Bardzo, ale to bardzo przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Strasznie nie miałam czasu. I przepraszam też, że rozdział jest taki krótki, ale nie miałam za bardzo na niego pomysłu. Postanowiłam, że potrzeba trochę podkręcić akcję i zrobić wszystko szybciej, żeby Albus znalazł się w swojej teraźniejszości. Postaram też wynagrodzić wam ten długo brak rozdziału i napisać kolejny jak najszybciej. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Wyłapię je i poprawię w wolnej chwili.
-----
Kiedy rano się obudziłem nie czułem się najlepiej. Zauważyłem, że większość moich współlokatorów wstało. Avery, którego zdążyłem ocenić za największego śpiocha, jeszcze spał. Usiadłem na łóżku i poczułem, że kręci mi się w głowie. Nie zrobiłem z tego nic wielkiego, bo przecież mogłem za szybko usiąść i zakręciło mi się w głowie, to nic takiego.
- O śpioch wreszcie wstał - powiedział Malfoy, który pierwszy zauważył, że wstałem.
- Popatrz na Avery'ego. Zauważ, że to on dłużej śpi - uśmiechnąłem się.
- Oj tam - machnął lekceważąco ręką.
Spojrzałem na zegarek. Była 6.35, a o 7.00 zaczyna się śniadanie. Czyli jest niecałe pół godziny do śniadania.
- Nie powinniście go obudzić? - powiedziałem wskazując na Avery'ego.
- Jeszcze jest trochę czasu. Obudzimy go za jakiś czas - mruknął Orion.
Wstałem co spowodowało jeszcze większe zawroty głowy i podszedłem do kufra, żeby wziąć mundurek szkolny. Jak już go wziąłem poszedłem powoli do łazienki, bo z każdym krokiem wydawało mi się, że zemdleję.
Kiedy się już znalazłem się w łazience przejrzałem się w lustrze. Nie wyglądałem najlepiej. Byłem okropnie blady. Zdecydowałem, że powinienem wziąć szybki prysznic, żeby nie spóźnić się na śniadanie. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic.
Po szybkim prysznicu powycierałem się i ubrałem się w mundurek. Przed wyjściem z łazienki powycierałem moje mokre włosy i umyłem zęby. Dalej kręciło mi się w głowie, ale nie przejmowałem się tym. Przecież to nie jest nic poważnego.
Otworzyłem drzwi od łazienki, od razu poczułem jak zimne powietrze miesza się z gorącym. Trochę bardziej zakręciło mi się w głowie, ale po raz kolejny nie przejąłem się tym i wszedłem do dormitorium.
Po dwóch krokach miałem mroczki przed oczami, a świat zawirował. Słyszałem przytłumione głosy współlokatorów, a sam leciałem w dół. Byłem pewny, że przeżyje bolesny upadek na kamień.
***
Chciałem już wychodzić ze swojego gabinetu i iść do Wielkiej Sali. Usłyszałem natarczywe pukanie do drzwi.
- Proszę - warknąłem rozdrażniony.
Ktoś z prawie prędkością światła otworzył drzwi. Spojrzałem na tego ktosia i okazało się, że jest to Malfoy, Blondyn ledwo łapał oddech, a ubrane miał na sobie.. piżamy.
- P-profesorze, Se-severus zemdlał, wychodząc z łazienki - wysapał.
- Prowadź - mruknąłem.
Abraxas wyszedł z mojego gabinetu, a ja za nim pośpiesznie zamykając drzwi.
Po drodze dowiedziałem się, że Wilson od rana nie wyglądał za dobrze, a kiedy wychodził z łazienki zemdlał, ale Orion w ostatniej chwili uratował go przed spotkaniem z twardą podłogą. Black zarządził, żeby Malfoy poszedł po mnie, a Lestrange po pielęgniarkę.
Tak szczerze to dopiero wtedy doceniłem jakie Black ma dobre zdolności przywódcze. Zawsze mi się wydawało, że to Malfoy rządzi w ich paczce, co może być prawdą. A Orion z pozoru cichy, zaczytany i inteligenty chłopak potrafi nie spanikować w kryzysowych sytuacjach i zarządzić, co kto ma robić.
Nie zauważyłem tego, że już staliśmy przed wejściem do pokoju wspólnego Ślizgonów. Kiedy tam weszliśmy każdy obecny w pokoju przestał rozmawiać i popatrzył się w naszą stronę. Blondyn nie przejmował się tym i poprowadził mnie do dormitorium.
Kiedy tam wszedłem pielęgniarka szkolna - madame Maslow ocucała Severusa. Lestange wyglądał jakby przebiegł maraton, Orion ze skupionym wyrazem twarzy wpatrywał się w Wilsona. Avery wyglądał jakby dopiero wstał.
- Trzeba go zabrać do skrzydła szpitalnego - powiedziała pielęgniarka.
Skinąłem głową i rzuciłem zaklęcie lewitujące na bruneta.
W skrzydle szpitalnym jak tylko Severus się przebudził madame Maslow przebadała go i dała różne lecznicze eliksiry.
- To grypa, która jest dosyć mocna - powiedziała pielęgniarka do chłopaka.
Sam chłopak popatrzył na nią z miną, która mówiła: "No chyba się domyśliłem, rzadko choruje, a jak już to poważnie".
- Poleży sobie pan z jakiś tydzień w skrzydle szpitalnym - dopowiedziała nie zwracając uwagi na minę Severusa, którego wyraz twarzy się pogorszył.
Posiedziałem jeszcze chwilę przy chłopaku razem z jego współlokatorami po czym wyszedłem, bo musiałem iść do klasy.
- Mówiłem ci, żeby iść wczoraj na dwór jakoś ciepło ubranym, to nie. Ty musiałeś zrobić swoje -Orion robił zielonookiemu wywód jakby był jego matką.
Uśmiechnąłem się lekko i szybko ruszyłem do klasy.
niedziela, 29 maja 2016
sobota, 19 marca 2016
Rozdział VIII - Jestem aż tak słabym aktorem?
3 komentarze:
Autor:
Unknown
Hej witam was po bardzo długiej przerwie. Na początek chcę się usprawiedliwić. I powiem tak. Nie mam czasu nawet dla siebie. Mam mnóstwo zadań domowych i sprawdzianów dodatkowo jeszcze był jeden konkurs i parę zawodów, więc praktycznie cały dzień siedzę przed książkami. Jestem na 100% pewna, że zepsułam końcówkę, bo tak bardzo chciałam dodać ten rozdział. Od pewnego czasu zastanawiałam się czy to opowiadanie nie zacząć publikować też na wattpadzie gdzie mam konto. I teraz mam zadanie dla was. Wy zdecydujecie czy to ff pisać też na wattpadzie czy nie ;)
------------
Od czasu "miłej" pogawędki z moim pradziadkiem minęły dwa dni. Dzisiaj jest czwartek. Tak jak myślałem plotki o tym były do dzisiaj. Coś czuję, że będą się utrzymywać bardzo długo. Przyzwyczaiłem się do tego, że jestem obserwowany przez wszystkich uczniów w szkole, bo w moim prawdziwym czasie mam tak prawie codziennie przez... pewne niedorzeczne plotki.
Nie przeszkadzało mi to, że uczniowie patrzą na mnie na korytarzu, szepczą czy nawet pokazują palcami. Nie obchodziło mnie to. Miałem to gdzieś.
Czułem jednak od tamtego wydarzenia wzrok, który mnie obserwował na każdym kroku. Przez to czułem, że wszystko co robię, czy o czymś rozmawiam ten ktoś o tym wie. Nie czułem się z tym dobrze. Wręcz przeciwnie czułem się z tym bardzo źle.
Nie ważne gdzie się ukryłem, na wieży astronomicznej, w dormitorium, pustej klasie, czy nawet w Pokoju Życzeń czułem się obserwowany. A to odbiło się na moich ocenach, bo nie potrafiłem się skupić.
------------
Od czasu "miłej" pogawędki z moim pradziadkiem minęły dwa dni. Dzisiaj jest czwartek. Tak jak myślałem plotki o tym były do dzisiaj. Coś czuję, że będą się utrzymywać bardzo długo. Przyzwyczaiłem się do tego, że jestem obserwowany przez wszystkich uczniów w szkole, bo w moim prawdziwym czasie mam tak prawie codziennie przez... pewne niedorzeczne plotki.
Nie przeszkadzało mi to, że uczniowie patrzą na mnie na korytarzu, szepczą czy nawet pokazują palcami. Nie obchodziło mnie to. Miałem to gdzieś.
Czułem jednak od tamtego wydarzenia wzrok, który mnie obserwował na każdym kroku. Przez to czułem, że wszystko co robię, czy o czymś rozmawiam ten ktoś o tym wie. Nie czułem się z tym dobrze. Wręcz przeciwnie czułem się z tym bardzo źle.
Nie ważne gdzie się ukryłem, na wieży astronomicznej, w dormitorium, pustej klasie, czy nawet w Pokoju Życzeń czułem się obserwowany. A to odbiło się na moich ocenach, bo nie potrafiłem się skupić.
Obiad. Właśnie teraz znajduję się w Wielkiej Sali na obiedzie. Westchnąłem i zacząłem dalej dłubać widelcem w ziemniakach. Kątem oka zauważyłem, że Abraxas patrzy na mnie z... troską? Tak to było to. Poczułem się gorzej niż dotychczas. Przez to, że zastanawiałem się kto mnie obserwuje w nocy nie potrafię spać, a mój apetyt znacznie się pogorszył. Co prawda nigdy nie jadałem dużo, ale teraz praktycznie wcale nie jadłem.
Dodatkowo Malfoy zauważył coś podejrzanego. Spodziewałem się tego bardziej po Orionie, ale Black by odpuścił, a Malfy'owie nie odpuszczają i nigdy nie przejmują odmowy. Tak, więc blondyn nie odpuści, a ja jakoś będę to musiał znieść.
- Severus - zaczął Abraxas
Wiedziałem, że czeka nas jedna z tych poważniejszych rozmów.
- Tak? - zapytałem udając, że nie wiem o co chodzi.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał.
Popatrzyłem na niego i zmarszczyłem brwi.
- Możesz powiedzieć o co chodzi? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie dalej udając.
- Wilson proszę cię nie udawaj - powiedział.
Jestem aż tak słabym aktorem?
Zauważyłem, że reszta współlokatorów zainteresowała się rozmową.
- Czego mam nie udawać? - zapytałem po raz kolejny udając, że nie wiem o co chodzi.
- Nie udawaj, że wszystko ok. Doskonale widzę, że coś cię dręczy. Przez to coś nie potrafisz się skupić, a twoje oceny bardzo się pogorszyły. Byłeś wzorowym uczniem. Nic nie jesz i praktycznie nie śpisz. Myślisz, że nie słyszę jak rzucasz się po łóżku? Powiedz co cię dręczy.
- Jak sam będę wiedział co mnie dręczy to ci powiem. Na razie sam nie wiem co to jest. Zresztą.. to są po prostu gorsze dni. Każdy je ma nawet ja. Polepszy mi się - wymusiłem się na uśmiech i dalej dłubałem widelcem w ziemniakach.
Obiad kończy się za dziesięć minut. Po nim mamy ostatnią lekcję - transmutacje. Mam nadzieję tylko, że Dumbledore nie da nam dużo na zadanie, bo dzisiaj mamy mnóstwo zadania. Zresztą.. Wracając do Malfoya. Serio? Nie może odpuścić. Nawet on ma gorsze dni, w których jego oceny gwałtownie lecą w dół. Do mnie ma wąty, a na siebie nie patrzy.
Odłożyłem widelec na talerz i rozejrzałem się po sali.
Gryfoni - jak zawsze nie przestrzegali kultury. Krzyczeli, rozmawiali z pełnymi ustami. Co prawda nie wszyscy, bo byli tacy, którzy kulturę.
Krukoni - nawet na posiłkach można zobaczyć, że to "ci mądrzy". Książki mieli otwarte przed talerzem i czytali. Niektórzy z nich szeptem rozmawiali z kimś ze swojego domu. Trzeba było przyznać, że po Ślizgonach - którzy czasem byli najgłośniejszym stołem - byli najcichszym stołem.
Puchoni - można powiedzieć, że to minimalna kopia Gryfonów. Chociaż jak na kopię to marna, bo siedzi tam więcej ludzi z kulturą.
Przy stole nauczycielskim jest tak jak zawsze.
Na środku stołu prezydialnego siedzi Profesor Dippet. Po jego prawej stronie siedzi profesor transmutacji i wicedyrektor profesor Dumbledore. Koło Dumbledore'a siedzi profesor Riddle, a pote, profesor Slughorn, bibliotekarka i pielęgniarka.
Od lewej strony dyrektora siedzi profesor Smith od opieki następnie nauczyciel zaklęć, historii magii, wróżbiarstwa, numerologi i astronomii.
Każdy nauczyciel był na swój sposób zajęty. Jedni jedli i pili. Drudzy rozmawiali i jedni, a inni jedli i obserwowali uczniów.
Riddle należał do uczniów, w której jedli i obserwowali. Prawda była taka, że Riddle z nikim nie rozmawiał.
Tak w ogóle ile Riddle ma lat? Bo nie wygląda na dużo starszego ode mnie.
Ehh.. Albus przestań myśleć o swoim nauczycielu Obrony. Co prawda przystojnym, ale musisz przestać tak myśleć.
To przecież przyszły zabójca twoich dziadków!
No właśnie przyszły. Riddle jeszcze tego nie zrobił.
Ale zrobi!
Możesz go powstrzymać. Twoją misją jest powstrzymanie go od morderstw.
Pokręciłem głową próbując wybić sobie z głowy te wszystkie myśli, które mnie zaczęły nękać.
- Idziemy już? Zaraz będzie dzwonek - powiedziałem
- To już? - zapytał Nott, a kiedy przytaknąłem dodał:
- Szybko minęło.
Czy szybko minęło? Nie wiem. Według mnie obiad się dłużył.
Wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy w stronę wyjścia z sali.
Poczułem, że włoski na karku mi się zjeżyły co oznacza, że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałem przez ramię, ale nie zauważyłem kogoś kto mógłby mnie obserwować.
- Coś się stało, Severusie? - zapytał Avery.
- Nie, nic - powiedziałem powoli odwracając głowę.
Czyżby już potrzebuję psychiatry? Na pewno nikt mnie nie obserwuje. Przecież nie stał się niewidzialny. Chociaż.. żyję w świecie czarów tu wszystko jest możliwe. Na przykład peleryna niewidka, o! Są też różne zaklęcia niewidzialności. Na pewno świruje. Kto niby ma mnie obserwować, a tym bardziej śledzić? Nie ma takiej osoby. Bynajmniej nie w tym czasie.
Z takimi myślami trafiłem pod salę do transmutacji. Kiedy się ocknąłem zauważyłem, że chłopcy są pogrążeni w jakiejś rozmowie, a ja nie chcąc im przeszkadzać oparłem się o najbliższą ścianę i patrzyłem na nich z lekkim uśmiechem błąkającym mi się na twarzy.
Zauważyłem, że kilkoro uczniów stało w grupce naprzeciw mnie i coś szeptało pokazując na mnie palcami.
W duchu przewróciłem oczami.
- No ja rozumiem, że jestem przystojny, ale to nieładnie obgadywać kogoś za plecami i pokazywać na niego palcami. Szczególnie wtedy kiedy ta osoba to widzi. Nawet pięciolatek to wie - powiedziałem patrząc na grupkę.
Niektórzy popatrzyli na mnie ze strachem w oczach, a inni z wyzwaniem wypisanym na twarzy. Po krawatach poznałem, że to Puchoni. No tak to z nimi mamy dzisiaj transmutację.
Współlokatorzy, którzy nagle przypomnieli sobie o mojej obecności podeszli do mnie i zaczęli wypytywać mnie co się właściwie stało. Akurat wtedy zadzwonił dzwonek, a zza rogu wyszedł Albus Dumbledore. Ucieszony z perspektywy, że nie muszę odpowiadać na te wszystkie pytania wszedłem do klasy.
Na transmutacji siedzę z Orionem na końcu klasy po "Ślizgońskiej" połowie. Black gdyby chciał wiedzieć o co chodziło zapewne by zaczął mnie o to wypytywać. Zauważyłem, że on taki nie jest. On w tej grupie jest tym odpowiedzialnym, mądrym, cichym i tajemniczym . Dziwne, że nie jest prefektem.
Malfoy jest liderem.
Avery i Nott są tymi, którzy popierają każdy pomysł lidera i mają jakiś wkład w różnych pomysłach.
Lestrange jest tym.. poplecznikiem? Nie wiem jak to ująć.. O! Już wiem! Jest tym, który sika z każdej możliwej okazji i podlizuje się.
A ja? Sam szczerze nie wiem kim jestem w tej grupce. Chyba mam jeszcze status nowego, który musi się dopasować. Czy będzie jakaś inicjacja? Wątpię.. Z tego co się dowiedziałem chłopaki przestali robić kawały kiedy zacząłem się z nimi zadawać.
Czy mam na nich dobry wpływ?
Może nie mają pomysłów?
W ostateczności szykują coś bardzo dużego.
Hmmm.. W te dwa pierwsze sam nie wierzę, więc na pewno szykuję się coś większego.
Poczułem jak Orion szturcha mnie.
Wybudziłem się z mojego transu mówiąc:
- Yyyy... Sorry zamyśliłem się.
- Zauważyłem - Black uśmiechnął się. - Mamy zrobić zadanie w parach.
- Um.. A jakie, bo ja no wiesz - nie potrafiłem się wysłowić.
- Wiem - powiedział znowu uśmiechając się lekko. - Musimy zmienić brwi osobom, z którymi siedzimy w ławce.
Super! Jeszcze tego brakowało! Skoro nie potrafię się skupić na temacie lekcji to z tym prostym zadaniem będzie pięć razy gorzej.
Westchnąłem i usiadłem tak, żeby być twarzą w twarz z Orionem.
- Emmm.. to może ty zacznij - powiedziałem wymuszając od siebie lekki uśmiech.
Orion skinął głową.
Dopiero teraz zauważyłem, że Black jest przystojny.
Ma arystokratyczne rysy twarzy, czarne oczy, w których można się utopić, tego samego koloru włosy, które były w artystycznym nieładzie, a poszczególne kosmyki opadały mu miękko na twarz. Włosy doskonale kontrastowały się z bladą karnacją Blacka. Ma malinowe usta, w których górna warga jest trochę węższa od dolnej. Kiedy się skupi nie widać tego po jego mimice twarzy, tylko po jego oczach i dolnej wardze, którą przygryza.
Uniósł rękę, w której trzymał różdżkę na wysokość mojej twarzy i zaczął robić nią mało skomplikowane ruchy mrucząc zaklęcie pod nosem.
Orionowi udało się dopiero po trzech próbach.
Teraz była moja kolej. Miałem co do tego złe przeczucia. Do zaklęć z działu transmutacji zawsze trzeba być mocno skupionym, a ja nie potrafiłem się skupić. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i podniosłem swoją różdżkę na wysokość twarzy Oriona.
Zacząłem robić różne ruchy nadgarstkiem i mruczałem zaklęcia. Jednak zamiast zmienić kolor brwi zmieniłem mu kolor włosów.
- Super - warknąłem.
Praktycznie każdy w klasie zauważył, że Orionowi zmienił się kolor włosów na - niestety - różowy.
- Nic się nie stało - powiedział poszkodowany uspokajająco.
- Nic się nie stało? - syknąłem nie akcentując pytania. - Właśnie zmieniłem ci kolor włosów na różowy - miałem ochotę krzyczeć, ale się powstrzymałem.
- Serio, nic się nie stało. Każdemu się może zdarzyć - powiedział Black cofając zaklęcie.
Resztę lekcji próbowałem zmienić kolor brwi Oriona choć z marnym skutkiem.
Kiedy zadzwonił dzwonek usłyszałem, że nauczyciel transmutacji prosi mnie, abym został tutaj na chwilę.
Szczerze? To miałem kompletnie dosyć tego dnia. Miałem ochotę znaleźć się w łóżku. Całe szczęście, że transmutacja była ostatnią lekcją.
- O co chodzi profesorze? - zapytałem.
- Zauważyłem, że dzisiaj całkowicie nie mogłeś się skupić na lekcji. Czy coś się stało? - odpowiedział pytaniem na pytanie tonem pełnym troski.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu.. - przez chwilę zastanawiałem się czy nie powiedzieć nauczycielowi transmutacji o tym, że czuję się obserwowany. - Po prostu mam gorszy dzień - skłamałem wymuszając lekki uśmiech.
Profesor Dumbledore patrzył na mnie przez chwilę, westchnął i powiedział:
- Możesz już iść.
Posłusznie wyszedłem z klasy i skierowałem się do pokoju wspólnego. Wiedziałem jednak, że mężczyzna mi nie uwierzył.
Wieczór. Coraz szybciej zbliżała się cisza nocna, co oznaczało patrolujących korytarze nauczycieli.
Zbytnio się tym nie przejmowałem i zamiast wrócić do pokoju wspólnego poszedłem na błonia i usiadłem przed jeziorem. Była jesień czyli wieczorami i nocami na dworze robiło się zimno. Teraz było zimno, a na dodatek wiał lekki, ale mroźny wiatr. Ja oczywiście nie mam na sobie kurtki, szalika, a nawet czapki. Było mi zimno, ale tym też się nie przejmowałem. Patrzyłem w tafle jeziora. Pierwszy raz od dwóch dni czułem się wolny. Bez żadnych plotek, wytykania palcami. Nie czułem nawet tego dziwnego uczucia bycia obserwowanym.
Dodatkowo Malfoy zauważył coś podejrzanego. Spodziewałem się tego bardziej po Orionie, ale Black by odpuścił, a Malfy'owie nie odpuszczają i nigdy nie przejmują odmowy. Tak, więc blondyn nie odpuści, a ja jakoś będę to musiał znieść.
- Severus - zaczął Abraxas
Wiedziałem, że czeka nas jedna z tych poważniejszych rozmów.
- Tak? - zapytałem udając, że nie wiem o co chodzi.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał.
Popatrzyłem na niego i zmarszczyłem brwi.
- Możesz powiedzieć o co chodzi? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie dalej udając.
- Wilson proszę cię nie udawaj - powiedział.
Jestem aż tak słabym aktorem?
Zauważyłem, że reszta współlokatorów zainteresowała się rozmową.
- Czego mam nie udawać? - zapytałem po raz kolejny udając, że nie wiem o co chodzi.
- Nie udawaj, że wszystko ok. Doskonale widzę, że coś cię dręczy. Przez to coś nie potrafisz się skupić, a twoje oceny bardzo się pogorszyły. Byłeś wzorowym uczniem. Nic nie jesz i praktycznie nie śpisz. Myślisz, że nie słyszę jak rzucasz się po łóżku? Powiedz co cię dręczy.
- Jak sam będę wiedział co mnie dręczy to ci powiem. Na razie sam nie wiem co to jest. Zresztą.. to są po prostu gorsze dni. Każdy je ma nawet ja. Polepszy mi się - wymusiłem się na uśmiech i dalej dłubałem widelcem w ziemniakach.
Obiad kończy się za dziesięć minut. Po nim mamy ostatnią lekcję - transmutacje. Mam nadzieję tylko, że Dumbledore nie da nam dużo na zadanie, bo dzisiaj mamy mnóstwo zadania. Zresztą.. Wracając do Malfoya. Serio? Nie może odpuścić. Nawet on ma gorsze dni, w których jego oceny gwałtownie lecą w dół. Do mnie ma wąty, a na siebie nie patrzy.
Odłożyłem widelec na talerz i rozejrzałem się po sali.
Gryfoni - jak zawsze nie przestrzegali kultury. Krzyczeli, rozmawiali z pełnymi ustami. Co prawda nie wszyscy, bo byli tacy, którzy kulturę.
Krukoni - nawet na posiłkach można zobaczyć, że to "ci mądrzy". Książki mieli otwarte przed talerzem i czytali. Niektórzy z nich szeptem rozmawiali z kimś ze swojego domu. Trzeba było przyznać, że po Ślizgonach - którzy czasem byli najgłośniejszym stołem - byli najcichszym stołem.
Puchoni - można powiedzieć, że to minimalna kopia Gryfonów. Chociaż jak na kopię to marna, bo siedzi tam więcej ludzi z kulturą.
Przy stole nauczycielskim jest tak jak zawsze.
Na środku stołu prezydialnego siedzi Profesor Dippet. Po jego prawej stronie siedzi profesor transmutacji i wicedyrektor profesor Dumbledore. Koło Dumbledore'a siedzi profesor Riddle, a pote, profesor Slughorn, bibliotekarka i pielęgniarka.
Od lewej strony dyrektora siedzi profesor Smith od opieki następnie nauczyciel zaklęć, historii magii, wróżbiarstwa, numerologi i astronomii.
Każdy nauczyciel był na swój sposób zajęty. Jedni jedli i pili. Drudzy rozmawiali i jedni, a inni jedli i obserwowali uczniów.
Riddle należał do uczniów, w której jedli i obserwowali. Prawda była taka, że Riddle z nikim nie rozmawiał.
Tak w ogóle ile Riddle ma lat? Bo nie wygląda na dużo starszego ode mnie.
Ehh.. Albus przestań myśleć o swoim nauczycielu Obrony. Co prawda przystojnym, ale musisz przestać tak myśleć.
To przecież przyszły zabójca twoich dziadków!
No właśnie przyszły. Riddle jeszcze tego nie zrobił.
Ale zrobi!
Możesz go powstrzymać. Twoją misją jest powstrzymanie go od morderstw.
Pokręciłem głową próbując wybić sobie z głowy te wszystkie myśli, które mnie zaczęły nękać.
- Idziemy już? Zaraz będzie dzwonek - powiedziałem
- To już? - zapytał Nott, a kiedy przytaknąłem dodał:
- Szybko minęło.
Czy szybko minęło? Nie wiem. Według mnie obiad się dłużył.
Wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy w stronę wyjścia z sali.
Poczułem, że włoski na karku mi się zjeżyły co oznacza, że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałem przez ramię, ale nie zauważyłem kogoś kto mógłby mnie obserwować.
- Coś się stało, Severusie? - zapytał Avery.
- Nie, nic - powiedziałem powoli odwracając głowę.
Czyżby już potrzebuję psychiatry? Na pewno nikt mnie nie obserwuje. Przecież nie stał się niewidzialny. Chociaż.. żyję w świecie czarów tu wszystko jest możliwe. Na przykład peleryna niewidka, o! Są też różne zaklęcia niewidzialności. Na pewno świruje. Kto niby ma mnie obserwować, a tym bardziej śledzić? Nie ma takiej osoby. Bynajmniej nie w tym czasie.
Z takimi myślami trafiłem pod salę do transmutacji. Kiedy się ocknąłem zauważyłem, że chłopcy są pogrążeni w jakiejś rozmowie, a ja nie chcąc im przeszkadzać oparłem się o najbliższą ścianę i patrzyłem na nich z lekkim uśmiechem błąkającym mi się na twarzy.
Zauważyłem, że kilkoro uczniów stało w grupce naprzeciw mnie i coś szeptało pokazując na mnie palcami.
W duchu przewróciłem oczami.
- No ja rozumiem, że jestem przystojny, ale to nieładnie obgadywać kogoś za plecami i pokazywać na niego palcami. Szczególnie wtedy kiedy ta osoba to widzi. Nawet pięciolatek to wie - powiedziałem patrząc na grupkę.
Niektórzy popatrzyli na mnie ze strachem w oczach, a inni z wyzwaniem wypisanym na twarzy. Po krawatach poznałem, że to Puchoni. No tak to z nimi mamy dzisiaj transmutację.
Współlokatorzy, którzy nagle przypomnieli sobie o mojej obecności podeszli do mnie i zaczęli wypytywać mnie co się właściwie stało. Akurat wtedy zadzwonił dzwonek, a zza rogu wyszedł Albus Dumbledore. Ucieszony z perspektywy, że nie muszę odpowiadać na te wszystkie pytania wszedłem do klasy.
Na transmutacji siedzę z Orionem na końcu klasy po "Ślizgońskiej" połowie. Black gdyby chciał wiedzieć o co chodziło zapewne by zaczął mnie o to wypytywać. Zauważyłem, że on taki nie jest. On w tej grupie jest tym odpowiedzialnym, mądrym, cichym i tajemniczym . Dziwne, że nie jest prefektem.
Malfoy jest liderem.
Avery i Nott są tymi, którzy popierają każdy pomysł lidera i mają jakiś wkład w różnych pomysłach.
Lestrange jest tym.. poplecznikiem? Nie wiem jak to ująć.. O! Już wiem! Jest tym, który sika z każdej możliwej okazji i podlizuje się.
A ja? Sam szczerze nie wiem kim jestem w tej grupce. Chyba mam jeszcze status nowego, który musi się dopasować. Czy będzie jakaś inicjacja? Wątpię.. Z tego co się dowiedziałem chłopaki przestali robić kawały kiedy zacząłem się z nimi zadawać.
Czy mam na nich dobry wpływ?
Może nie mają pomysłów?
W ostateczności szykują coś bardzo dużego.
Hmmm.. W te dwa pierwsze sam nie wierzę, więc na pewno szykuję się coś większego.
Poczułem jak Orion szturcha mnie.
Wybudziłem się z mojego transu mówiąc:
- Yyyy... Sorry zamyśliłem się.
- Zauważyłem - Black uśmiechnął się. - Mamy zrobić zadanie w parach.
- Um.. A jakie, bo ja no wiesz - nie potrafiłem się wysłowić.
- Wiem - powiedział znowu uśmiechając się lekko. - Musimy zmienić brwi osobom, z którymi siedzimy w ławce.
Super! Jeszcze tego brakowało! Skoro nie potrafię się skupić na temacie lekcji to z tym prostym zadaniem będzie pięć razy gorzej.
Westchnąłem i usiadłem tak, żeby być twarzą w twarz z Orionem.
- Emmm.. to może ty zacznij - powiedziałem wymuszając od siebie lekki uśmiech.
Orion skinął głową.
Dopiero teraz zauważyłem, że Black jest przystojny.
Ma arystokratyczne rysy twarzy, czarne oczy, w których można się utopić, tego samego koloru włosy, które były w artystycznym nieładzie, a poszczególne kosmyki opadały mu miękko na twarz. Włosy doskonale kontrastowały się z bladą karnacją Blacka. Ma malinowe usta, w których górna warga jest trochę węższa od dolnej. Kiedy się skupi nie widać tego po jego mimice twarzy, tylko po jego oczach i dolnej wardze, którą przygryza.
Uniósł rękę, w której trzymał różdżkę na wysokość mojej twarzy i zaczął robić nią mało skomplikowane ruchy mrucząc zaklęcie pod nosem.
Orionowi udało się dopiero po trzech próbach.
Teraz była moja kolej. Miałem co do tego złe przeczucia. Do zaklęć z działu transmutacji zawsze trzeba być mocno skupionym, a ja nie potrafiłem się skupić. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i podniosłem swoją różdżkę na wysokość twarzy Oriona.
Zacząłem robić różne ruchy nadgarstkiem i mruczałem zaklęcia. Jednak zamiast zmienić kolor brwi zmieniłem mu kolor włosów.
- Super - warknąłem.
Praktycznie każdy w klasie zauważył, że Orionowi zmienił się kolor włosów na - niestety - różowy.
- Nic się nie stało - powiedział poszkodowany uspokajająco.
- Nic się nie stało? - syknąłem nie akcentując pytania. - Właśnie zmieniłem ci kolor włosów na różowy - miałem ochotę krzyczeć, ale się powstrzymałem.
- Serio, nic się nie stało. Każdemu się może zdarzyć - powiedział Black cofając zaklęcie.
Resztę lekcji próbowałem zmienić kolor brwi Oriona choć z marnym skutkiem.
Kiedy zadzwonił dzwonek usłyszałem, że nauczyciel transmutacji prosi mnie, abym został tutaj na chwilę.
Szczerze? To miałem kompletnie dosyć tego dnia. Miałem ochotę znaleźć się w łóżku. Całe szczęście, że transmutacja była ostatnią lekcją.
- O co chodzi profesorze? - zapytałem.
- Zauważyłem, że dzisiaj całkowicie nie mogłeś się skupić na lekcji. Czy coś się stało? - odpowiedział pytaniem na pytanie tonem pełnym troski.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu.. - przez chwilę zastanawiałem się czy nie powiedzieć nauczycielowi transmutacji o tym, że czuję się obserwowany. - Po prostu mam gorszy dzień - skłamałem wymuszając lekki uśmiech.
Profesor Dumbledore patrzył na mnie przez chwilę, westchnął i powiedział:
- Możesz już iść.
Posłusznie wyszedłem z klasy i skierowałem się do pokoju wspólnego. Wiedziałem jednak, że mężczyzna mi nie uwierzył.
Wieczór. Coraz szybciej zbliżała się cisza nocna, co oznaczało patrolujących korytarze nauczycieli.
Zbytnio się tym nie przejmowałem i zamiast wrócić do pokoju wspólnego poszedłem na błonia i usiadłem przed jeziorem. Była jesień czyli wieczorami i nocami na dworze robiło się zimno. Teraz było zimno, a na dodatek wiał lekki, ale mroźny wiatr. Ja oczywiście nie mam na sobie kurtki, szalika, a nawet czapki. Było mi zimno, ale tym też się nie przejmowałem. Patrzyłem w tafle jeziora. Pierwszy raz od dwóch dni czułem się wolny. Bez żadnych plotek, wytykania palcami. Nie czułem nawet tego dziwnego uczucia bycia obserwowanym.
Wspomnienie
Były święta. W tym roku cała rodzina zebrała się w domu, w którym mieszkam. Jedliśmy obiad. Siedziałem obok Jamesa i wujka Charliego. Powoli jadłem słuchając rozmowy dorosłych, która zeszła na homoseksualizm.
- Według mnie homoseksualiści nie powinni istnieć - powiedział z pogardą dziadek Artur.
Zacisnąłem zęby, ale na szczęście nikt tego nie zauważył.
Zacisnąłem zęby, ale na szczęście nikt tego nie zauważył.
Haloo! Masz wnuka homoseksualistę, ale o tym nie wiesz, bo miałem zamiar to powiedzieć dopiero teraz.
Tak. Chciałem to powiedzieć dopiero dzisiaj właśnie przy obiedzie. Obiecałem to Scrpiusowi, który już dawno powiedział rodzinie o swojej orientacji. U niego jakoś nikt się tym nie przejął - no może oprócz jego dziadka, który totalnie nie trawi homoseksualizmu.
- Tato, ale to też są ludzie. Nie możesz ich nienawidzić za coś na co nie mają wpływu - powiedział wujek George.
- Tato, ale to też są ludzie. Nie możesz ich nienawidzić za coś na co nie mają wpływu - powiedział wujek George.
- Oni są wybrykami natury. Nie powinni istnieć - powiedział dziadek, ale tym razem było słychać, że jest wkurzony.
Wstałem od stołu tak gwałtownie, że krzesło, na którym siedziałem z hukiem upadło na ziemię. Byłem świadomy tego, że każdy z mojej kochanej rodziny na mnie patrzy.
Podszedłem do drzwi wyjściowych, a kiedy miałem je otwierać usłyszałem głos babci Molly:
- Gdzie idziesz?
Odwróciłem się i zlustrowałem całą moją rodzinę. Zauważyłem, że nikt nie wstał, żeby podnieść krzesło, na którym siedziałem z ziemi.
- Jak to gdzie? - spytałem podnosząc jedną brew. - Zabić się. Bo przecież tacy jak ja nie powinni istnieć - odpowiedziałem na swoje własne pytanie z głosem pełnym jadu.
Wiedziałem, że nie był to najlepszy sposób na powiedzenie im tego, że jestem gejem. Wyszedłem z domu bez szalika, kurtki i czapki. Na dworze było biało od śniegu i przeraźliwie zimno.
Całe szczęście, że chociaż mam trampki zaśmiałem się w myślach.
Poszedłem do szopy koło domu. Tak jak zawsze była tam moja sowa.
Co mówił Scorpius? próbowałem sobie przypomnieć. A no tak "Nigdy nie mów rodzinie o swojej orientacji pod wpływem wściekłości. Mogą to przyjąć do wiadomości gorzej niż normalnie". Ups.. Chyba o tym nie pomyślałem.
Można to uznać za dziwne, ale ta szopa jest tak jakby moim azylem. Często tu przebywam jak jestem wściekły, albo po prostu chcę być sam. Przez to, że dosyć często tu przebywam mam tutaj schowane pióra, pergaminy i atrament, a co najlepsze jest tutaj moja sowa.
Wyciągnąłem pergaminy spod jakiegoś pudła po czym z niego wyciągnąłem pióro i atrament. Zamoczyłem pióro w kałamarzu. Po chwilowym zastanowieniu napisałem list do Scorpiusa ze skróconymi wydarzeniami z obiadu.
Kiedy skończyłem przywołałem do siebie sowę.
Kiedy skończyłem przywołałem do siebie sowę.
- Light to jest dla mnie bardzo ważne. Musisz znaleźć do Scorpiusowi - powiedziałem zawiązując sowie do nóżki list.
Zwierzę zahukało, a to oznaczało, że zrozumiało polecenie.
Postanowiłem poczekać.
Po jakiejś niecałej godzinie sowa wróciła.
Wreszcie! Najwyższy czas!
Odwiązałem list od nóżki sowy i przeczytałem go.
Pisało tylko:
"Ojciec otworzył dla ciebie naszą sieć fiu. Rusz swój jędrny tyłeczek do mnie.
Twój Scorpius".
Wywróciłem w duchu oczami.
Serio musiał napisać "jędrny tyłeczek"?!
Bez dłuższego zastanowienia ruszyłem w stronę domu. Było mi zimno. Czułem, że niektóre części ciała zostały zamrożone.
Wszedłem do domu, w którym nagle zrobiło się cicho. Wszyscy w tym momencie patrzyli na mnie.
Wszedłem do domu, w którym nagle zrobiło się cicho. Wszyscy w tym momencie patrzyli na mnie.
- Myśleliśmy, że poszedłeś się zabić! - krzyknęła mama.
- Wielkiej różnicy by nie zrobiło - mruknąłem bardziej do siebie niż do nich. - Jak widać jeszcze żyję, a to oznacza, że się nie zabiłem.
- Szkoda - mruknęła Rosie.
Babcia spojrzała na nią wściekła, a ja udawałem, że nie usłyszałem.
- Tato - spojrzałem na niego. - Zdecydowałem, że resztę dnia spędzę u Scorpiusa.. Nie wiem kiedy wrócę.
Nie patrząc na resztę wziąłem w garść proszek fiu i wszedłem do kominka. Scorpius mieszka w Malfoy Manor. Mówił mi, że jego dziadkowie się wyprowadzili, bo dom był dla nich za duży.
- Malfoy Manor - powiedziałem głośno, wrzucając proszek do kominka.
Zacząłem się kręcić, więc zamknąłem oczy, a ręce "przykleiłem" do boków. Poczułem, że zwalniam a kiedy już całkowicie zwolniłem otworzyłem oczy i wypadłem z kominka. Na szczęście ręce, które wyprostowałem zamortyzowały upadek.
Zacząłem się kręcić, więc zamknąłem oczy, a ręce "przykleiłem" do boków. Poczułem, że zwalniam a kiedy już całkowicie zwolniłem otworzyłem oczy i wypadłem z kominka. Na szczęście ręce, które wyprostowałem zamortyzowały upadek.
- Nienawidzę tego - mruknąłem wstając.
- Wiem - powiedział Scorpius.
Stał naprzeciw mnie, a na twarzy miał przyklejony ogromny uśmiech. Zacząłem otrzepywać się z proszku.
Czy on zawsze musi być ode mnie wyższy? Straciłem już nadzieję, że kiedykolwiek będę od niego wyższy.
Kiedy się otrzepałem zauważyłem rodziców Scorpiusa za nim. Co prawda nie jestem u nich pierwszy raz. Byłem u nich już kilka razy nawet wtedy kiedy już wiedzieli, że jesteśmy razem. Otrzymałem wtedy w prezencie od pana Malfoya pogawędkę na temat: "Co się ze mną stanie jeżeli skrzywdzę jego syna". Powinienem czuć się przy nich już w miarę swobodnie, ale nadal bałem się, że zrobię coś źle.
- Dzień dobry pani Malfoy, dzień dobry panie Malfoy - skinąłem do każdego głową.
Zauważyłem, że Scorpius przewraca oczami.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Był to salon utrzymywany w jasnych barwach. Tylko kanapa, fotele i stolik na kawę były w ciemnych kolorach.
- Z tego twojego listu niczego nie zrozumiałem. Lepiej będzie jak mi wszystko powiesz - powiedział Scorpius.
- Może następnym razem czytaj ze zrozumieniem? - zaproponowałem.
- I tak byś mi wszystko powiedział - blondyn machnął ręką w powietrzu. - Opowiadaj.
Westchnąłem.
Zauważyłem, że jego rodzice zaczęli mnie uważnie obserwować. Usiadłem na kanapie i zacząłem opowiadać. Powiedziałem, że dzisiaj zamierzałem im powiedzieć o mojej orientacji, o tym jak wstałem i wyszedłem z domu.
- Oni mnie nienawidzą - powiedziałem na zakończenie opowieści po czym schowałem twarz w dłoniach.
Poczułem, że ktoś dotyka moich kolan. Podniosłem głowę i zobaczyłem Scorpiusa kucającego przede mną z dłońmi na moich kolanach i lekkim uśmiechem na twarzy.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział czule.
Uśmiechnąłem się lekko na te słowa. - Wszystko będzie dobrze - powiedział czule.
Szarooki wstał i odwrócił się do swoich rodziców.
- Może Albus nocować u nas? - zapytał.
- W takiej sytuacji... Lepiej będzie jak zostanie u nas - powiedział tata Scorpiusa.
- Dziękuje - powiedziałem cicho.
- Może Albus nocować u nas? - zapytał.
- W takiej sytuacji... Lepiej będzie jak zostanie u nas - powiedział tata Scorpiusa.
- Dziękuje - powiedziałem cicho.
Na moje usta wkradł się uśmiech, a w oczach zebrały się łzy szczęścia.
Koniec Wspomnienia
Czemu musimy sobie coś przypomnieć w momentach, w których nie powinniśmy o tym myśleć?
Wstałem z ziemi i skierowałem się do pokoju wspólnego Ślizgonów omijając nauczycieli.
piątek, 18 marca 2016
Libster Blog Award #3
Brak komentarzy:
Autor:
Unknown
Nominacja
do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach
uznania za „dobrze wykonaną robotę”.Po odebraniu nagrody należy
odpowiedzieć na pytania otrzymane od osoby, która Cię nominowała.
Następnie Ty nominujesz kilka osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz
im pytania. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
Zostałam nominowana przez Bella Dark z bloga http://nowezycietomariddle.blogspot.com/
Pytania i odpowiedzi:
1. Jaka jest twoja ulubiona postać z HP i dlaczego.
To pytanie jest trudne! Mam kilka ulubionych postaci, a nawet całkiem sporo. Ale moją tak najbardziej ulubioną postacią jest Syriusz. Dlaczego? Pokazuję, że dla przyjaciela warto zamknąć się w Więzieniu i dla chrześniaka warto mieszkać w jaskini. No i zawsze wzrusza mnie ten moment jak w Wrzeszczącej Chacie mówi o LIly i Jamesie.
2. Śmierciożercy czy Zakon Feniksa.
Kolejne trudne pytanie.. Śmierciożercy mi jakoś specjalnie nie przeszkadzają.. Mam tam kilka ulubionych postaci, ale w Zakonie Feniksa też.. Nie popieram do końca tego co robi Voldi, ale Dumbledore też nie jest święty. Na pewno zostałabym neutralna, ale gdybym została wmieszana w wojnę walczyłabym po dobrej stronie, ale nie byłabym w Zakonie.
3. Ulubiony film
Nie oglądam filmów.. Ale gdybym miała wybrać byłby to "Ósmoklasiści nie płaczą"
4. Ulubiona część HP i dlaczego
HP i Więzień Azkabanu *-* Między innymi, że jest tam dużooo Syriusza i ten moment w Chacie mnie zawsze wzrusza :')
5. Jakie tematy książek lubisz Fantasy, przygodowe, ale pamiętnikami i tego typu książkami nie pogardzę.
6. Twoje hobby
Hmmm.. Lubię pisać, robić zdjęcia, śpiewać (czyt. fałszować) i na pewno coś jeszcze, ale teraz nie umiem wymyślić xD
7. Frugo czy tymbark?
Tymbark *-*
8. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Fioletowy, ale lubię też niebieski i zielony.
9. Jak spędzasz swój wolny czas?
Ostatnio nie mam wolnego czasu. Ale jak znajdę chociaż trochę to czytam książki, słucham muzyki i wychodzę ze znajomymi. Oczywiście piszę też rozdział :)
10. Noc czy dzień?
Noc
11. Ulubiony przedmiot w szkole?
Historia *-*
Teraz to ja powinnam zadać pytania i nominować blogi, ale tego nie zrobię.. Można to uznać za jeden z moich lepszych dni, albo (jeżeli ktoś woli) za lenistwo, przez które nie chcę mi się wymyślać pytań :D
7. Frugo czy tymbark?
Tymbark *-*
8. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Fioletowy, ale lubię też niebieski i zielony.
9. Jak spędzasz swój wolny czas?
Ostatnio nie mam wolnego czasu. Ale jak znajdę chociaż trochę to czytam książki, słucham muzyki i wychodzę ze znajomymi. Oczywiście piszę też rozdział :)
10. Noc czy dzień?
Noc
11. Ulubiony przedmiot w szkole?
Historia *-*
Teraz to ja powinnam zadać pytania i nominować blogi, ale tego nie zrobię.. Można to uznać za jeden z moich lepszych dni, albo (jeżeli ktoś woli) za lenistwo, przez które nie chcę mi się wymyślać pytań :D
niedziela, 31 stycznia 2016
Miniaturka Drarry - Miłości nie da się ukryć
4 komentarze:
Autor:
Unknown
Hej! Dzisiaj to nie rozdział, ale moja pierwsza miniaturka Drarry. Napisałam ją i wstawiłam dzisiaj, bo uznałam, że wam też coś się ode mnie należy na walentynki. Mam nadzieję, że się spodoba, a co do rozdziału nie wiem kiedy będzie.
Przepraszam za jakiejkolwiek błędy, ale też jestem człowiekiem. Tak, więc czytajcie!
*-*-*-*-*-*-*
Prawie każdy z nas ma lub miał osobę, która mu się podobała. Na początku zawsze było to zauroczenie, a potem stopniowo zmieniało się w miłość. I chociaż wiele osób mówiło nam, że to tylko zauroczenie ty i tak wiedziałeś swoje. Nie ważne ile razy próbowaliśmy się odkochać w tej osobie nigdy nie wychodziło. I chociaż mówisz, że masz najgorzej, bo osoba, którą kochasz nie zwraca na ciebie uwagi lub po prostu cię nie zna.
Ja uważam, że i tak masz lepiej ode mnie. Przecież nie ma nic gorszego jak kochać się w osobie, dla której jesteś tylko największym wrogiem w czasach szkolnych.
Nie będę pisał czegoś w stylu "Cześć jestem Draco Malfoy. Jestem czarodziejem i właśnie będę kończył piąty rok nauki w Hogwarcie, a osobą, którą kocham jest Harry Potter".
To nie moja bajka. Tak samo nie moją bajką było proszenie Pottera o przyjaźń.
Nie będę pisał czegoś w stylu "Cześć jestem Draco Malfoy. Jestem czarodziejem i właśnie będę kończył piąty rok nauki w Hogwarcie, a osobą, którą kocham jest Harry Potter".
To nie moja bajka. Tak samo nie moją bajką było proszenie Pottera o przyjaźń.
Od kąd pamiętam słyszałem historię o chłopcu-który-przeżył. Za każdym razem kiedy słyszałem tą historię coraz bardziej mi imponował. Można to uznać za dziwne, ale dzięki tej historii zauroczyłem się w nim przez co w taki sposób dowiedziałem się, że jestem gejem.
Kiedy dowiedziałem się od ojca, że Harry Potter idzie do Hogwartu tego samego roku co ja byłem najszczęśliwszą osobą na ziemi. Bynajmniej tak mi się wydawało.
Ojciec powiedział mi o tym przed tym jak znaleźliśmy się na dworcu Kings Cross. Byłem szczęśliwy tak jak nigdy. Na peronie pożegnałem się z rodzicami i znalazłem dwójkę swoich przyjaciół Vincenta Crabe'a i Gregory'ego Goyle'a.
Ojciec powiedział mi o tym przed tym jak znaleźliśmy się na dworcu Kings Cross. Byłem szczęśliwy tak jak nigdy. Na peronie pożegnałem się z rodzicami i znalazłem dwójkę swoich przyjaciół Vincenta Crabe'a i Gregory'ego Goyle'a.
Weszliśmy do pociągu i znaleźliśmy sobie przedział. Kiedy pociąg odjechał rozmawialiśmy o wszystkim: jak będzie w Hogwarcie, kto będzie nas uczył, między jakimi domami będzie pierwszy mecz quidditcha. Nie myślałem o tym w jakim będę domu. Doskonale wiedziałem, że będę w Slytherinie. Tak samo jak każdy członek mojej rodziny.
Po przejechaniu prawie całej drogi do Hogwartu uznaliśmy w trójkę, że poszukamy słynnego Harry'ego Pottera.
Znaleźliśmy go w przedziale z Weasleyem.
Zabolało mnie kiedy zaproponowałem żeby się ze mną zaprzyjaźnił, a on odmówił. Nie wytrzymałem i powiedziałem coś przez co znienawidził mnie jeszcze bardziej.
Zabolało mnie kiedy zaproponowałem żeby się ze mną zaprzyjaźnił, a on odmówił. Nie wytrzymałem i powiedziałem coś przez co znienawidził mnie jeszcze bardziej.
Wściekły na siebie wróciłem wtedy do przedziału.
Do dzisiaj kiedy kłócę się z Potterem nie chcę tego, ale to cholernie boli jak on wyzywa moją rodzinę.
Teraz.. zostały prawie dwa miesiące nauki i wakacje. Piąty rok powoli się kończy, a ja miałem nadzieję, że w tym roku będzie inaczej. Nie będzie tych głupich kłótni z Potterem, bo się domyśli o co chodzi. No cóż nadzieja matką głupich. Potter najprawdopodobniej gustuje w dziewczynach, więc co się dziwić?
Dodatkowo Pansy.. Od zeszłorocznego Balu Bożonarodzeniowego nie daję mi spokoju. Chociaż mówię jej cały czas, że jest dla mnie tylko przyjaciółką, ale ona nie przestała dalej się lepić do mojej osoby.
Teraz jest kolacja. Siedzę przy stole Ślizgonów w miejscu gdzie doskonale widać stół Gryfonów.
Stół Gryfonów to niewłaściwe słowo.. miałem doskonały widok na Harry'ego i jego przyjaciół.
Tak w ogóle to kogo ja oszukuję prychnąłem w myślach. Na pewno Potter gustuje w dziewczynach i brzydzi się takimi jak ja..
Stół Gryfonów to niewłaściwe słowo.. miałem doskonały widok na Harry'ego i jego przyjaciół.
Tak w ogóle to kogo ja oszukuję prychnąłem w myślach. Na pewno Potter gustuje w dziewczynach i brzydzi się takimi jak ja..
Zacząłem dłubać w swojej kolacji. Nie wiem czemu, ale straciłem apetyt.
Jak to przez co? Prawie cały czas gapiłeś się na idealnego Pottera. Przez jego szczęśliwy wyraz twarzy straciłeś apetyt, bo sam chciałbyś być naprawdę szczęśliwy.
No cóż co prawda to prawda.
Jak to przez co? Prawie cały czas gapiłeś się na idealnego Pottera. Przez jego szczęśliwy wyraz twarzy straciłeś apetyt, bo sam chciałbyś być naprawdę szczęśliwy.
No cóż co prawda to prawda.
Wstałem od stołu Ślizgonów i wyszedłem z Wielkiej Sali kierując się do najbliższej sali lekcyjnej.
Ostatnio często przebywałem sam w różnych miejscach w zamku. Chciałem być sam i odreagować swoją złość, którą miałem do Pottera na innych obiektach.
Kiedy wszedłem do klasy zdałem sobie sprawę, że jest to stara sala, w której kiedyś uczono Obrony.
Kiedy wszedłem do klasy zdałem sobie sprawę, że jest to stara sala, w której kiedyś uczono Obrony.
Wyciszyłem salę zaklęciem i usiadłem na biurku nauczyciela.
Miałem ochotę się rozpłakać jak małe dziecko.
Byłem pewny, że jak przyjadę do Hogwartu jakoś uda mi się zaprzyjaźnić z Potterem, ale się to nie udało. Nie wiem dokładnie co zrobiłem, ale gdyby tylko można było cofnąć czas naprawiłbym to. Niestety nie mogłem.
- Cholerny Potter! - krzyknąłem. Wstałem z biurka i zacząłem chodzić po klasie w kółko. - Czemu mu się do cholery wszystko udaję? Udaję mu się niemalże wszystko od quiddicha zacząć! Zawsze musi być lepszy! Czemu ja się kocham w tym idiocie?! No tak zapomniałem nie potrafię się odkochać! - krzyczałem.
Czasem potrzebowałem się wydrzeć, żeby moje wszystkie emocje opuściły mnie.
- A Potter jest cholernym Gryfonem, któremu wszystko się udaje - warknąłem.
Podeszłem do krzesła stojącego najbliżej mnie i kopnąłem je tak mocno, że się przewróciło.
Byłem pewny, że jak przyjadę do Hogwartu jakoś uda mi się zaprzyjaźnić z Potterem, ale się to nie udało. Nie wiem dokładnie co zrobiłem, ale gdyby tylko można było cofnąć czas naprawiłbym to. Niestety nie mogłem.
- Cholerny Potter! - krzyknąłem. Wstałem z biurka i zacząłem chodzić po klasie w kółko. - Czemu mu się do cholery wszystko udaję? Udaję mu się niemalże wszystko od quiddicha zacząć! Zawsze musi być lepszy! Czemu ja się kocham w tym idiocie?! No tak zapomniałem nie potrafię się odkochać! - krzyczałem.
Czasem potrzebowałem się wydrzeć, żeby moje wszystkie emocje opuściły mnie.
- A Potter jest cholernym Gryfonem, któremu wszystko się udaje - warknąłem.
Podeszłem do krzesła stojącego najbliżej mnie i kopnąłem je tak mocno, że się przewróciło.
- Nie musisz wyżywać się na tych biednych meblach - usłyszałem cichy głos od strony drzwi.
Powoli odwróciłem się w ich stronę. Nie miałem ochoty nikogo widzieć. Chciałem zostać sam, ale w głębi serca chciałem, żeby był to jakiś Ślizgon. Dlaczego Ślizgon? TO proste. Jeżeli byłby to Ślizgon i usłyszały to co krzyczałem spokojnie można by było go zaszantażować. No dobra. Każdego można by było spokojnie zaszantażować. No dobra PRAWIE każdego, bo kogoś ze świty Pottera nie za bardzo. Nie spodziewałem się jednak, że osobą, która weszła mi do klasy jest sam Potter.
Chciałem coś powiedzieć, ale Potter nie pozwolił żebym cokolwiek powiedział, bo sam powiedział:
- Zapomniałeś zamknąć drzwi, Malfoy.
Miałem ochotę jeszcze bardziej sobie coś zrobić. Chciałem zostać sam, a zapomniałem zamknąć drzwi zaklęciem. Dodatkowo idealny Potter wszedł mi do klasy akurat wtedy kiedy krzyczałem jakim jest idealnym dupkiem.
- A ty jak na Gryfona przystało musiałeś pójść za mną i sprawdzić co robi taki zły Ślizgon jak ja. Prawda? - zapytałem podnosząc jedną brew.
- Wiesz czasem warto wiedzieć co inni ludzie robią.
- No tak całkowicie zapomniałem, że ciekawość to jedna z najbardziej rozpoznawalnych cech Gryfonów -przewróciłem oczami. - Może byś się przyznał dlaczego twoja osoba mnie śledziła.
- Powiem prawdę - zaczął.
- Tęgo od ciebie oczekuje, Potter - warknąłem przerywając mu.
- Zauważyłem, że ostatnio cały czas znikasz bez swoich goryli.
- Kto by się spodziewał, że słynny pan Potter obserwuję kogoś takiego jak ja - mruknąłem. - Ale mów dalej.
- Postanowiłem dzisiaj zobaczyć co knujesz - powiedział.
- No tak, bo jak Ślizgoni gdzieś są sami to na pewno coś knują - sarknąłem.
- Tak, więc poszedłem za tobą. A że zapomniałeś zamknąć drzwi zaklęciem usłyszałem parę ciekawych rzeczy.
- Ja też często słyszę ciekawe rzeczy, Potter - powiedziałem z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- Dowiedziałem się, że pan Malfoy osoba, z którą praktycznie każda dziewczyna i chłopak pragnie się przespać woli chłopców i co najlepsze kocha się w Harrym Potterze. Swoim największym wrogu w czasach szkoły - powiedział podchodząc do mnie bliżej.
- I co teraz zrobić? Zamierzasz roznieść o tym plotki? - szepnąłem patrząc mu w oczy. - Proszę bardzo! - krzyknąłem. - Niech cały Hogwart dowie się, że Draco Malfoy woli chłopców - prychnąłem. - Może to nawet i lepiej jak się dowiedzą - powiedziałem powoli. - Bo jak sam powiedziałeś praktycznie każda dziewczyna i chłopak pragnie się ze mną przespać - pokręciłem z rozbawieniem głową. - Chłopcy bynajmniej zobaczą, że mają u mnie minimalne szanse, a dziewczyny się odwalą - wzruszyłem ramionami.
- Jesteś idiotą, Malfoy.
- Z tego co wiem to bycie idiotą to twoja zasługa Gryfiaku - byłem pewny, że w moich oczach widać iskierki rozbawienia. - A teraz powiedz.. Co zamierzasz zrobić z informacjami, które usłyszałeś przypadkiem? - zapytałem szeptem.
- Wiesz na początku chciałem tak jak mówiłeś roznieść to jako plotki - zielonooki uśmiechnął się do siebie. - Potem uznałem, że lepiej je zapamiętać, żeby mieć na ciebie haka w razie problemu - okularnik uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Z tego co zaobserwowałem mówił coś jeszcze, ale nie wiem co. Widziałem tylko jak jego pełne, malinowe usta się ruszają. One wypowiadały zdania, zdania tworzyły się ze słów, a słowa by nie istniały bez liter.
Szczerze to miałem gdzieś co zrobi z tym co usłyszał. Mógł nawet powiedzieć to całemu Hogwartowi byleby pozwolił ten jeden jedyny raz się pocałować.
W sekundę w mojej głowie wymyśliłem plan.
Powoli oblizałem moje suchę wargi patrząc na jego malinowe.
Równie wolno jak oblizałem moje wargi przybliżyłem nasze głowy do siebie. A może to było wolniej?
Zauważyłem tylko, że Potter przestał gadać i jestem pewny, że gdybym podniósł wzrok i popatrzył na jego zielone oczy zobaczyłbym strach.
Potem poczułem moje wargi na jego. Były miekkie. Zacząłem poruszać wargami, a czarnowłosy nie wiedział co się dzieje, więc praktycznie od razu dał mi wejście do swojej jamy ustnej. Smakował kawą i wanilią. Po chwili Potter oddawał pocałunek. Był on namiętny, a nasze języki plątały się w tańcu. Badaliśmy podniebienia drugiej osoby. Jęknąłem kiedy Potter przygryzł moją dolną wargę. Kto by pomyślał, że Gryfiak umie tak dobrze całować?
Oderwaliśmy się od siebie kiedy zabrakło nam tchu.
- Zrób z tymi informacjami co chcesz. Ale najlepiej będzie jak zostawisz je dla siebie - powiedziałem patrząc mu prosto w twarz.
Miał zaczerwienione policzki i błyszczące oczy.
Nie chciałem zostawać z nim ani minuty dłużej. Wyminąłem Pottera, żeby wyjść z klasy. A kiedy znalazłem się na korytarzu od razu skierowałem się do swojego dormitorium.
niedziela, 17 stycznia 2016
VII - Malfoy chwilowo bawi się w mamuśkę
4 komentarze:
Autor:
Unknown
Nie będę wam się usprawiedliwiała szkołą, bo ta gadka nie jest nawet prawdziwa.
Byłam pewna, że rozdział zdążę napisać w przerwę świąteczną, ale lenistwo zagórowało. I napisałam dopiero teraz. Co prawda teraz są wystawiane oceny na semestr i trzeba poprawić to i tamto, ale mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
Wydarzenia w Wielkiej Sali na początku miały przebiegać trochę inaczej, ale uznałam, że tak będzie lepiej :)
Przepraszam za jakiekolwiek błędy. ^^^
Wstałem wcześnie. Miałem zły sen, a jego głównym bohaterem był Scorpius. Śniło mi się, że Scorpius osądza mnie o zdradę i kłamstwo. To nie musi wydawać się straszne, ale było... ta atmosfera... głos Scorpiusa i to echo z każdym jego słowem. Na samą myśl o tym zadrżałem. Spojrzałem na zegarek, który stoi na szafce nocnej i jęknąłem.
Czy ja kiedykolwiek się wyśpię? Jest 5.45 o tej godzinie normalni ludzie śpią.. No tak zapomniałem je nie jestem normalny.
Przewróciłem się w stronę ściany, zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć - bez skutku. Westchnęłam wstając z łóżka. Skoro i tak nie umiem zasnąć to chociaż wezmę prysznic. Wyciągnąłem z kufra pierwszy lepszy zestaw ubrań składający się z białej koszuli i czarnych spodniach po czym poszłem do łazienki. Zdecydowałem, że wezmę długi prysznic, który mnie zrelaksuje.
Kiedy już wykonałem poranną toaletę podszedłem do lustra, popatrzyłem na swoje już suche włosy. Przeczesałem je. Oczywiście nic nie pomogło, bo co z nimi nie zrobię i tak stoją we wszystkie strony.
Wróciłem do dormitorium i położyłem się na łóżku. Śniadanie zaczyna się o 6:30, a jest 6:00. Mam czas na powtórzenie lekcji, ale tego nie potrzebuję. Więc co mam robić? Nie obudzę reszty, bo mnie zabiją... Chociaż nie przeczę, że należałoby im się za wczoraj.
Zadanie domowe jest odrobione i kilkanaście razy sprawdzone. Westchnąłem. I co mam robić?
Leżałem jeszcze z piętnaście minut patrząc w baldachim. Po tych minutach uznałem, że lepiej by było się przejść. Wziąłem ze sobą torbę z książkami, bo prawdopodobnie nie wrócę do dormitorium rano. Kiedy wyszedłem z pokoju wspólnego uznałem, że warto by było pójść na błonia póki jest jeszcze pogoda. Jak już byłem na błoniach ruszyłem w stronę wielkiego Buku, który stał koło jeziora. Lubię to miejsce. Wiąże się z nim wiele wspomnień tak samo jak z prawie wszystkimi miejscami w Hogwarcie. Nie wyobrażam sobie, że będę musiał opuścić tą szkołę po siódmym roku nauki.
Kiedy już znalazłem się pod Bukiem to usiadłem opierając się o korę drzewa. Jak na jesień była piękna pogoda. Słońce lekko grzało i wiał chłodny wietrzyk. Na ziemi leżało trochę liści.
Wziąłem jeden liść, który leżał najbliżej i uważnie mu się przyjrzałem. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Liście zawsze będę dobrze wspominał w jesieni. Przypominają mi one paczkę ze Slytherinu, do której należę ja, Scorpius, Tristan, Chris i Veronika. Prawie co roku kiedy spadną liście nie ważne czy są mokre czy suche rzucamy nimi w siebie, wywracamy siebie nawzajem na nie i takie tam. Oczywiście potem brudni, a czasem mokrzy i brudni wracamy do zamku, ale zawsze spoceni, uśmiechnięci i z zarumienionymi policzkami od chłodnego powietrza. Czasem jest tak, że po tej naszej niewinnej zabawie, któreś z nas jest chore. Raz zdarzyło się tak, że wszyscy zachorowaliśmy i według poleceń pielęgniarki powinniśmy leżeć w łóżkach, a my spotkaliśmy się w jednym dormitorium i się wygłupialiśmy. Nikt się o tym nie dowiedział oprócz paru skrzatów domowych.
Westchnąłem i wstałem. Według mnie śniadanie się już zaczęło. Może jest już siódma?
Kiedy znalazłem się w Wielkiej Sali zauważyłem, że każdy nauczyciel siedzi na swoim miejscu, a przy stołach domów są luki, które oznaczają brakujących uczniów. Ruszyłem w stronę stołu Ślizgonów. Zauważyłem, że współlokatorzy już siedzieli na swoich miejscach, ja usiadłem na swoim.
- Gdzie byłeś? - zapytał nagle Malfoy kiedy usiadłem już na swoim miejscu.
Jesteś moją matką?
- Na błoniach - wzruszyłem ramionami.
- Czemu nas nie obudziłeś? - dopytał Nott.
- Wstałem dosyć wcześnie zabilibyście mnie za to - powiedziałem.
- Mogłeś chociaż napisać kartkę gdzie poszedłeś. Abraxas wariował - powiedział Orion.
- Jasne. Zapamiętam to sobie. Następnym razem skoczę z wieży astronomicznej żebyście mnie szybko znaleźli - przewróciłem oczami nakładając sobie jajecznicę na talerz.
Zacząłem powoli ją jeść. To może wydawać się dziwne. Jem strasznie mało, ba! Prawie wcale, a nie czuję głodu... No cóż w tym czasie nie ma kogoś takiego jak Scorpius, który zawsze jak nie jem to każe mi zjeść chociaż kanapkę. Odłożyłem widelec na talerz i wziąłem puchar, z którego napiłem się soku dyniowego. Kiedy obstawiałem puchar ktoś prawdopodobnie "przypadkiem" mnie szturchnął tak, że sok wylał się na moją białą koszulę.
- Co do cho... - zacząłem wstając od stołu.
Rozejrzałem się i zauważyłem, że oprócz mnie przy stole Ślizgonów stoi tylko jeden chłopak. Zmrużyłam oczy i dostrzegłem krawat w kolorach domu lwa.
- Mogłem się domyśleć, że Gryfoni są tacy niezdarni - powiedziałem głośno tak, że każdy obecny w sali to słyszał.
Gryfon, który mnie szturchnął odwrócił się.
- Potter - szepnęła Avery żebym wiedział kto to jest.
No tak mogłam się domyśleć. Włosy stojące we wszystkie strony, skóra za ciemna, ale też nie za jasna. Koniec prawie jak kropka w kropkę mój ojciec... No tylko, że ten Potter ma orzechowe oczy, a mój ojciec ma zielone po swojej mamie.
Gdyby nie to, że ja również mam zielone oczy i trochę inną sylwetkę można by było uznać nas spokrewnionych co jest prawdą tylko, że on o tym nie wie i się nigdy nie dowie.
Gryfon stał do mnie przodem. Teraz uświadomiłam sobie, że w Wielkiej Sali jest zupełnie cicho.
Super. Znów będę sytuacją w całej szkole.
- Potter, czy ty nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo droga była ta koszula? - zapytałem z teatralnym dramatem w głosie.
Ci którzy bardzo dobrze wiedzą, że właśnie tak oni zachowują się w stosunku do swoich ubrań. Scorpius chyba najgorzej, bo jak mu się niechcący to poplami to jest mało piekło na ziemi.
Mina Gryfona była bezcenna. Szkoda że nikt nie zrobił zdjęcia. Ja miałam ochotę zacząć się śmiać.
- No o co się gapisz? Co innego gdybym przez ciebie oblał się kawą, herbatą albo innym gównem. Soku dyniowego się nie z pierze. - warknąłem.
- I co z tego? - zapytał patrząc na mnie obojętnie.
Przewróciłem oczami.
- I to, że będziesz mi musiał ją odkupić.
- Chyba sobie śnisz - prychnął. - Co zrobisz jeśli ci jej nie odkupię?
Westchnąłem.
- Łatwiej by było chyba wyliczyć czego ci nie zrobię - mruknąłem pod nosem. Na szczęście Gryfon tego nie słyszał. - Jestem od ciebie sprytniejszy. Jest to jedna z głównych cech Ślizgonów dlatego należę do tego domu. No i chociaż z tego co słyszałem jesteś bardzo dobrym szukającym to jestem pewny, że i tak mam lepszy refleks.
- Niby jakim cudem jesteś pewny, że masz leoszy refleks ode mnie? - zapytał.
- Na Merlina - mruknąłem. - Pamiętasz jak Abraxas rzucił we mnie nożem? Gdyby mi się chciało złapałbym go bez problemu - wzruszyłem ramionami.
- Ale chciałeś pokazać jak "dobrym" jesteś aktorem - powiedział Orion robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Zamknij się - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
Spojrzałem na Gryfona i uważnie mu się przyjrzałem.
Mogę się założyć, że mój tata był w jego wieku niższy.
- Wiesz, że przez siebie koszula mi się lepi do skóry? - zapytałem retorycznie.
Gryfon nic nie powiedział tylko się na mnie patrzył.
Westchnąłem. Miałem dosyć tego dziwnego uczucia na klatce piersiowej, więc zacząłem powoli odpinać guziki koszuli.
- Uważaj! - usłyszałem.
Bez zastanowienia wyciągnąłem różdżkę i spojrzałem na Gryfona. Stał on z wyciągniętą różdżką skierowaną we mnie.
Zacząłem się śmiać. Gryfon na początku nie wiedział o co chodzi. Co było widać na jego twarzy ale szybko pozbył się maskę zorientowania na obojętną.
Śmiałem się tak długo, że zaczął boleć mnie brzuch, a oczu poleciały łzy. Wytarłem łzy prawą ręką, w której dalej trzymałem różdżkę. Próbowałem się uspokoić, ale nie wychodziło mi to za dobrze. Dawno się tak nie uśmiałem.
- Wiesz nie przypuszczałem, że Gryfon zdobędzie się na coś takiego i będzie mógł zacząć pojedynek jak druga osoba nie patrzy - próbowałem zdusić w sobie śmiech. - Przecież wy Gryfoni zawsze szlachetne stajecie do walki i nie korzystacie z nieuwagi nie przyjaciela mam rację? A może tiara się pomyliła i powinneś być w Slytherinie?
Na ostatnie słowo Gryfon się wściekł. Jasne próbował to ukryć, ale było widać to w jego oczach. Zrobiły się ciemniejsze. Popatrzył na mnie "groźnym" wzrokiem.
Musiałem powstrzymać się od ponownego wybuchnięcia śmiechem przez co brzuch zaczął mnie mocniej boleć.
- Poćwicz nad minami i wzrokiem, bo ci kiepsko wychodzi - powiedziałem i zacząłem dalej odpinać koszulę.
Byłem już prawie przy końcu jak usłyszałem jak coś przecina powietrze.
Spojrzałem przed siebie, podniosłem różdżkę, zrobiłem nią mało skomplikowany ruch nadgarstkiem mówiąc przy tym w myślach ''protego''.
- Chciałeś mnie zabić? Zaklęcie rozbrajające jest z pozoru nieszkodliwe, bo siniaki się nie liczą prawda? Ale jeżeli zaklęcie jest silne można komuś coś złamać. A na mam akurat tak, że do ściany mam dosyć daleko, więc prawdopodobnie stało by się coś gorszego. Albo nie uczyli cię tego - w co wątpię, albo twój mały Gryfoński móżdżek tego nie pojmuje - warknąłem.
Ten patrzył na mnie jak na idiotę na co przewróciłam oczami. Zostało kilka ostatnich guzików do odpięcia, a że mi się nie chciało ich odpinać to spokojnie "rozerwałem" koszulę tak, że guziki odpadły.
- Właśnie sobie popsułeś koszulę - mruknął Potter.
- I tak kupisz mi nową - wzruszyłem ramionami.
Spojrzałem na współlokatorów. Przekląłem w myślach, że nie ubrałem szaty.
- Ma któryś z was bluzę? - zapytałem.
- Jasne - powiedział Orion.
Chłopak wstał o szatę potem bluzę. Pod bluzą miał ubrany czarny t-shirt z nadrukiem. Kiedy rzucił mi bluzę ubrał szatę i usiadł.
- Dzięki ratujesz mi tyłek - mruknąłem.
Powiesiłem bluzę na krześle i całkowicie zdjąłem koszulę.
Oczywiście czułem wszystkie spojrzenia osób znajdujących się w Wielkiej Sali na mojej klatce piersiowej.
Szybko ubrałem bluzę Oriona nie zabijając jej dziękując w myślach Merlinowi, że jestem od niego niższy. Rzuciłem Gryfonowi koszulę w twarz i powiedziałem:
- Masz mi ją odkupić.
Kiedy to powiedziałem zarzuciłem torbę z książkami na ramię i odwróciłem się. Usłyszałem jeszcze jak Orion powiedział, żebym zostawił jego bluzę na łóżku po czym sam ruszyłem do dormitorium.
Byłam pewna, że rozdział zdążę napisać w przerwę świąteczną, ale lenistwo zagórowało. I napisałam dopiero teraz. Co prawda teraz są wystawiane oceny na semestr i trzeba poprawić to i tamto, ale mam nadzieję, że rozdział się spodoba.
Wydarzenia w Wielkiej Sali na początku miały przebiegać trochę inaczej, ale uznałam, że tak będzie lepiej :)
Przepraszam za jakiekolwiek błędy. ^^^
Wstałem wcześnie. Miałem zły sen, a jego głównym bohaterem był Scorpius. Śniło mi się, że Scorpius osądza mnie o zdradę i kłamstwo. To nie musi wydawać się straszne, ale było... ta atmosfera... głos Scorpiusa i to echo z każdym jego słowem. Na samą myśl o tym zadrżałem. Spojrzałem na zegarek, który stoi na szafce nocnej i jęknąłem.
Czy ja kiedykolwiek się wyśpię? Jest 5.45 o tej godzinie normalni ludzie śpią.. No tak zapomniałem je nie jestem normalny.
Przewróciłem się w stronę ściany, zamknąłem oczy i próbowałem zasnąć - bez skutku. Westchnęłam wstając z łóżka. Skoro i tak nie umiem zasnąć to chociaż wezmę prysznic. Wyciągnąłem z kufra pierwszy lepszy zestaw ubrań składający się z białej koszuli i czarnych spodniach po czym poszłem do łazienki. Zdecydowałem, że wezmę długi prysznic, który mnie zrelaksuje.
Kiedy już wykonałem poranną toaletę podszedłem do lustra, popatrzyłem na swoje już suche włosy. Przeczesałem je. Oczywiście nic nie pomogło, bo co z nimi nie zrobię i tak stoją we wszystkie strony.
Wróciłem do dormitorium i położyłem się na łóżku. Śniadanie zaczyna się o 6:30, a jest 6:00. Mam czas na powtórzenie lekcji, ale tego nie potrzebuję. Więc co mam robić? Nie obudzę reszty, bo mnie zabiją... Chociaż nie przeczę, że należałoby im się za wczoraj.
Zadanie domowe jest odrobione i kilkanaście razy sprawdzone. Westchnąłem. I co mam robić?
Leżałem jeszcze z piętnaście minut patrząc w baldachim. Po tych minutach uznałem, że lepiej by było się przejść. Wziąłem ze sobą torbę z książkami, bo prawdopodobnie nie wrócę do dormitorium rano. Kiedy wyszedłem z pokoju wspólnego uznałem, że warto by było pójść na błonia póki jest jeszcze pogoda. Jak już byłem na błoniach ruszyłem w stronę wielkiego Buku, który stał koło jeziora. Lubię to miejsce. Wiąże się z nim wiele wspomnień tak samo jak z prawie wszystkimi miejscami w Hogwarcie. Nie wyobrażam sobie, że będę musiał opuścić tą szkołę po siódmym roku nauki.
Kiedy już znalazłem się pod Bukiem to usiadłem opierając się o korę drzewa. Jak na jesień była piękna pogoda. Słońce lekko grzało i wiał chłodny wietrzyk. Na ziemi leżało trochę liści.
Wziąłem jeden liść, który leżał najbliżej i uważnie mu się przyjrzałem. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Liście zawsze będę dobrze wspominał w jesieni. Przypominają mi one paczkę ze Slytherinu, do której należę ja, Scorpius, Tristan, Chris i Veronika. Prawie co roku kiedy spadną liście nie ważne czy są mokre czy suche rzucamy nimi w siebie, wywracamy siebie nawzajem na nie i takie tam. Oczywiście potem brudni, a czasem mokrzy i brudni wracamy do zamku, ale zawsze spoceni, uśmiechnięci i z zarumienionymi policzkami od chłodnego powietrza. Czasem jest tak, że po tej naszej niewinnej zabawie, któreś z nas jest chore. Raz zdarzyło się tak, że wszyscy zachorowaliśmy i według poleceń pielęgniarki powinniśmy leżeć w łóżkach, a my spotkaliśmy się w jednym dormitorium i się wygłupialiśmy. Nikt się o tym nie dowiedział oprócz paru skrzatów domowych.
Westchnąłem i wstałem. Według mnie śniadanie się już zaczęło. Może jest już siódma?
Kiedy znalazłem się w Wielkiej Sali zauważyłem, że każdy nauczyciel siedzi na swoim miejscu, a przy stołach domów są luki, które oznaczają brakujących uczniów. Ruszyłem w stronę stołu Ślizgonów. Zauważyłem, że współlokatorzy już siedzieli na swoich miejscach, ja usiadłem na swoim.
- Gdzie byłeś? - zapytał nagle Malfoy kiedy usiadłem już na swoim miejscu.
Jesteś moją matką?
- Na błoniach - wzruszyłem ramionami.
- Czemu nas nie obudziłeś? - dopytał Nott.
- Wstałem dosyć wcześnie zabilibyście mnie za to - powiedziałem.
- Mogłeś chociaż napisać kartkę gdzie poszedłeś. Abraxas wariował - powiedział Orion.
- Jasne. Zapamiętam to sobie. Następnym razem skoczę z wieży astronomicznej żebyście mnie szybko znaleźli - przewróciłem oczami nakładając sobie jajecznicę na talerz.
Zacząłem powoli ją jeść. To może wydawać się dziwne. Jem strasznie mało, ba! Prawie wcale, a nie czuję głodu... No cóż w tym czasie nie ma kogoś takiego jak Scorpius, który zawsze jak nie jem to każe mi zjeść chociaż kanapkę. Odłożyłem widelec na talerz i wziąłem puchar, z którego napiłem się soku dyniowego. Kiedy obstawiałem puchar ktoś prawdopodobnie "przypadkiem" mnie szturchnął tak, że sok wylał się na moją białą koszulę.
- Co do cho... - zacząłem wstając od stołu.
Rozejrzałem się i zauważyłem, że oprócz mnie przy stole Ślizgonów stoi tylko jeden chłopak. Zmrużyłam oczy i dostrzegłem krawat w kolorach domu lwa.
- Mogłem się domyśleć, że Gryfoni są tacy niezdarni - powiedziałem głośno tak, że każdy obecny w sali to słyszał.
Gryfon, który mnie szturchnął odwrócił się.
- Potter - szepnęła Avery żebym wiedział kto to jest.
No tak mogłam się domyśleć. Włosy stojące we wszystkie strony, skóra za ciemna, ale też nie za jasna. Koniec prawie jak kropka w kropkę mój ojciec... No tylko, że ten Potter ma orzechowe oczy, a mój ojciec ma zielone po swojej mamie.
Gdyby nie to, że ja również mam zielone oczy i trochę inną sylwetkę można by było uznać nas spokrewnionych co jest prawdą tylko, że on o tym nie wie i się nigdy nie dowie.
Gryfon stał do mnie przodem. Teraz uświadomiłam sobie, że w Wielkiej Sali jest zupełnie cicho.
Super. Znów będę sytuacją w całej szkole.
- Potter, czy ty nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo droga była ta koszula? - zapytałem z teatralnym dramatem w głosie.
Ci którzy bardzo dobrze wiedzą, że właśnie tak oni zachowują się w stosunku do swoich ubrań. Scorpius chyba najgorzej, bo jak mu się niechcący to poplami to jest mało piekło na ziemi.
Mina Gryfona była bezcenna. Szkoda że nikt nie zrobił zdjęcia. Ja miałam ochotę zacząć się śmiać.
- No o co się gapisz? Co innego gdybym przez ciebie oblał się kawą, herbatą albo innym gównem. Soku dyniowego się nie z pierze. - warknąłem.
- I co z tego? - zapytał patrząc na mnie obojętnie.
Przewróciłem oczami.
- I to, że będziesz mi musiał ją odkupić.
- Chyba sobie śnisz - prychnął. - Co zrobisz jeśli ci jej nie odkupię?
Westchnąłem.
- Łatwiej by było chyba wyliczyć czego ci nie zrobię - mruknąłem pod nosem. Na szczęście Gryfon tego nie słyszał. - Jestem od ciebie sprytniejszy. Jest to jedna z głównych cech Ślizgonów dlatego należę do tego domu. No i chociaż z tego co słyszałem jesteś bardzo dobrym szukającym to jestem pewny, że i tak mam lepszy refleks.
- Niby jakim cudem jesteś pewny, że masz leoszy refleks ode mnie? - zapytał.
- Na Merlina - mruknąłem. - Pamiętasz jak Abraxas rzucił we mnie nożem? Gdyby mi się chciało złapałbym go bez problemu - wzruszyłem ramionami.
- Ale chciałeś pokazać jak "dobrym" jesteś aktorem - powiedział Orion robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Zamknij się - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
Spojrzałem na Gryfona i uważnie mu się przyjrzałem.
Mogę się założyć, że mój tata był w jego wieku niższy.
- Wiesz, że przez siebie koszula mi się lepi do skóry? - zapytałem retorycznie.
Gryfon nic nie powiedział tylko się na mnie patrzył.
Westchnąłem. Miałem dosyć tego dziwnego uczucia na klatce piersiowej, więc zacząłem powoli odpinać guziki koszuli.
- Uważaj! - usłyszałem.
Bez zastanowienia wyciągnąłem różdżkę i spojrzałem na Gryfona. Stał on z wyciągniętą różdżką skierowaną we mnie.
Zacząłem się śmiać. Gryfon na początku nie wiedział o co chodzi. Co było widać na jego twarzy ale szybko pozbył się maskę zorientowania na obojętną.
Śmiałem się tak długo, że zaczął boleć mnie brzuch, a oczu poleciały łzy. Wytarłem łzy prawą ręką, w której dalej trzymałem różdżkę. Próbowałem się uspokoić, ale nie wychodziło mi to za dobrze. Dawno się tak nie uśmiałem.
- Wiesz nie przypuszczałem, że Gryfon zdobędzie się na coś takiego i będzie mógł zacząć pojedynek jak druga osoba nie patrzy - próbowałem zdusić w sobie śmiech. - Przecież wy Gryfoni zawsze szlachetne stajecie do walki i nie korzystacie z nieuwagi nie przyjaciela mam rację? A może tiara się pomyliła i powinneś być w Slytherinie?
Na ostatnie słowo Gryfon się wściekł. Jasne próbował to ukryć, ale było widać to w jego oczach. Zrobiły się ciemniejsze. Popatrzył na mnie "groźnym" wzrokiem.
Musiałem powstrzymać się od ponownego wybuchnięcia śmiechem przez co brzuch zaczął mnie mocniej boleć.
- Poćwicz nad minami i wzrokiem, bo ci kiepsko wychodzi - powiedziałem i zacząłem dalej odpinać koszulę.
Byłem już prawie przy końcu jak usłyszałem jak coś przecina powietrze.
Spojrzałem przed siebie, podniosłem różdżkę, zrobiłem nią mało skomplikowany ruch nadgarstkiem mówiąc przy tym w myślach ''protego''.
- Chciałeś mnie zabić? Zaklęcie rozbrajające jest z pozoru nieszkodliwe, bo siniaki się nie liczą prawda? Ale jeżeli zaklęcie jest silne można komuś coś złamać. A na mam akurat tak, że do ściany mam dosyć daleko, więc prawdopodobnie stało by się coś gorszego. Albo nie uczyli cię tego - w co wątpię, albo twój mały Gryfoński móżdżek tego nie pojmuje - warknąłem.
Ten patrzył na mnie jak na idiotę na co przewróciłam oczami. Zostało kilka ostatnich guzików do odpięcia, a że mi się nie chciało ich odpinać to spokojnie "rozerwałem" koszulę tak, że guziki odpadły.
- Właśnie sobie popsułeś koszulę - mruknął Potter.
- I tak kupisz mi nową - wzruszyłem ramionami.
Spojrzałem na współlokatorów. Przekląłem w myślach, że nie ubrałem szaty.
- Ma któryś z was bluzę? - zapytałem.
- Jasne - powiedział Orion.
Chłopak wstał o szatę potem bluzę. Pod bluzą miał ubrany czarny t-shirt z nadrukiem. Kiedy rzucił mi bluzę ubrał szatę i usiadł.
- Dzięki ratujesz mi tyłek - mruknąłem.
Powiesiłem bluzę na krześle i całkowicie zdjąłem koszulę.
Oczywiście czułem wszystkie spojrzenia osób znajdujących się w Wielkiej Sali na mojej klatce piersiowej.
Szybko ubrałem bluzę Oriona nie zabijając jej dziękując w myślach Merlinowi, że jestem od niego niższy. Rzuciłem Gryfonowi koszulę w twarz i powiedziałem:
- Masz mi ją odkupić.
Kiedy to powiedziałem zarzuciłem torbę z książkami na ramię i odwróciłem się. Usłyszałem jeszcze jak Orion powiedział, żebym zostawił jego bluzę na łóżku po czym sam ruszyłem do dormitorium.
***
Jak zwykle rano szedłem do Wielkiej Sali na śniadanie. Mijałem zmęczone dzieciaki, które mimo zmęczenia śmiały się lub po prostu uśmiechały się rozmawiając ze swoimi przyjaciółmi. Rzadziej można było spotkać w jakimś ustronnym miejscu całującą się parę.
Kiedy znalazłem się w Wielkiej Sali usiadłem na swoim miejscu przy stole nauczycielskim witając się z innymi nauczycielami. Zrobiłem sobie tosty z dżemem. Kiedy nalewałem sobie soku z dyni zlustrowałem stół Ślizgonów. Czasem czułem się jakbym to ja był ich opiekunem , a nie Horacy, bo on praktycznie się nimi nie interesuje. Dodatkowo zna tylko imiona tych, którzy są w jego głupim klubie plus Severus, który prędzej czy później się tam znajdzie.
Przy stole gdzieniegdzie nie było uczniów co oznaczało, że jeszcze nie wstali, albo po prostu przyjdą później. Zabrałem się za jedzenie tosta. Żując powoli każdy gryz rozglądałem się po sali.
Zauważyłem, że do sali weszło kilkorgu uczniów w ty. Severus. Widać było, że niedawno był na dworze. Lekko się uśmiechał, miał rumieńce na policzkach, a włosy zostały roztrzepane przez wiatr. Poszedł na woje miejsce i zaczął rozmawiać z resztą ze swojego dormitorium. Kiedy Malfoy o coś go zapytał wzruszył ramionami, ale na jego ustach wciąż błąkał się lekki uśmiech. Długo to nie potrwało, bo jak się okazało Potter celowo popchnął Wilsona tak by na niego rozlał się sok dyniowy. I tak jak podejrzewałem Severus zaczął robić przedstawienie.
Jedno wiem. Póki chodzi do tej szkoły nigdy nie będzie nudno.
Kiedy doszło do momentu kiedy zielonooki zdjął koszulę każdy bez wyjątku patrzył na Severusa.
Jego klatka piersiowa była zarysowana przez mięśnie. Chłopcy zapewne zazdrościli mu mięśni, a dziewczyny śliniły się na ten widok.
Kiedy znalazłem się w Wielkiej Sali usiadłem na swoim miejscu przy stole nauczycielskim witając się z innymi nauczycielami. Zrobiłem sobie tosty z dżemem. Kiedy nalewałem sobie soku z dyni zlustrowałem stół Ślizgonów. Czasem czułem się jakbym to ja był ich opiekunem , a nie Horacy, bo on praktycznie się nimi nie interesuje. Dodatkowo zna tylko imiona tych, którzy są w jego głupim klubie plus Severus, który prędzej czy później się tam znajdzie.
Przy stole gdzieniegdzie nie było uczniów co oznaczało, że jeszcze nie wstali, albo po prostu przyjdą później. Zabrałem się za jedzenie tosta. Żując powoli każdy gryz rozglądałem się po sali.
Zauważyłem, że do sali weszło kilkorgu uczniów w ty. Severus. Widać było, że niedawno był na dworze. Lekko się uśmiechał, miał rumieńce na policzkach, a włosy zostały roztrzepane przez wiatr. Poszedł na woje miejsce i zaczął rozmawiać z resztą ze swojego dormitorium. Kiedy Malfoy o coś go zapytał wzruszył ramionami, ale na jego ustach wciąż błąkał się lekki uśmiech. Długo to nie potrwało, bo jak się okazało Potter celowo popchnął Wilsona tak by na niego rozlał się sok dyniowy. I tak jak podejrzewałem Severus zaczął robić przedstawienie.
Jedno wiem. Póki chodzi do tej szkoły nigdy nie będzie nudno.
Kiedy doszło do momentu kiedy zielonooki zdjął koszulę każdy bez wyjątku patrzył na Severusa.
Jego klatka piersiowa była zarysowana przez mięśnie. Chłopcy zapewne zazdrościli mu mięśni, a dziewczyny śliniły się na ten widok.
Patrzyłem na niego osłupiały. Uwielbiałem podziwiać piękno, a to było piękne. Nigdy nie miałem dziewczyny, ani chłopaka, nigdy też nie zastanawiałem się bardziej jakiej jestem orientacji.
Zawsze w cieni przyglądałem się pięknym dziewczynom i chłopakom.
Zawsze w cieni przyglądałem się pięknym dziewczynom i chłopakom.
A z tego co zaobserwowałem przez te wszystkie lata mogę szczerzę przyznać, że Severus jest inny niż ci, którzy obserwowałem.
Ma w sobie coś. Sam nie wiem co, ale chyba tajemnicę, której nie chcę nikomu zdradzić.
Ma w sobie coś. Sam nie wiem co, ale chyba tajemnicę, której nie chcę nikomu zdradzić.
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Libster Awards #2
3 komentarze:
Autor:
Unknown
Zanim zacznę.. Od razu przepraszam, że to nie jest rozdział, ale nie miałam czasu pisać, a teraz muszę wziąć się bardziej za naukę, ale postaram się wstawić rozdział jak najszybciej ;)
To tak ekhem..
To tak ekhem..
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”.
Jest przyznawana dla blogów jeszcze nie rozpromowanych, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała.Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.Nominowały mnie Zuzia Włodarczyk i Emelia "Dravelia" DSE z bloga http://hogwart-szkola-na-wesolo.blogspot.com/
A teraz odpowiadam na wasze pytana:
1. Wolisz dom czy mieszkanie? Dlaczego?
Hmm.. to jest trudne pytanie. Nigdy nie mieszkałam w mieszkaniu zawsze w domu i chyba wolę mieszkanie.
2. Lubisz gotować?
Ja dobrze robię tylko jajecznicę. Naleśniki zawsze mi się nie udają, a ziemniaki prawie zawsze przesolę :D
3. Chciałabyś, żeby na podstawie Twojego bloga został nakręcony film? Dlaczego?
Hmm... No nie wiem xD Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, więc zostawię to bez komentarza.
4. Ile masz cioć?
Dużo? To jest chyba dobra odpowiedź, bo ich jest naprawdę dużo, a ja nie potrafię ich wszystkich policzyć XD
5. Dlaczego piszesz bloga?
Gdybyście widzieli moją minę kiedy to przeczytałam... Kurde to jest trudne pytanie.. Powiem tyle. Piszę, bo lubię, a koleżanka uznała, żebym pisała książkę i potem jakoś to wyszło. To jest chyba najlepsze wytłumaczenie.
6. Który portal społecznościowy lubisz najbardziej i dlaczego?
Facebook? To chyba najlepsza odpowiedź. Dlaczego? Bardzo często tam urzęduje, ale teraz coraz mniej.
7. Lubisz bułki?
A kto nie lubi xD
8. Który nauczyciel najbardziej cię irytuje?
Hmmm.. Sama nie wiem wypadło mi czego uczy xD
9. Czytasz mangi? Jeśli tak to: Jaką ostatnio czytałaś? Jeśli nie to: Dlaczego?
Nie czytam. Nie wiem czemu. Nie próbowałam i nie wiem czy spróbuje.
10. Jesteś za parringiem ErenXLevi? (Shingeki no Kiojin)
Jeżeli się nie mylę to jest anime, albo manga prawda? Nie oglądam i nie czytam, więc zostawię to bez komentarza.
11. Ostatnie pytanie... Hmmm.
:)
Czas na moje pytania:
1. Jaką czekoladę najbardziej lubisz?
2. Jaki jest twój ulubiony kolor?
3. Jaki masz styl?
4. Jaki chciałabyś mieć telefon?
5. Ulubiony serial?
6. Lubisz horrory?
7. Opisz siebie w trzech słowach.
8. Jakie imię ci się najbardziej podoba (męskie i damskie)
9. Tymbark vs Frugo
10. Gdzie najczęściej kupujesz buty.
11. Lubisz herbatę?
Nominuję:
- http://lilylunapotterhp.blogspot.com
-http://iskierka-milosci.blogspot.com
- http://szkarlatna-milosc.blogspot.com
Jest przyznawana dla blogów jeszcze nie rozpromowanych, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała.Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.Nominowały mnie Zuzia Włodarczyk i Emelia "Dravelia" DSE z bloga http://hogwart-szkola-na-wesolo.blogspot.com/
A teraz odpowiadam na wasze pytana:
1. Wolisz dom czy mieszkanie? Dlaczego?
Hmm.. to jest trudne pytanie. Nigdy nie mieszkałam w mieszkaniu zawsze w domu i chyba wolę mieszkanie.
2. Lubisz gotować?
Ja dobrze robię tylko jajecznicę. Naleśniki zawsze mi się nie udają, a ziemniaki prawie zawsze przesolę :D
3. Chciałabyś, żeby na podstawie Twojego bloga został nakręcony film? Dlaczego?
Hmm... No nie wiem xD Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, więc zostawię to bez komentarza.
4. Ile masz cioć?
Dużo? To jest chyba dobra odpowiedź, bo ich jest naprawdę dużo, a ja nie potrafię ich wszystkich policzyć XD
5. Dlaczego piszesz bloga?
Gdybyście widzieli moją minę kiedy to przeczytałam... Kurde to jest trudne pytanie.. Powiem tyle. Piszę, bo lubię, a koleżanka uznała, żebym pisała książkę i potem jakoś to wyszło. To jest chyba najlepsze wytłumaczenie.
6. Który portal społecznościowy lubisz najbardziej i dlaczego?
Facebook? To chyba najlepsza odpowiedź. Dlaczego? Bardzo często tam urzęduje, ale teraz coraz mniej.
7. Lubisz bułki?
A kto nie lubi xD
8. Który nauczyciel najbardziej cię irytuje?
Hmmm.. Sama nie wiem wypadło mi czego uczy xD
9. Czytasz mangi? Jeśli tak to: Jaką ostatnio czytałaś? Jeśli nie to: Dlaczego?
Nie czytam. Nie wiem czemu. Nie próbowałam i nie wiem czy spróbuje.
10. Jesteś za parringiem ErenXLevi? (Shingeki no Kiojin)
Jeżeli się nie mylę to jest anime, albo manga prawda? Nie oglądam i nie czytam, więc zostawię to bez komentarza.
11. Ostatnie pytanie... Hmmm.
:)
Czas na moje pytania:
1. Jaką czekoladę najbardziej lubisz?
2. Jaki jest twój ulubiony kolor?
3. Jaki masz styl?
4. Jaki chciałabyś mieć telefon?
5. Ulubiony serial?
6. Lubisz horrory?
7. Opisz siebie w trzech słowach.
8. Jakie imię ci się najbardziej podoba (męskie i damskie)
9. Tymbark vs Frugo
10. Gdzie najczęściej kupujesz buty.
11. Lubisz herbatę?
Nominuję:
- http://lilylunapotterhp.blogspot.com
-http://iskierka-milosci.blogspot.com
- http://szkarlatna-milosc.blogspot.com
sobota, 5 grudnia 2015
Rozdział VI - Uda ci się. Tylko musisz w siebie wierzyć.
3 komentarze:
Autor:
Unknown
Odpowiedzi na wasze pytania:
Maja Samsung - Maju, Maju, Maju.. takie coś już w 5 rozdziale? To nie w moim stylu. Nie będzie tego także w tym rozdziale. Na takie coś możesz sobie poczekać dosyć długo.
Ania Kolimaga, Lauren - Po pierwsze. Lauren. Tak Tom jest biseksualny. Jeżeli się nie mylę będzie o tym w następnym rozdziale. Po drugie.. Na początku nie chciałam, żeby był to TomxAlbus, ale moje plany się zmieniły i tak będzie, ale spokojnie będzie to dopiero w.... no na pewno nie w najbliższych rozdziałach.
DeathDream - Cieszę się, że ci się spodobało i szczerze.. Nie spodziewałam się, że mój styl pisania jest taki hmm... jak to ujęłaś "oryginalny". Opowiadanie na 100% nie zostanie porzucone czy coś. Dobra ludzie! Po przeżytych *liczy* kilkunastu lub więcej prawie zawałach. Po wypiciu około miliona herbat. Po wielu godzinach przesłuchanej muzyki. Po wielu godzinach piszących w zeszycie. Po jęczeniu, bo boli mnie szyja. Po zniszczeniu krzesła. Po niesłuchaniu na lekcjach, bo się myślało o rozdziale. Po niewyspanych nocach. Po szantażu Maji (mojej czytelniczki). Po krótkiej żałobie. Po tańczeniu na siedząco do piosenek. Po śpiewaniu piosenek na głos. Po myśleniu cały dzień o rozdziale. Wreszcie jest! Gdyby nie nasza kochana Maja nie dokończyłabym go tak szybko. Nie mam za bardzo czasu, a ona uświadomiła mnie, że święta zbliżają się ogromnymi krokami, więc fajnie by było gdybym wstawiła rozdział. Akurat się trafiło, że nie miałam zadania domowego i zaczęłam bazgrać rozdział. Nie obiecuję, ale postaram się dodać świąteczny one-shot po 24 grudnia, ale nie obiecuję. Przepraszam też, że tak długo nic nie dodawałam, ale jak pisałam wyżej nie miałam czasu. Przepraszam też za wszystkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne.
PS. Tak wiem kawałek rozdziału całkowicie zepsułam :/
Poczułem, że ktoś szarpie moje ramię.
- Pobudka - usłyszałem wesoły głos.
Odwróciłem się w drugą stronę, ale to nic nie dało, bo zostałem mocno szarpany.
- Scorpius daj mi jeszcze z pięć minut - mruknąłem nie otwierając oczu.
Usłyszałem chichot.
- Severus wstawaj.
- Nie jestem Severus, jestem... ou - powiedziałem otwierając oczy po czym usiadłem na łóżku i zdałem sobie sprawę, że prawie się wygadałem.
- Jesteś kto? - zapytał głupio Lestrange.
- Sev. Jestem Sev - powiedziałem szybko. - Nie słyszeliście tego co powiedziałem wcześniej? - zapytałem z nadzieją w głosie.
- Nie. Wcale nic nie słyszeliśmy - powiedział Avery z wesołymi ognikami w oczach.
- Gadaj kto to jest Scorpius - zapytał Malfoy.
- Merlinie zachowujecie się gorzej niż dziewczyny... Scorpius to ktoś kto nie powinien was interesować - powiedziałem.
Była to prawda... Raczej...
- Jak nie chcesz mówić to nie mów - powiedział obronnie Orion. - Nie wiem co w nich dzisiaj wstąpiło.
- Diabeł - powiedział dramatycznym szeptem Abraxas. - Już jutro całkowicie nas nie poznacie. Będziemy czarni jak smoła, mieli czerwone oczy, rogi i ogon... - na końcu dodał więcej tajemniczości.
Spojrzałem na Blacka po czym wszyscy wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem.
- A tak w ogóle to, która godzina? - zapytałem.
- 6.30 - powiedział Nott.
- Co?! Jest środek nocy.. Dlaczego mnie o tej porze obudziliście? - zapytałem.
- Mamy dzisiaj na wcześniejszą godzinę, ale kończymy też wcześniej.
- No tak.. Po pierwsze muszę się przyzwyczaić. Po drugie. Wolałbym wstać później i mieć do tej samej co zwykle. Po trzecie.. Pierwszą mamy transmutacje prawda? Zwolnicie mnie z niej? - spojrzałem na nich błagalnie.
- Nie zwolnimy cię. Musisz iść - powiedział Avery, a w jego oczach było coś niebezpiecznego.
Coś się stanie.
Jęknąłem. Zwlokłem się z łóżka i wyciągnąłem z kufra czarną koszulę oraz tego samego koloru jeansy. Szybko się w to przebrałem, zawiązałem krawat na szyi i narzuciłem na siebie szatę po czym wziąłem torbę.
- To idziemy? - zapytałem.
Nie czekając na odpowiedź ruszyłem do Wielkiej Sali. Po kilku minutach się tam znaleźliśmy. O tej porze na śniadaniu w poniedziałki zawsze są szóstoroczni ze Slytherinu i Gryffindoru, którzy mają z nami transmutacje. Oraz nieliczny uczniowie z innych domów, którzy postanowili zjeść wcześniej śniadanie.
Usiadłem na swoim miejscu przy stole Ślizgonów. Zacząłem lekko huśtać się na krześle. Posmarowałem sobie tosta dżemem i zacząłem go powoli rzuć. Spojrzałem na stół nauczycielski. Zmarszczyłem brwi. Nie było tam jednego nauczyciela. Profesora Dumbledore'a... Jasne często jest tak, że nauczyciele idą później na śniadanie, ale Dumbledore jest zawsze o tej godzinie. Nie przestając się huśtać odłożyłem tosta na talerz i spojrzałem na przyjaciół.
- Wiecie dlaczego nie ma Dumbledore'a? - zapytałem.
- To ty nie słyszałeś? - odezwała się Ellen Prince, która siedzi niedaleko. Ma czarne włosy spięte w wysoki kucyk oraz tego samego koloru oczy. - Dumbledore musiał gdzieś wczoraj wyjechać po obiedzie. Mamy zastępstwo z Riddlem - uśmiechnęła się lekko.
W ty momencie straciłem równowagę i razem z krzesłem poleciałem do tyłu na ziemię.
- Nic mi nie jest! - krzyknąłem wstają z ziemi i kiedy podniosłem krzesło usiadłem na nim.
- Żartujesz sobie prawda? - zapytałem.
- Przykro mi tym razem mówię całkowicie poważnie - powiedziała dziewczyna.
Jęknąłem. Położyłem głowę na stole.
- Byłem przygotowany na to, że mamy lekcje z Riddlem jutro, a nie dzisiaj.
- Wczoraj uczyłeś się do OPCM'u - zauważył Nott.
Poczułem zimne ręce na na moich ramionach. Przez mój kręgosłup przebiegł dreszcz.
- Dlaczego nie masz zamiaru iść na pierwszą lekcje? - zapytał zimy głos.. Riddle'a.
Po raz kolejny zadam to pytanie. Jak długo tu stoi i jak dużo słyszał.
Podniosłem głowę ze stołu.
- Nie jestem przygotowany - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Słyszałem, że uczyłeś się wczoraj do Obrony.
Czyli to słyszał. - To nie oznacza, że jestem przygotowany. Wręcz przeciwnie jestem nieprzygotowany, a tylko ja wiem w jakim stopniu, a nie mam zamiaru dzielić się tą wiedzą z innymi.
- Jesteś bardzo skomplikowaną osobą, Wilson.
- Jakbym tego nie wiedział - wzruszyłem ramionami po czym spojrzałem na chłopaków. - Wiedzieliście o tym prawda?
- No wiedzieliśmy, ale... - zaczął Nott.
- Cholera - przekląłem przerywając mu.
- Język Wilson - upomniał mnie Riddle, a ja sobie nic z tego nie zrobiłem.
- Czemu mi nie powiedzieliście? - zapytałem.
- Nie chciałbyś wstać...? - zaproponował Lestrange.
- Jesteś bardzo bystry wiesz? Bo przecież to ja was budziłem, a nie na odwrót - sarknąłem.
- Ja tam się cieszę, że nie musieliśmy cię brutalnie budzić - powiedział Avery.
- Gdybyście użyli siły budząc mnie to już dawno wylądowalibyście w Skrzydle Szpitalnym. Chociaż.. Należałoby wam się teraz, ale jest za dużo świadków... Wyżyje się na was na Obronie jak będą pojedynki - wyszczerzyłem się złośliwie.
- Jakie szczęście, że siedzisz z Malfoyem, a nie ze mną - Orion odetchnął z wyraźną ulgą.
- O jak fajnie! - krzyknąłem jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę.
- Jestem twoim ulubionym kolegą z dormitorium. Nie zrobisz mi nic... Prawda? - zapytał Abraxas.
- Może. Zresztą jak wkurzysz mnie teraz to od razu wylądujesz w Skrzydle Szpitalnym - rozejrzałem się po sali. - Nadal tu pan stoi? - zwróciłem się do Riddle'a.
- Jak widać - powiedział chłodno.
- Nie słyszał pan tego. Prawda? - zapytałem.
- Skoro mówisz o tym, że zamierzasz wysłać swoich przyjaciół do szpitala to słyszałem.
- Jaka szkoda - mruknąłem.
Popatrzyłem znowu na kolegów.
- Wiecie.. - zacząłem. - Mogę się spóźnić na lekcję, bo muszę pójść do podręcznik, bo nie mam go teraz.
- Popatrz! - krzyknął Avery uśmiechając się szeroko. - Akurat wziąłem go ze sobą - dokończył wyciągając mój podręcznik ze swojej torby i podając mi go.
- Dzięki - mruknąłem. - Zrobiliście to specjalnie. Nie powiedzieliście, że mamy zastępstwo, bo
wiedzieliście, że nie będę chciał wstać z łóżka...
- No tak - przerwał Orion. - Było być wczoraj na obiedzie. A co do podręcznika to wiedzieliśmy, że jak pójdziesz po niego do dormitorium to byś z niego nie wrócił.
- Racja. Nie wróciłbym z niego, ponieważ nie chcę mieć lekcji, na której może być trochę sadystycznie czy coś..
- Sadystycznie to znaczy? - zapytał młody Lord.
On nadal tu stoi? - Jeżeli będą pojedynki ktoś na pewno trafi do Skrzydła Szpitalnego ze złamaną ręką czy coś takiego.
Poczułem jak Riddle zdejmuje dłonie z moich ramion przez co odetchnąłem z ulgą.
- Do mojego gabinetu, Wilson - warknął.
- Dlaczego? - zapytałem.
- Do gabinetu teraz - wysyczał przez zęby.
Powiedziałem chłopakom, że spotkamy się przed klasą. Nie odzywając się do Riddle'a ruszyłem za nim do jego gabinetu.
O co mu do jasnej cholery chodzi! Przecież nic takiego nie powiedziałem.. Prawda?
No oprócz tego, że nie mam zamiaru iść na lekcje. A czy nie powinien iść ktoś jeszcze do jego gabinetu... Tak dla bezpieczeństwa.. Gdyby próbował mnie zabić. Nie zauważyłem nawet jak staliśmy przed drzwiami do jego gabinetu. Przełykając ślinę wszedłem do niego za Riddlem.
- Dlaczego kazałeś mi tu przyjść? - zapytałem.
- Zauważyłem, że kultury nie masz wcale już dawno, więc nie musisz mi teraz też tego pokazywać - powiedział znudzony.
- To czego ode mnie chcesz? - zmieniłem temat.
- Prawdy.
- Czego?!
- Wiem, że kłamiesz. Wątpię, że jesteś tym za kogo się podajesz.
- Jestem Severusem! - krzyknąłem. - Zresztą co ty możesz o tym wiedzieć!
- Wiem, że wiesz o mnie więcej niż ja o tobie.
- Co ty wygadujesz! Nie wiem nic o tobie. Riddle!
Młody Czarny Pan zaczął iść w moją stronę ja zacząłem się cofać. Po kilku krokach uderzyłem plecami o ścianę. Riddle był dość blisko mnie. Oparł swoją prawą dłoń obok mojej głowy. Moje serce zaczęło bić szybciej, oceniłem swoje szanse na ucieczkę. Niestety były zerowe.
Przełknąłem ślinę.
- Przyznaj się - rozkazał.
- Do czego? - krzyknąłem. - Do tego, że twój wzrok cholernie mnie rozprasza?! Do tego, że kiedy mnie dotykasz ciarki mnie przechodzą i czuję jakbym miał nogi z waty?! Do tego, że twoja obecność mi przeszkadza? Do tego, że wiem o tym, że to twój bazyliszek zabił tą dziewczynę?!
Doskonale Albus! Brawo! Nie umiałeś trzymać języka za zębami? - C-co? Skąd o tym wiesz?! - po raz pierwszy tego dnia krzyknął.
Mam nadzieję, że jego gabinet jest wyciszony i nikt tego nie słyszy.. - Twoja wczorajsza reakcja wydała mi się podejrzana..
- Każdy nauczyciel by tak zareagował.
- Może i tak - powiedziałem. - Potem wystarczyło tylko poszperać w książkach i znalazłem, że jesteś potomkiem Slytherina.
Brawo dla mnie! Kłamstwo pierwsza klasa! Serio zanim wrócę do siebie to zostanę w tym mistrzem. - Ja nie chciałem zabić tej dziewczyny!
- Jasne - mruknąłem. - Mogę już iść? - zapytałem i nie czekając na odpowiedź wyszedłem z gabinetu po czym skierowałem się do klasy.
Kiedy dotarłem po klasę zauważyłem już wszystkich tam zgromadzonych. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę gum do żucia. Wyciągnąłem jedną i zacząłem żuć, a paczkę schowałem w kieszeni.
Zauważyłem jak Abraxas do mnie macha co na pewno znaczyło "Chodź tutaj". Uśmiechnąłem się i podszedłem do nich.
- Po co kazał ci pójść do gabinetu? - zapytał od razu blondyn.
Szczerze to sam nie wiem.
- Nie ważne.
- O czym rozmawialiście? - dopytywał Malfoy.
No myśl. Co im powiesz? Przecież nie prawdę.
- O ostatnim zadaniu domowym - wzruszyłem ramionami.
Dziesięć punktów dla Pottera! Pięknie wybrnął z sytuacji. Po niecałych dziesięciu minutach, które przegadałem z chłopakami przyszedł Riddle. Wszedł pierwszy do kwstalasy, a my i Gryfoni za nim. Usiedliśmy tak jak na każdej lekcji z lwami czyli każdy dom usiadł po swojej połowie. Ja miałem "szczęście", że siedziałem z Abraxasem w pierwszej ławce. Plusy tego były takie, że nie na przeciw Riddle'a.
- Oby dwa domy mają ten sam temat, ale przypomnimy sobie patronusy - zaczął Riddle. - Tak jak mówił Wilson na pierwszej lekcji w SLytherinie o patronusach jest to rodzaj pozytywnej siły - czarnowłosy nie mówił nic przez chwilę po czym chytrze się uśmiechnął. - Wilson - powiedział nagle.
- Tsa - spojrzałem na niego znudzonym wzrokiem.
- Powiedz to co mówiłeś na pierwszej lekcji o patronusach.
Serio Tom myślisz, że powiem ci, że nie umiem, ale nie pamiętam? Otóż mylisz się.
- Patronus to rodzaj pozytywnej siły - zacząłem z satysfakcją starając się patrzeć w oczy przyszłego Lorda. - Dla tych co go wyczaruje stanowi rodzaj strażnika, pewnej tarczy między nim, a dementorem. Żeby zadziałało trzeba przywołać wspomnienie nie byle jakie, ale bardzo szczęśliwe niosące wielką moc. Jest to zaawansowana magia, więc nawet dorosłemu czarodziejowi nie udaje się wyczarować w pełni sprawnego patronusa czyli patronusa cielesnego. Większości na początku nie udaję się nawet mała mgiełka, która mogłaby pokonać jednego dementora. Mam teraz wstać i pokazać mojego patronusa? - spytałem.
- Nie trzeba. Za tydzień będzie test praktyczny - odpowiedział na moje pytanie.
Wzruszyłem ramionami, oparłem głowę o rękę i zacząłem patrzyć w tablicę.
- Tak jak mówił Wilson zaklęcie patronusa to zaawansowana magia dlatego nie zdziwiłem się, że większość z was na pierwszej lekcji nie umiała go wyczarować . Jednak na teście praktycznym mam nadzieje, że każdy z was będzie umiał go wyczarować, bo ocena z patronusa będzie liczona do oceny końcowej.
Zerknąłem na Abraxasa, który zrobił się biały jak papier. Był on jednym z nielicznych, któremu jeszcze nie wychodził patronus. Trzeba będzie przygotować się na to, że będzie mnie prosił, żebym mu pomógł go wyczarować.
Lekcja minęła bardzo szybko. Riddle cały czas mówił o patronusach i co jakiś czas prosił kogoś kto by coś dopowiedział. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę razem z Abraxasem wzięliśmy swoje torby i chcieliśmy dołączyć do reszty współlokatorów, gdy Riddle powiedział:
- Nott, Avery, Black, Lestrange, Malfoy i Wilson do mnie.
Spojrzeliśmy po sobie z szokiem na twarzy. Żaden z nas nie wiedział o co chodzi. Odwróciliśmy się i podeszliśmy do biurka. Chciałem coś powiedzieć, ale wyprzedził mnie Nott:
- Coś się stało profesorze? - zapytał.
Riddle spojrzał na każdego z nas, a wzrok zatrzymał na mnie i powiedział:
- Możesz mi powiedzieć Wilson, dlaczego żułeś całą lekcję gumę?
Serio? Zwracasz mi teraz na to uwagę. Serio teraz? Przewróciłem oczami.
- Wie pan. Chcę mieć świeży oddech, a świeży oddech się przydaję. Dajmy przykład.. gdybym miał się z kimś niespodziewanie całować. Nie byłby to przyjemny pocałunek gdybym nie miał świeżego oddechu.
- Niespodziewany pocałunek... Ma pan na myśli całowanie się ze współlokatorem, Wilson? - spytał Riddle.
Zmarszczyłem brwi.
O co mu chodzi... No tak mogła mu donieść osoba, która nas widziała, ale... Coś mi tu nie gra.
- O co panu chodzi? - spytałem powoli.
- Powiem szybko. Widziałem jak w sobotę lataliście na miotłach w połowie drogi na boisko quidditcha usłyszałem krzyki i jak byłem dosyć blisko zobaczyłem pana Malfoya całującego się z panem Wilsonem. Za pewne nie mieliście zezwolenia na korzystanie z boiska prawda?
- No tak, ale... - zaczął Orion, ale Riddle mu przerwał:
- No właśnie. Tym razem nie odejmę wam punktów ani nie dostaniecie szlabanu. Jeśli to się powtórzy dostaniecie miesięczny szlaban. A teraz idźcie na lekcję bo się spóźnicie.
Odwróciliśmy się i nie obracając się za siebie szybko wyszliśmy z klasy.
- Dzisiaj rano prosił mnie do gabinetu i mi tego nie powiedział! - krzyknąłem na cały korytarz.
- Ale szczęście w nieszczęściu - mruknąłem.
- Chciał, żeby cała klasa myślała czemu nas wzywa - powiedział po chwilowej ciszy Lestrange.
- Jaki ty bystry - podsumował Orion.
W ciszy poszliśmy na zaklęcia.
Wreszcie ostatnia lekcja - eliksiry! Ziewając wyszedłem z klasy profesora Binnsa. Na pewno bym zasnął, ale Malfoy co chwilę trącał mnie łokciem, żebym nie spał tylko pisał notatki. Poszłem do lochów pod klasę do i usiadałem pod ścianę przy drzwiach. Wyciągnąłem z torby podręcznik do eliksirów i ziewając zacząłem czytać ostatni temat jaki mieliśmy. Lepiej pamiętać co mieliśmy na ostatniej lekcji, gdyby Slughorn nie miał humoru i zacząłby każdego pytać.
- Jest i nasz kujon - usłyszałem wesoły głos Avery'ego.
- Nie jestem kujonem - powiedziałem po czym ziewnąłem zasłaniając usta dłonią.
- Ktoś tu się nie wyspał - zachichotał Nott.
- Zgadnij przez kogo - mruknąłem wstając z zimnej podłogi.
- Tylko nie zaśnij na eliksirach, bo dodasz nie ten składnik co trzeba i będzie katastrofa - powiedział Lestrange.
- Wtedy pójdę do Skrzydła Szpitalnego i tam mi dadzą spać - wzruszyłem ramionami.
- Jesteś tego aż taki pewien? - zapytał Orion.
- Wiesz.. Mi wszystko jedno byleby znaleźć się już w łóżku pod ciepłą kołderką i móc zasnąć - powiedziałem. - A tak w ogóle gdzie byliście? - spytałem.
- Nigdzie - Abraxas wzruszył ramionami. - Rozmawialiśmy sobie.
- Okey - powiedziałem uśmiechając się lekko.
- Severusie - zaczął blondyn.
- Tak?
- Mógłbyś mnie nauczyć zaklęcia patronusa? Ty to umiesz, a mi nie wychodzi. Dodatkowo Riddle powiedział, że za tydzień będzie test praktyczny. I chyba to zaklęcie dosyć wysoko oceniane, a ocena będzie miała wpływ na ocenę roczną.. - Malfoy zaczął szybko mówić.
- Jasne nauczę cię do wtorku - uśmiechnąłem się. - Zaczniemy od dzisiaj. O piętnastej pójdziemy do jakiejś sali.
Zadzwonił dzwonek oznaczający koniec przerwy. Profesor Slughorn wyszedł z klasy i zaprosił uczniów, żeby do niej weszli. Przyznam szczerze. Jest to jedyny nauczyciel, który nie spóźnia się na swoje własne lekcje. Chociaż z tego co słyszałem jak Riddle jest zły też nie spóźnia się na lekcje. Wszedłem do klasy i usiadłem w ostatniej ławce razem z Orionem i Nottem. Eliksiry mamy z Krukonami. Jasne są mądrzy, ale czasem nie pokazują tego.
- Witam wszystkich. Dzisiaj przygotujemy Wywar Żywej Śmierci. Macie na to czterdzieści minut. Otwórzcie podręczniki i do roboty - powiedział, usiadł na krześle za biurkiem i zaczął czytać Proroka Codziennego.
Otworzyłem spis treści w podręczniku po czym otworzyłem stronę z danym eliksirem. Przygotowałem składniki i kociołek. Przeczytałem kilka razy przepis i coś mi się przypomniało.
Profesor Manson mówiła, że w książce nie wszystkie przepisy eliksirów są dobre. Dlatego kazała nam je poprawiać.
Spojrzałem na książce. Jest to ta sama, którą miałem w moim czasie.
Próbując przypomnieć sobie dobry przepis na ten eliksir przygryzłem w skupieniu wargę.
Wycierając spocone czoło pod koniec lekcji jako jedyny miałem dobrze zrobiony eliksir. Przecież ten eliksir musi być czarny, a nie jak granatowy jak ma większość czy nawet różowy.
Profesor Slughorn chodził po klasie o sprawdzał każdy kociołek. Po czym mruczał coś niezrozumiałego pod nosem i kręcił głową. Kiedy znalazł się przy ławce, w której siedzę połknąłem ślinę.
- Doskonale Severusie! Jako jedyny zrobiłeś dobrze eliksir. Jedna kropla mogłaby zabić każdego z nas. Dostajesz Wybitny i piętnaście punktów dla swojego domu. Dlatego, że dobrze przyrządziłeś wywar - uśmiechnął się lekko.
Zadzwonił dzwonek na przerwę.
- Jak ty to zrobiłeś? - zapytał Orion kiedy szliśmy do Wielkiej sali na obiad.
- Skąd mam to wiedzieć - mruknąłem wzruszając przy tym ramionami.
- Zrobiłeś jako jedyny dobrze! JEDYNY! - krzyknął Nott.
- To znaczy, że każdy kto był na lekcji źle coś przeczytał - uśmiechnąłem się lekko wchodząc do Wielkiej Sali.
Kiedy tylko się w niej znalazłem mój brzuch zaczął wołać o jedzenie głośno burcząc. Współlokatorzy spojrzeli na mnie, a ja z uśmiechem powiedziałem:
- Wczoraj nie jadłem obiadu ani kolacji. Dzisiaj na śniadanie prawie nic nie zjadłem. To cud, że jeszcze na nogach stoję.
Poszedłem do stołu Slytherinu i usiadłem na swoim miejscu. Nie patrząc na to co jest wokół mnie nakładałem wszystkiego po kolei na talerz. Sam nie wiedziałem co jem i jakoś szczególnie się tym nie interesowałem.
Było przed 15.00. Już dawno zrobiłem zadanie, więc teraz czytałem książkę w pokoju wspólnym. Czekaj, stop! Próbowałem. Zazwyczaj cichy pokój wspólny był dzisiaj głośny tak bardzo, że nie dało się tu skupić. Podejrzewam, że dodano czegoś do jedzenia. Teraz to marzyłem tylko o łóżku.. Ciepłym łóżku w cichym dormitorium..
- Idę spać - mruknąłem ziewając po czym zamknąłem książkę.
Trzymałem ja w ręku kiedy wstawałem z kanapy.
- O nie mój panie - usłyszałem głos Malfoya, który złapał mnie za nadgarstek i odwrócił twarzą do siebie. - Miałeś mnie uczyć zaklęcia patronusa.
Jęknąłem.
- Zupełnie o tym zapomniałem - położyłem książkę na stoliku. - To chodźmy teraz. Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy.
Wyszedłem z Abraxasem z pokoju wspólnego i poszliśmy do klasy od Obrony. Kiedy byliśmy na środku sali powiedziałem:
- Znasz zaklęcie. Spróbuj teraz wyczarować patronusa.
- Wiesz, że nie umiem - mruknął. - Expecto Patronum - powiedział, a z różdżki, którą wcześniej wyciągnął nic się nie wyłoniło.
Nie pojawiła się nawet mała mgiełka.
- Więcej wiary w siebie. Spróbuj jeszcze raz - uśmiechnąłem się pocieszająco.
Abraxas spróbował jeszcze raz, ale nic się nie stało.
- On wymaga ode mnie niemożliwego - powiedział załamy opierając się o najbliższą ławkę.
Zrozumiałem, że ''on'' to Rddle.
Usiadłem na jednej z ławek.
- Na pewno masz jakieś szczęśliwe wspomnienie - zacząłem. - Nie może być to pierwszy lot na miotle, czy dostanie listu z Hogwartu. Są one za słabe. Nie wiem.. Może pierwszy pocałunek z twoją pierwszą dziewczyną, albo coś co robiłeś z resztą i na samo wspomnienie robisz się szczęśliwy - uśmiechnąłem się lekko.
Malfoy chwilę nad czymś zastanawiał po wyprostował się i wyciągnął różdżkę przed siebie.
- Expecto Patronum - powiedział spokojnie.
Z różdżki wyłoniła się mała mgiełka.
- Brawo! - krzyknąłem. - Tylko musisz sobie przypomnieć silniejsze wspomnienie i się uda - uśmiechnąłem się szeroko.
Blondyn stał przez chwilę z opuszczoną różdżką po czym znowu ją uniósł i krzyknął:
- Expexto Patronum!
Z różdżki wyłonił się koń. Był to piękny patronus.
- Wow - szepnąłem.
- Udało się! - krzyknął. - Udało! Dzięki tobie!
- Nie ma za co - powiedziałem powoli.
Byłem z niego i siebie dumny.
Maja Samsung - Maju, Maju, Maju.. takie coś już w 5 rozdziale? To nie w moim stylu. Nie będzie tego także w tym rozdziale. Na takie coś możesz sobie poczekać dosyć długo.
Ania Kolimaga, Lauren - Po pierwsze. Lauren. Tak Tom jest biseksualny. Jeżeli się nie mylę będzie o tym w następnym rozdziale. Po drugie.. Na początku nie chciałam, żeby był to TomxAlbus, ale moje plany się zmieniły i tak będzie, ale spokojnie będzie to dopiero w.... no na pewno nie w najbliższych rozdziałach.
DeathDream - Cieszę się, że ci się spodobało i szczerze.. Nie spodziewałam się, że mój styl pisania jest taki hmm... jak to ujęłaś "oryginalny". Opowiadanie na 100% nie zostanie porzucone czy coś. Dobra ludzie! Po przeżytych *liczy* kilkunastu lub więcej prawie zawałach. Po wypiciu około miliona herbat. Po wielu godzinach przesłuchanej muzyki. Po wielu godzinach piszących w zeszycie. Po jęczeniu, bo boli mnie szyja. Po zniszczeniu krzesła. Po niesłuchaniu na lekcjach, bo się myślało o rozdziale. Po niewyspanych nocach. Po szantażu Maji (mojej czytelniczki). Po krótkiej żałobie. Po tańczeniu na siedząco do piosenek. Po śpiewaniu piosenek na głos. Po myśleniu cały dzień o rozdziale. Wreszcie jest! Gdyby nie nasza kochana Maja nie dokończyłabym go tak szybko. Nie mam za bardzo czasu, a ona uświadomiła mnie, że święta zbliżają się ogromnymi krokami, więc fajnie by było gdybym wstawiła rozdział. Akurat się trafiło, że nie miałam zadania domowego i zaczęłam bazgrać rozdział. Nie obiecuję, ale postaram się dodać świąteczny one-shot po 24 grudnia, ale nie obiecuję. Przepraszam też, że tak długo nic nie dodawałam, ale jak pisałam wyżej nie miałam czasu. Przepraszam też za wszystkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne.
PS. Tak wiem kawałek rozdziału całkowicie zepsułam :/
Poczułem, że ktoś szarpie moje ramię.
- Pobudka - usłyszałem wesoły głos.
Odwróciłem się w drugą stronę, ale to nic nie dało, bo zostałem mocno szarpany.
- Scorpius daj mi jeszcze z pięć minut - mruknąłem nie otwierając oczu.
Usłyszałem chichot.
- Severus wstawaj.
- Nie jestem Severus, jestem... ou - powiedziałem otwierając oczy po czym usiadłem na łóżku i zdałem sobie sprawę, że prawie się wygadałem.
- Jesteś kto? - zapytał głupio Lestrange.
- Sev. Jestem Sev - powiedziałem szybko. - Nie słyszeliście tego co powiedziałem wcześniej? - zapytałem z nadzieją w głosie.
- Nie. Wcale nic nie słyszeliśmy - powiedział Avery z wesołymi ognikami w oczach.
- Gadaj kto to jest Scorpius - zapytał Malfoy.
- Merlinie zachowujecie się gorzej niż dziewczyny... Scorpius to ktoś kto nie powinien was interesować - powiedziałem.
Była to prawda... Raczej...
- Jak nie chcesz mówić to nie mów - powiedział obronnie Orion. - Nie wiem co w nich dzisiaj wstąpiło.
- Diabeł - powiedział dramatycznym szeptem Abraxas. - Już jutro całkowicie nas nie poznacie. Będziemy czarni jak smoła, mieli czerwone oczy, rogi i ogon... - na końcu dodał więcej tajemniczości.
Spojrzałem na Blacka po czym wszyscy wybuchnęliśmy wszyscy śmiechem.
- A tak w ogóle to, która godzina? - zapytałem.
- 6.30 - powiedział Nott.
- Co?! Jest środek nocy.. Dlaczego mnie o tej porze obudziliście? - zapytałem.
- Mamy dzisiaj na wcześniejszą godzinę, ale kończymy też wcześniej.
- No tak.. Po pierwsze muszę się przyzwyczaić. Po drugie. Wolałbym wstać później i mieć do tej samej co zwykle. Po trzecie.. Pierwszą mamy transmutacje prawda? Zwolnicie mnie z niej? - spojrzałem na nich błagalnie.
- Nie zwolnimy cię. Musisz iść - powiedział Avery, a w jego oczach było coś niebezpiecznego.
Coś się stanie.
Jęknąłem. Zwlokłem się z łóżka i wyciągnąłem z kufra czarną koszulę oraz tego samego koloru jeansy. Szybko się w to przebrałem, zawiązałem krawat na szyi i narzuciłem na siebie szatę po czym wziąłem torbę.
- To idziemy? - zapytałem.
Nie czekając na odpowiedź ruszyłem do Wielkiej Sali. Po kilku minutach się tam znaleźliśmy. O tej porze na śniadaniu w poniedziałki zawsze są szóstoroczni ze Slytherinu i Gryffindoru, którzy mają z nami transmutacje. Oraz nieliczny uczniowie z innych domów, którzy postanowili zjeść wcześniej śniadanie.
Usiadłem na swoim miejscu przy stole Ślizgonów. Zacząłem lekko huśtać się na krześle. Posmarowałem sobie tosta dżemem i zacząłem go powoli rzuć. Spojrzałem na stół nauczycielski. Zmarszczyłem brwi. Nie było tam jednego nauczyciela. Profesora Dumbledore'a... Jasne często jest tak, że nauczyciele idą później na śniadanie, ale Dumbledore jest zawsze o tej godzinie. Nie przestając się huśtać odłożyłem tosta na talerz i spojrzałem na przyjaciół.
- Wiecie dlaczego nie ma Dumbledore'a? - zapytałem.
- To ty nie słyszałeś? - odezwała się Ellen Prince, która siedzi niedaleko. Ma czarne włosy spięte w wysoki kucyk oraz tego samego koloru oczy. - Dumbledore musiał gdzieś wczoraj wyjechać po obiedzie. Mamy zastępstwo z Riddlem - uśmiechnęła się lekko.
W ty momencie straciłem równowagę i razem z krzesłem poleciałem do tyłu na ziemię.
- Nic mi nie jest! - krzyknąłem wstają z ziemi i kiedy podniosłem krzesło usiadłem na nim.
- Żartujesz sobie prawda? - zapytałem.
- Przykro mi tym razem mówię całkowicie poważnie - powiedziała dziewczyna.
Jęknąłem. Położyłem głowę na stole.
- Byłem przygotowany na to, że mamy lekcje z Riddlem jutro, a nie dzisiaj.
- Wczoraj uczyłeś się do OPCM'u - zauważył Nott.
Poczułem zimne ręce na na moich ramionach. Przez mój kręgosłup przebiegł dreszcz.
- Dlaczego nie masz zamiaru iść na pierwszą lekcje? - zapytał zimy głos.. Riddle'a.
Po raz kolejny zadam to pytanie. Jak długo tu stoi i jak dużo słyszał.
Podniosłem głowę ze stołu.
- Nie jestem przygotowany - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Słyszałem, że uczyłeś się wczoraj do Obrony.
Czyli to słyszał. - To nie oznacza, że jestem przygotowany. Wręcz przeciwnie jestem nieprzygotowany, a tylko ja wiem w jakim stopniu, a nie mam zamiaru dzielić się tą wiedzą z innymi.
- Jesteś bardzo skomplikowaną osobą, Wilson.
- Jakbym tego nie wiedział - wzruszyłem ramionami po czym spojrzałem na chłopaków. - Wiedzieliście o tym prawda?
- No wiedzieliśmy, ale... - zaczął Nott.
- Cholera - przekląłem przerywając mu.
- Język Wilson - upomniał mnie Riddle, a ja sobie nic z tego nie zrobiłem.
- Czemu mi nie powiedzieliście? - zapytałem.
- Nie chciałbyś wstać...? - zaproponował Lestrange.
- Jesteś bardzo bystry wiesz? Bo przecież to ja was budziłem, a nie na odwrót - sarknąłem.
- Ja tam się cieszę, że nie musieliśmy cię brutalnie budzić - powiedział Avery.
- Gdybyście użyli siły budząc mnie to już dawno wylądowalibyście w Skrzydle Szpitalnym. Chociaż.. Należałoby wam się teraz, ale jest za dużo świadków... Wyżyje się na was na Obronie jak będą pojedynki - wyszczerzyłem się złośliwie.
- Jakie szczęście, że siedzisz z Malfoyem, a nie ze mną - Orion odetchnął z wyraźną ulgą.
- O jak fajnie! - krzyknąłem jak małe dziecko, które dostało wymarzoną zabawkę.
- Jestem twoim ulubionym kolegą z dormitorium. Nie zrobisz mi nic... Prawda? - zapytał Abraxas.
- Może. Zresztą jak wkurzysz mnie teraz to od razu wylądujesz w Skrzydle Szpitalnym - rozejrzałem się po sali. - Nadal tu pan stoi? - zwróciłem się do Riddle'a.
- Jak widać - powiedział chłodno.
- Nie słyszał pan tego. Prawda? - zapytałem.
- Skoro mówisz o tym, że zamierzasz wysłać swoich przyjaciół do szpitala to słyszałem.
- Jaka szkoda - mruknąłem.
Popatrzyłem znowu na kolegów.
- Wiecie.. - zacząłem. - Mogę się spóźnić na lekcję, bo muszę pójść do podręcznik, bo nie mam go teraz.
- Popatrz! - krzyknął Avery uśmiechając się szeroko. - Akurat wziąłem go ze sobą - dokończył wyciągając mój podręcznik ze swojej torby i podając mi go.
- Dzięki - mruknąłem. - Zrobiliście to specjalnie. Nie powiedzieliście, że mamy zastępstwo, bo
wiedzieliście, że nie będę chciał wstać z łóżka...
- No tak - przerwał Orion. - Było być wczoraj na obiedzie. A co do podręcznika to wiedzieliśmy, że jak pójdziesz po niego do dormitorium to byś z niego nie wrócił.
- Racja. Nie wróciłbym z niego, ponieważ nie chcę mieć lekcji, na której może być trochę sadystycznie czy coś..
- Sadystycznie to znaczy? - zapytał młody Lord.
On nadal tu stoi? - Jeżeli będą pojedynki ktoś na pewno trafi do Skrzydła Szpitalnego ze złamaną ręką czy coś takiego.
Poczułem jak Riddle zdejmuje dłonie z moich ramion przez co odetchnąłem z ulgą.
- Do mojego gabinetu, Wilson - warknął.
- Dlaczego? - zapytałem.
- Do gabinetu teraz - wysyczał przez zęby.
Powiedziałem chłopakom, że spotkamy się przed klasą. Nie odzywając się do Riddle'a ruszyłem za nim do jego gabinetu.
O co mu do jasnej cholery chodzi! Przecież nic takiego nie powiedziałem.. Prawda?
No oprócz tego, że nie mam zamiaru iść na lekcje. A czy nie powinien iść ktoś jeszcze do jego gabinetu... Tak dla bezpieczeństwa.. Gdyby próbował mnie zabić. Nie zauważyłem nawet jak staliśmy przed drzwiami do jego gabinetu. Przełykając ślinę wszedłem do niego za Riddlem.
- Dlaczego kazałeś mi tu przyjść? - zapytałem.
- Zauważyłem, że kultury nie masz wcale już dawno, więc nie musisz mi teraz też tego pokazywać - powiedział znudzony.
- To czego ode mnie chcesz? - zmieniłem temat.
- Prawdy.
- Czego?!
- Wiem, że kłamiesz. Wątpię, że jesteś tym za kogo się podajesz.
- Jestem Severusem! - krzyknąłem. - Zresztą co ty możesz o tym wiedzieć!
- Wiem, że wiesz o mnie więcej niż ja o tobie.
- Co ty wygadujesz! Nie wiem nic o tobie. Riddle!
Młody Czarny Pan zaczął iść w moją stronę ja zacząłem się cofać. Po kilku krokach uderzyłem plecami o ścianę. Riddle był dość blisko mnie. Oparł swoją prawą dłoń obok mojej głowy. Moje serce zaczęło bić szybciej, oceniłem swoje szanse na ucieczkę. Niestety były zerowe.
Przełknąłem ślinę.
- Przyznaj się - rozkazał.
- Do czego? - krzyknąłem. - Do tego, że twój wzrok cholernie mnie rozprasza?! Do tego, że kiedy mnie dotykasz ciarki mnie przechodzą i czuję jakbym miał nogi z waty?! Do tego, że twoja obecność mi przeszkadza? Do tego, że wiem o tym, że to twój bazyliszek zabił tą dziewczynę?!
Doskonale Albus! Brawo! Nie umiałeś trzymać języka za zębami? - C-co? Skąd o tym wiesz?! - po raz pierwszy tego dnia krzyknął.
Mam nadzieję, że jego gabinet jest wyciszony i nikt tego nie słyszy.. - Twoja wczorajsza reakcja wydała mi się podejrzana..
- Każdy nauczyciel by tak zareagował.
- Może i tak - powiedziałem. - Potem wystarczyło tylko poszperać w książkach i znalazłem, że jesteś potomkiem Slytherina.
Brawo dla mnie! Kłamstwo pierwsza klasa! Serio zanim wrócę do siebie to zostanę w tym mistrzem. - Ja nie chciałem zabić tej dziewczyny!
- Jasne - mruknąłem. - Mogę już iść? - zapytałem i nie czekając na odpowiedź wyszedłem z gabinetu po czym skierowałem się do klasy.
Kiedy dotarłem po klasę zauważyłem już wszystkich tam zgromadzonych. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę gum do żucia. Wyciągnąłem jedną i zacząłem żuć, a paczkę schowałem w kieszeni.
Zauważyłem jak Abraxas do mnie macha co na pewno znaczyło "Chodź tutaj". Uśmiechnąłem się i podszedłem do nich.
- Po co kazał ci pójść do gabinetu? - zapytał od razu blondyn.
Szczerze to sam nie wiem.
- Nie ważne.
- O czym rozmawialiście? - dopytywał Malfoy.
No myśl. Co im powiesz? Przecież nie prawdę.
- O ostatnim zadaniu domowym - wzruszyłem ramionami.
Dziesięć punktów dla Pottera! Pięknie wybrnął z sytuacji. Po niecałych dziesięciu minutach, które przegadałem z chłopakami przyszedł Riddle. Wszedł pierwszy do kwstalasy, a my i Gryfoni za nim. Usiedliśmy tak jak na każdej lekcji z lwami czyli każdy dom usiadł po swojej połowie. Ja miałem "szczęście", że siedziałem z Abraxasem w pierwszej ławce. Plusy tego były takie, że nie na przeciw Riddle'a.
- Oby dwa domy mają ten sam temat, ale przypomnimy sobie patronusy - zaczął Riddle. - Tak jak mówił Wilson na pierwszej lekcji w SLytherinie o patronusach jest to rodzaj pozytywnej siły - czarnowłosy nie mówił nic przez chwilę po czym chytrze się uśmiechnął. - Wilson - powiedział nagle.
- Tsa - spojrzałem na niego znudzonym wzrokiem.
- Powiedz to co mówiłeś na pierwszej lekcji o patronusach.
Serio Tom myślisz, że powiem ci, że nie umiem, ale nie pamiętam? Otóż mylisz się.
- Patronus to rodzaj pozytywnej siły - zacząłem z satysfakcją starając się patrzeć w oczy przyszłego Lorda. - Dla tych co go wyczaruje stanowi rodzaj strażnika, pewnej tarczy między nim, a dementorem. Żeby zadziałało trzeba przywołać wspomnienie nie byle jakie, ale bardzo szczęśliwe niosące wielką moc. Jest to zaawansowana magia, więc nawet dorosłemu czarodziejowi nie udaje się wyczarować w pełni sprawnego patronusa czyli patronusa cielesnego. Większości na początku nie udaję się nawet mała mgiełka, która mogłaby pokonać jednego dementora. Mam teraz wstać i pokazać mojego patronusa? - spytałem.
- Nie trzeba. Za tydzień będzie test praktyczny - odpowiedział na moje pytanie.
Wzruszyłem ramionami, oparłem głowę o rękę i zacząłem patrzyć w tablicę.
- Tak jak mówił Wilson zaklęcie patronusa to zaawansowana magia dlatego nie zdziwiłem się, że większość z was na pierwszej lekcji nie umiała go wyczarować . Jednak na teście praktycznym mam nadzieje, że każdy z was będzie umiał go wyczarować, bo ocena z patronusa będzie liczona do oceny końcowej.
Zerknąłem na Abraxasa, który zrobił się biały jak papier. Był on jednym z nielicznych, któremu jeszcze nie wychodził patronus. Trzeba będzie przygotować się na to, że będzie mnie prosił, żebym mu pomógł go wyczarować.
Lekcja minęła bardzo szybko. Riddle cały czas mówił o patronusach i co jakiś czas prosił kogoś kto by coś dopowiedział. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę razem z Abraxasem wzięliśmy swoje torby i chcieliśmy dołączyć do reszty współlokatorów, gdy Riddle powiedział:
- Nott, Avery, Black, Lestrange, Malfoy i Wilson do mnie.
Spojrzeliśmy po sobie z szokiem na twarzy. Żaden z nas nie wiedział o co chodzi. Odwróciliśmy się i podeszliśmy do biurka. Chciałem coś powiedzieć, ale wyprzedził mnie Nott:
- Coś się stało profesorze? - zapytał.
Riddle spojrzał na każdego z nas, a wzrok zatrzymał na mnie i powiedział:
- Możesz mi powiedzieć Wilson, dlaczego żułeś całą lekcję gumę?
Serio? Zwracasz mi teraz na to uwagę. Serio teraz? Przewróciłem oczami.
- Wie pan. Chcę mieć świeży oddech, a świeży oddech się przydaję. Dajmy przykład.. gdybym miał się z kimś niespodziewanie całować. Nie byłby to przyjemny pocałunek gdybym nie miał świeżego oddechu.
- Niespodziewany pocałunek... Ma pan na myśli całowanie się ze współlokatorem, Wilson? - spytał Riddle.
Zmarszczyłem brwi.
O co mu chodzi... No tak mogła mu donieść osoba, która nas widziała, ale... Coś mi tu nie gra.
- O co panu chodzi? - spytałem powoli.
- Powiem szybko. Widziałem jak w sobotę lataliście na miotłach w połowie drogi na boisko quidditcha usłyszałem krzyki i jak byłem dosyć blisko zobaczyłem pana Malfoya całującego się z panem Wilsonem. Za pewne nie mieliście zezwolenia na korzystanie z boiska prawda?
- No tak, ale... - zaczął Orion, ale Riddle mu przerwał:
- No właśnie. Tym razem nie odejmę wam punktów ani nie dostaniecie szlabanu. Jeśli to się powtórzy dostaniecie miesięczny szlaban. A teraz idźcie na lekcję bo się spóźnicie.
Odwróciliśmy się i nie obracając się za siebie szybko wyszliśmy z klasy.
- Dzisiaj rano prosił mnie do gabinetu i mi tego nie powiedział! - krzyknąłem na cały korytarz.
- Ale szczęście w nieszczęściu - mruknąłem.
- Chciał, żeby cała klasa myślała czemu nas wzywa - powiedział po chwilowej ciszy Lestrange.
- Jaki ty bystry - podsumował Orion.
W ciszy poszliśmy na zaklęcia.
Wreszcie ostatnia lekcja - eliksiry! Ziewając wyszedłem z klasy profesora Binnsa. Na pewno bym zasnął, ale Malfoy co chwilę trącał mnie łokciem, żebym nie spał tylko pisał notatki. Poszłem do lochów pod klasę do i usiadałem pod ścianę przy drzwiach. Wyciągnąłem z torby podręcznik do eliksirów i ziewając zacząłem czytać ostatni temat jaki mieliśmy. Lepiej pamiętać co mieliśmy na ostatniej lekcji, gdyby Slughorn nie miał humoru i zacząłby każdego pytać.
- Jest i nasz kujon - usłyszałem wesoły głos Avery'ego.
- Nie jestem kujonem - powiedziałem po czym ziewnąłem zasłaniając usta dłonią.
- Ktoś tu się nie wyspał - zachichotał Nott.
- Zgadnij przez kogo - mruknąłem wstając z zimnej podłogi.
- Tylko nie zaśnij na eliksirach, bo dodasz nie ten składnik co trzeba i będzie katastrofa - powiedział Lestrange.
- Wtedy pójdę do Skrzydła Szpitalnego i tam mi dadzą spać - wzruszyłem ramionami.
- Jesteś tego aż taki pewien? - zapytał Orion.
- Wiesz.. Mi wszystko jedno byleby znaleźć się już w łóżku pod ciepłą kołderką i móc zasnąć - powiedziałem. - A tak w ogóle gdzie byliście? - spytałem.
- Nigdzie - Abraxas wzruszył ramionami. - Rozmawialiśmy sobie.
- Okey - powiedziałem uśmiechając się lekko.
- Severusie - zaczął blondyn.
- Tak?
- Mógłbyś mnie nauczyć zaklęcia patronusa? Ty to umiesz, a mi nie wychodzi. Dodatkowo Riddle powiedział, że za tydzień będzie test praktyczny. I chyba to zaklęcie dosyć wysoko oceniane, a ocena będzie miała wpływ na ocenę roczną.. - Malfoy zaczął szybko mówić.
- Jasne nauczę cię do wtorku - uśmiechnąłem się. - Zaczniemy od dzisiaj. O piętnastej pójdziemy do jakiejś sali.
Zadzwonił dzwonek oznaczający koniec przerwy. Profesor Slughorn wyszedł z klasy i zaprosił uczniów, żeby do niej weszli. Przyznam szczerze. Jest to jedyny nauczyciel, który nie spóźnia się na swoje własne lekcje. Chociaż z tego co słyszałem jak Riddle jest zły też nie spóźnia się na lekcje. Wszedłem do klasy i usiadłem w ostatniej ławce razem z Orionem i Nottem. Eliksiry mamy z Krukonami. Jasne są mądrzy, ale czasem nie pokazują tego.
- Witam wszystkich. Dzisiaj przygotujemy Wywar Żywej Śmierci. Macie na to czterdzieści minut. Otwórzcie podręczniki i do roboty - powiedział, usiadł na krześle za biurkiem i zaczął czytać Proroka Codziennego.
Otworzyłem spis treści w podręczniku po czym otworzyłem stronę z danym eliksirem. Przygotowałem składniki i kociołek. Przeczytałem kilka razy przepis i coś mi się przypomniało.
Profesor Manson mówiła, że w książce nie wszystkie przepisy eliksirów są dobre. Dlatego kazała nam je poprawiać.
Spojrzałem na książce. Jest to ta sama, którą miałem w moim czasie.
Próbując przypomnieć sobie dobry przepis na ten eliksir przygryzłem w skupieniu wargę.
Wycierając spocone czoło pod koniec lekcji jako jedyny miałem dobrze zrobiony eliksir. Przecież ten eliksir musi być czarny, a nie jak granatowy jak ma większość czy nawet różowy.
Profesor Slughorn chodził po klasie o sprawdzał każdy kociołek. Po czym mruczał coś niezrozumiałego pod nosem i kręcił głową. Kiedy znalazł się przy ławce, w której siedzę połknąłem ślinę.
- Doskonale Severusie! Jako jedyny zrobiłeś dobrze eliksir. Jedna kropla mogłaby zabić każdego z nas. Dostajesz Wybitny i piętnaście punktów dla swojego domu. Dlatego, że dobrze przyrządziłeś wywar - uśmiechnął się lekko.
Zadzwonił dzwonek na przerwę.
- Jak ty to zrobiłeś? - zapytał Orion kiedy szliśmy do Wielkiej sali na obiad.
- Skąd mam to wiedzieć - mruknąłem wzruszając przy tym ramionami.
- Zrobiłeś jako jedyny dobrze! JEDYNY! - krzyknął Nott.
- To znaczy, że każdy kto był na lekcji źle coś przeczytał - uśmiechnąłem się lekko wchodząc do Wielkiej Sali.
Kiedy tylko się w niej znalazłem mój brzuch zaczął wołać o jedzenie głośno burcząc. Współlokatorzy spojrzeli na mnie, a ja z uśmiechem powiedziałem:
- Wczoraj nie jadłem obiadu ani kolacji. Dzisiaj na śniadanie prawie nic nie zjadłem. To cud, że jeszcze na nogach stoję.
Poszedłem do stołu Slytherinu i usiadłem na swoim miejscu. Nie patrząc na to co jest wokół mnie nakładałem wszystkiego po kolei na talerz. Sam nie wiedziałem co jem i jakoś szczególnie się tym nie interesowałem.
Było przed 15.00. Już dawno zrobiłem zadanie, więc teraz czytałem książkę w pokoju wspólnym. Czekaj, stop! Próbowałem. Zazwyczaj cichy pokój wspólny był dzisiaj głośny tak bardzo, że nie dało się tu skupić. Podejrzewam, że dodano czegoś do jedzenia. Teraz to marzyłem tylko o łóżku.. Ciepłym łóżku w cichym dormitorium..
- Idę spać - mruknąłem ziewając po czym zamknąłem książkę.
Trzymałem ja w ręku kiedy wstawałem z kanapy.
- O nie mój panie - usłyszałem głos Malfoya, który złapał mnie za nadgarstek i odwrócił twarzą do siebie. - Miałeś mnie uczyć zaklęcia patronusa.
Jęknąłem.
- Zupełnie o tym zapomniałem - położyłem książkę na stoliku. - To chodźmy teraz. Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy.
Wyszedłem z Abraxasem z pokoju wspólnego i poszliśmy do klasy od Obrony. Kiedy byliśmy na środku sali powiedziałem:
- Znasz zaklęcie. Spróbuj teraz wyczarować patronusa.
- Wiesz, że nie umiem - mruknął. - Expecto Patronum - powiedział, a z różdżki, którą wcześniej wyciągnął nic się nie wyłoniło.
Nie pojawiła się nawet mała mgiełka.
- Więcej wiary w siebie. Spróbuj jeszcze raz - uśmiechnąłem się pocieszająco.
Abraxas spróbował jeszcze raz, ale nic się nie stało.
- On wymaga ode mnie niemożliwego - powiedział załamy opierając się o najbliższą ławkę.
Zrozumiałem, że ''on'' to Rddle.
Usiadłem na jednej z ławek.
- Na pewno masz jakieś szczęśliwe wspomnienie - zacząłem. - Nie może być to pierwszy lot na miotle, czy dostanie listu z Hogwartu. Są one za słabe. Nie wiem.. Może pierwszy pocałunek z twoją pierwszą dziewczyną, albo coś co robiłeś z resztą i na samo wspomnienie robisz się szczęśliwy - uśmiechnąłem się lekko.
Malfoy chwilę nad czymś zastanawiał po wyprostował się i wyciągnął różdżkę przed siebie.
- Expecto Patronum - powiedział spokojnie.
Z różdżki wyłoniła się mała mgiełka.
- Brawo! - krzyknąłem. - Tylko musisz sobie przypomnieć silniejsze wspomnienie i się uda - uśmiechnąłem się szeroko.
Blondyn stał przez chwilę z opuszczoną różdżką po czym znowu ją uniósł i krzyknął:
- Expexto Patronum!
Z różdżki wyłonił się koń. Był to piękny patronus.
- Wow - szepnąłem.
- Udało się! - krzyknął. - Udało! Dzięki tobie!
- Nie ma za co - powiedziałem powoli.
Byłem z niego i siebie dumny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
