze szczerością powiedzieć, że pierwszy raz widzę ucznia, który jest tak bardzo skupiony.
Czy on zamierza rzucić w dyrektora? Może nie mam nic przeciwko, ale Wilsona ześlą do Azkabanu na dożywocie. Kiedy zielonooki się zamachnął było widać z jaką siłą i precyzją to robił. Nóż trafił w oko węża, który jest godle Hogwartu nad dyrektorem. Niektórzy zaczęli piszczeć inni klaskać. Usłyszałem cichy gwizd z prawej strony. Spojrzałem na Slughorna z odrazą, przewróciłem oczami po czym zacząłem jeść - akurat wtedy kiedy Severus powiedział, że nie jest okazem w Zoo.
***
Po długiej rozmowie z moimi współlokatorami w końcu dali mi spokój. Chyba co chwilę w tej rozmowie mówiłem im, że "chcę być sam". W końcu wziąłem jakiś podręcznik i powiedziałem im, że sam chcę się pouczyć. Przed wyjściem przebrałem koszulę na czarną bluzę bez zapięcia z kieszeniami oraz szerokim kapturem. Kaptur od razu założyłem na głowę, a książkę chcąc nie chcąc wziąłem ze sobą. Od razu skierowałem się na siódme piętro. Przeszedłem trzy razy obok ściany, na której pojawiły się drzwi. Bez wahania wszedłem do pokoju życzeń. Poprosiłem o pokój w jasnych barwach zieleni. W pokoju znajdowało się duże okno z szerokim parapetem. Nic więcej. Wdrapałem się na parapet. Plecy oparłem o ścianę, a nogi zgiąłem w kolanach. Kiedy wyjrzało się przez okno widać było jezioro, zakazany las, polankę koło niego oraz... chatkę Hagrida. Westchnąłem. Odruchowo moja rękę wsadziłem do kieszeni spodni chcąc wziąć z niej telefon oraz słuchawki. Niestety w tym czasie nie mam telefonu.
Ciekawe czy teraz miałbym telefon gdyby wtedy w gabinecie dyrektorki miał go w kieszeni. Wyciągnąłem za to gumę do żucia i zacząłem żuć. Podręcznik dałem na nogi. Okazało się, ze to podręcznik do Obrony. Otworzyłem na rozdziale, który mieliśmy przeczytać na najbliższą obronę czyli na wtorek. Był to rozdział o zaklęciach obronnych, które doskonale znam.
Czy zamierzałem się uczyć? Nie. Chyba po prostu chciałem pomyśleć, powspominać, być sam.
To może wydawać się dziwne. Jeszcze kilka lat temu bałem się samotności. A to wszystko dlatego, że wszyscy byli w Gryffindorze, a ja w Slytherinie. No dobra.. Nie wszyscy, bo Ted znalazł się w Hufflepuff'ie, a to nie jest dom, który cieszy się złą chwałą, więc się nie liczy. Przez ten tydzień przywykłem też, że jestem w przeszłości. Przyzwyczaiłem się do tego, że zamiast Scorpiusa jest Abraxas. Również do tego, że ja i Malfoy nie mamy razem pokoju. Nawet nie brakuje mi tutaj mojej rodzinki. Zresztą z większością nawet nie mam dobrych kontaktów. Rozejrzałem się po pokoju i uśmiechnąłem się do siebie.
Wspomnienie
Byłem ciągnięty przez blondyna w moim wieku, w nieznanym mi kierunku.
- Gdzie mnie ciągniesz? - jęknąłem po raz kolejny.
- Zobaczysz w swoim czasie - blondyn uśmiechnął się nieznacznie.
- Scorpius, powiedz mi teraz. Proszę! Doceń to, bo rzadko kogoś o coś proszę.
- Wiem i doceniam to - chłopak się zatrzymał. - Jesteśmy.
Malfoy zaprowadził mnie na siódme piętro przed wejście do pokoju życzeń.
- Skąd wiesz o tym miejscu? - spytałem lecz nie usłyszałem odpowiedzi, bo szarooki przechodził obok ściany.
Pokazały się drzwi i chłopak wepchnął mnie do środka.
- O co cho.. Wow - wydusiłem.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu Scorpius zaprowadził mnie do ogromnego pokoju.Przy ścianie stał duży kominek, w którym palił się ogień. Przed kominkiem stała czarna sofa. W pokoju było prawie ciemno. Dwa duże okna były zasłonięte zasłonami. Na środku stał stolik dla dwojga, na którym było kilka świec oraz jedzenie. Całość nadawała pokojowi romantyczną aurę. Spojrzałem na Malfoya zdezorientowany i zaskoczony.
- O co chodzi? - zapytałem i znowu nie usłyszałem odpowiedzi.
Blondyn zacznie zmniejszył naszą odległość. Nigdy wcześniej nie staliśmy tak blisko siebie. Moje serce zaczęło nienaturalnie szybko bić, a mój oddech stał się płytki. Chłopak spojrzał mi w oczy, a ja nie odwróciłem wzroku. Próbowałem uspokoić oddech - z marnym skutkiem.
- Albusie - powiedział cicho szarooki. - Czy zgadzasz się być moim chłopakiem?
W Scorpiusie zakochałem się kilka miesięcy temu kiedy odkryłem, że jestem gejem. Nie chciałem zepsuć naszej przyjaźni tym pytaniem, ani też nie wiedziałem, że on również jest gejem.
- Jak się nie zgodzisz mam nadzieję, że nasza przyjaźń się nie zepsuje - usłyszałem szept chłopaka.
W normalnych okolicznościach od razu powiedziałbym tak, ale to brzmi jak sen, albo jakiś żart..
- Żartujesz sobie ze mnie prawda? - zapytałem cicho.
- Mówię poważnie. Czy ja wyglądam teraz na kogoś kto żartuje?
Zlustrowałem jego twarz. Zwykle Malfoyowska maska była zastąpiona powagą.
- Zgadzam się - szepnąłem wtulając się w blondyna.
Koniec Wspomnienia

W moich oczach zaszkliły się łzy. Dopiero teraz naprawdę dowiedziałem się jak bardzo brakuje mi Scorpiusa. Nie chciałem płakać lecz nie odgoniłem łez z oczu. Usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju. Spojrzałem w stronę drzwi i zauważyłem rozmazaną sylwetkę Riddle'a. Przeklinając w duchu odwróciłem głowę w stronę okna. Szybko odgoniłem łzy, żeby niczego nie było po mnie widać. Kiedy to zrobiłem zauważyłem, że pokój zmienił się w balkon, a ja siedzę na balustradzie. Wyprostowałem prawą nogę, a lewą zostawiłem zgiętą. Riddle stał trochę dalej ode mnie opierając się o balustradę.
- Byłem pewny, że ja jako jedyny znam to miejsce - usłyszałem głos mężczyzny.
Zaśmiałem się dźwięcznie.
- Dużo osób zna to miejsce - powiedziałem. - Tylko większość z nich nie wie dokładnie co to za miejsce i gdzie się znajduje. Uczniowie jak i nauczyciele trafiają tu niechcący. Przez czysty przypadek. Prawdopodobnie większość uczniów trafia tu jak chcę coś schować. Cóż.. Według mnie to doskonałe miejsce na tak zwaną kryjówkę. Jak ktoś chcę zostać sam przychodzi tutaj i ma się pewność, ze nikt cię nie znajdzie.
- Mam rozumieć, że jesteś tu przez przypadek?
- Czy wyglądam na osobę, która zabłądziła? - zapytałem sarkastycznie. - Hogwart ma wiele tajemnic - powiedziałem po chwilowym zastanowieniu. - To miejsce jest jedną taką tajemnicą. Pokój życzeń lub jak ktoś woli pokój przychodź-wychodź. Komnata Tajemnic to kolejna tajemnica. - spojrzałem na chatkę Hagrida. - Otworzono ją kilka lat temu, zginęła dziewczyna.. - kątem oka zobaczyłem, że mężczyzna gwałtownie zbladł na wspomnienie komnaty. - A kogo o to oskarżono? Gryfona! - prychnąłem. - Nie wierzę, że zrobił to Gryfon. Dodatkowo tak głupi jak on. Sądzę, że zrobił to jakiś Ślizgon, który wrobił lwiątko, bo sam nie chciał zostać wywalony ze szkoły, a Gryfiak na pewno miał coś na sumieniu - wzruszyłem ramionami. - Zresztą... Zbierając fakty. Salazar Slytherin ukrył komnatę kiedy się stąd wyniósł. Jego dziedzic jako jedyny może ją otworzyć i rządzić potworem, który w niej jest. Szkołę przeszukiwano wiele razy lecz nikt nie pomyślał. Slytherin ukrył komnatę dobrze i mocą, której każdy się boi, a tylko on i jego dziedzic umieją. Skoro Salazar był wężousty to jego dziedzic też, a jego "sługa" w komnacie to jakiś wąż - powiedziałem robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Chyba długo nas tym myślałeś Wilson - powiedział młody Lord.
- Ty tylko czysta teoria. Nie myślałem nad tym długo. Wystarczyło przeczytać legendę o komnacie, usłyszeć coś od przyjaciół i posklejać fakty - wzruszyłem ramionami.
Dałem rękę do lewej kieszeni spodni i wyciągnąłem z niej paczkę papierosów, o której całkiem zapomniałem. Riddle, który do tej pory patrzył w stronę jeziora spojrzał na mnie.
- Powinieneś stać, a nie siedzieć na tym, bo możesz spaść - powiedział niespodziewanie młody Czarny Pan.
- Od kiedy się martwisz swoimi uczniami? - zapytałem.
Zmniejszyłem podręcznik po czym wsadziłem go do kieszeni. Wyciągnąłem z paczki papierosa, odpaliłem go, a następnie się zaciągnąłem. Odchyliłem głowę przymykając powieki, wypuściłem dym z płuc.
- Palisz? - zapytał brązowowłosy.
- Jak każdy uczeń z piątego roku wzwyż - wzruszyłem ramionami. - Poczęstuje się pan? - wyciągnąłem rękę, w której była paczka.
- Nie palę - powiedział szybko, a ja schowałem paczkę do kieszeni. - Śmieszy mnie to, że raz mówisz do mnie per pan, a raz jak do kolegi. Chociaż doskonale wiesz, że jestem twoim nauczycielem.
- Taką mam naturę - powiedziałem. - Mnie śmieszy to, że choćby nie wiem jakby pan chciał nie pójdzie pan do dyrektora, bo nic mi nie zrobi. W regulaminie piszę, że nie można spożywać alkoholu na terenie szkoły, ale o papierosach nic nie ma napisanego - uśmiechnąłem się, zaciągając się kolejny raz.
- Jesteś nałogowcem?
Zaśmiałem się krótko.
- Nie jestem nałogowcem. Palę wtedy kiedy potrzebuje, a to jest rzadko - spojrzałem na zegarek na ręku. - Muszę już iść.
Wyrzuciłem niedopałek za balkon, a sam skoczyłem z balustrady i skierowałem się do drzwi, które były na drugim końcu pokoju. Po piętnastu minutach drogi znalazłem się w dormitorium
- Nie byłeś na obiedzie i kolacji - powiedział Nott kiedy siedziałem na swoim łóżku.
- No i co? - zapytałem retorycznie.
- Riddle'a nie było na kolacji - dodał Black.
No tak nie było go na kolacji, bo ze mną rozmawiał.
- Nie obchodzi mnie to - powiedziałem obojętnie.
- Szkoda, że na śniadaniu nie widziałeś miny... - zaczął Malfoy, ale mu przerwałem.
-...dyrektora i Dumbledore'a kiedy rzucałem? Tak wiem mówiliście to. Teraz pozwólcie mi pójść spać, bo jestem zmęczony.
Szybko przebrałem się w piżamy i położyłem się do łóżka. Nawet nie pamiętam kiedy zasnąłem.

piątek, 28 sierpnia 2015

Libster Blog Award

1 komentarz:
Właśnie się dowiedziałam o nominacji do Liebster Blog Award!  
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”.
Jest przyznawana dla blogów jeszcze nie rozpromowanych, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała.
Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.
Nominowała mnie Maquarella z bloga http://rozdzielonetrio.blogspot.com/
A teraz odpowiadam na pytania:
1. Dlaczego piszesz bloga? 

Szczerze? Sama nie wiem. Lubię to, a jak mam wenę wymyślam coś i piszę to na kartkach. Koleżanka uznała, że powinnam pisać książkę jak pisałam rozdział w zeszycie na matmie.. Chociaż może to być też to, że chcę być lepsza od mojej starszej siostry, która piszę wiersze.. Sama nie wiem.. Lubię to i tyle.
2. Ulubiona książka?
Harry Potter.  Cała seria. Zdecydowanie jest to moja ulubiona. Mam potem kilka książek, które lubię, ale żadnej nie lubię jak tej.
3. Ulubiony serial?
To pytanie mogę spokojnie zadać moim siostrą. Nie mam ulubionego serialu. Ba! Nawet rzadko telewizję oglądam.
4.
Jakim bohaterem/bohaterką książkowym chciałbyś być?
Gdybym wybrała bohatera byłby nim Draco. Z bohaterek, Pansy z HP, Kattnis z IG i Tris z Niezgodnej.
5. Twój autorytet?
Kto jest moim autorytetem? To trudne pytanie wiesz? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Hmm.. Może po części to Syriusz Black i Remus Lupin. 
6. Ulubiony owoc?
Truskawka *.*
7. Jaki kraj chciałabyś/chciałbyś odwiedzić?
 Londyn <3
8. Twoje drugie imię? 

Po prababci - Elżbieta.
9. Od kiedy piszesz bloga?

Tego bloga zaczęłam pisać 1 maja tego roku.
10. Co sądzisz o homoseksualistach?
Wiesz.. nie jestem homofobem i nie przeszkadzają mi homo. Nie sądzę tak jak inni, że powinno się ich "wybić" czy coś w tym stylu. Homo jest słodkie. Szczególnie geje *.*
11. Co chcesz robić w życiu?
Moja koleżanka chcę, żebym zaczęła pisać książki, bo kiedyś przeczytała kawałek czegoś. Ta sama koleżanka chcę żebym była siatkarką - niestety jestem za leniwa. Ja mam swój plan. Pójdę razem z przyjaciółką do Liceum, a potem na studia. :D  

Teraz czas na moje pytania:
1. Gdybyś miała wybrać książkę, w której miałabyś "żyć" co by to była za książka?
2. Ile masz lat?
3. Od jak dawna piszesz?
4. Jak to się zaczęło?

5. Jakbyś mógł/a to w jakiego bohatera swojego bloga byś się zmienił/a ?
6.
Czy Twoje opowiadania jakoś wpłynęły na Twoje życie?
7. Co byś zrobiła/zrobił gdybyś wygrała/wygrał w totka?
8. Co robisz jak masz doła?
9. Jak nazwiesz swoje dzieci?
10. Jakie jest twoje największe marzenie?
11. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?

Nominuje:
Hermiona Riddle - po drugiej stronie
HOGWART ~ zamknięty ośrodek karno-odwykowy
Make my day. Change my life.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Mamy betę!

Brak komentarzy:
Hejo! No tak jak nagłówek głosi znalazłam betę. Jest to marruda. Będzie mi betowała stare rozdziały i te nowe :)
Mrs Black bajkowe-szablony