Hej. Wiem, że wielu z was spodziewało się nowego rozdziału, ale niestety was zawiodę.
Mam nadzieję, że się nie zniechęcisz i przeczytasz do końca. Zostałeś? To dobrze.
Po pierwsze bardzo przepraszam, że nie dodałam rozdziału, ale w wakacje chciałam trochę nadrobić z czytaniem książek i oglądaniem serialu.
Po drugie. Jak większość w wakacje gdzieś wyjeżdżam, a ja wyjeżdżam już jutro. Teoretycznie mogłabym wstawić już rozdział, ale nie jest dokończony i dopracowany. Napisany jest w większej połowie, a naprawdę bardzo się staram, żeby ten rozdział był długi i się wam spodobał.
Z moich wakacji wrócę około 19 sierpnia, więc gdzieś tak po tym dniu wyczekujcie rozdziału. Oczywiście postaram się dodać go wcześniej, ale niczego nie obiecuję.
Jak już pisałam muszę go dokończyć i dopracować. Chcę wam wynagrodzić tyle dni bez rozdziału. Chcę, żeby ten rozdział był naprawdę długi, aby wynagrodzić wam te ostatnie krótkie rozdziały.
Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Życzę miło spędzonych wakacji.
Isia xx
wtorek, 26 lipca 2016
sobota, 9 lipca 2016
Rozdział XII - Szlaban u Riddle'a
Brak komentarzy:
Autor:
Unknown
Reszta miesiąca szybko zleciała. Chociaż każdy pamiętał doskonały mecz quidditch'a, w którym Ślizgoni wygrali, to i tak każdy był zajęty przygotowaniem się do nocy duchów.
Wszyscy w szkole mówią, że w tym roku grono pedagogiczne zorganizowało bal, a osoba, która się na niego wybiera musi być za coś/kogoś przebrana.
Niestety to już dzisiaj i każdy wczoraj kupował przebranie w hogsmage. Każdy oprócz mnie. Na początku tygodnia razem ze współlokatorami zrobiliśmy kawał Puchonom na Obronie i MI się oberwało, bo Riddle zauważył tylko mnie. Codziennie przed kolacją musiałem iść do gabinetu Riddle'a i odrabiać karę pod jego czujnym okiem. Przez ten tydzień ani razu nie zjadłem kolacji w Wielkiej Sali - zawsze szedłem do kuchni kiedy odrobiłem karę. Za pierwszym razem kiedy przyszedłem odrabiać karę Riddle kazał mi posprzątać swój gabinet. Drugiego dnia kazał wysprzątać swoją łazienkę. Potem było już z górki segregowałem kartotekę z karami. Każdą kartę, w której atrament wyblakł lub została w jakimś stopniu została uszkodzona musiałem przepisywać.
Robiłem to już od półtorej godziny w tym czasie moi znajomi doskonale bawili się na balu Halloweenowym. Kiedy sprzątałem gabinet lub łazienkę Riddle'a siedziałem tu tak długo dopóki nie skończyłem swojej roboty. Pamiętam, że jak sprzątałem gabinet Riddle'a wróciłem do dormitorium grubo po pierwszej w nocy, a następnego dnia wyglądałbym jak zombie, gdyby nie zaklęcie glamour, ale jestem pewny, że zachowywałem się jak zombie.
Kiedy segreguje kartotekę Riddle wypuszcza mnie po trzech ewentualnie trzech i pół godzinach.
Spojrzałem na Toma.
Wyglądał na dwadzieścia pięć lat, może mniej. Ma orzechowe oczy, jasną karnacje oraz czarne rozczochrane włosy, które kontrastowały się z karnacją mężczyzny. Zauważyłem też, że Riddle jest umięśniony w odpowiednich miejscach, a koszula, którą teraz na sobie miał przylegała do niego i pokazywała jak bardzo ma umięśnioną klatkę piersiową. Jego nogi też były umięśnione, co zawsze było widać jak miał na sobie spodnie, które przylegały do nich. W dłoniach ze zwinnymi palcami zwykle trzymał różdżkę lub książkę, a teraz czarnowłosy sprawdzał wypracowania, więc w prawej ręce trzymał pióro. Z twarzy ściągnął maskę i było widać, że jest całkowicie skupiony na swojej pracy. Przez ciężkie rysy twarzy nie mógł był arystokratą, ale i tak wyglądał olśniewająco. Długie rzęsy rzucały cień na jego policzkach. Dolna warga jego ust była pełna, a górna nie całkiem.
Usta same prosiły się o pocałunek. W tym momencie miałem ochotę podejść do niego i po prostu go pocałować - dowiedzieć się czym smakują jego usta oraz czym pachnie jego skóra lub ubrania. Chciałem się dowiedzieć też jak bardzo Riddle jest doświadczony w pocałunkach.
- Wszystko w porządku, Severusie? - zapytał przyszły Czarny Pan, który zauważył, że się w niego wpatruje.
Ocknąłem się ze swoich myśli i zarumieniłem się lekko.
- Tak profesorze - wymamrotałem od razu kierując wzrok na pergamin.
W tym momencie byłem pewny, że moje policzki są koloru dojrzałych pomidorów.
O Bogowie! Właśnie oceniałem przyszłego mordercę jako potencjalnego kochanka! Na Boga chciałem go pocałować? Co się ze mną dzieję? Powinni już znaleźć dla mnie miejsce w Mungu.
Czekaj! Stop! On powiedział do mnie po imieniu! Co się dzieję z tym światem dzisiaj?
Po następnej półtorej godziny spokojnie mogłem iść do dormitorium.
Wszyscy w szkole mówią, że w tym roku grono pedagogiczne zorganizowało bal, a osoba, która się na niego wybiera musi być za coś/kogoś przebrana.
Niestety to już dzisiaj i każdy wczoraj kupował przebranie w hogsmage. Każdy oprócz mnie. Na początku tygodnia razem ze współlokatorami zrobiliśmy kawał Puchonom na Obronie i MI się oberwało, bo Riddle zauważył tylko mnie. Codziennie przed kolacją musiałem iść do gabinetu Riddle'a i odrabiać karę pod jego czujnym okiem. Przez ten tydzień ani razu nie zjadłem kolacji w Wielkiej Sali - zawsze szedłem do kuchni kiedy odrobiłem karę. Za pierwszym razem kiedy przyszedłem odrabiać karę Riddle kazał mi posprzątać swój gabinet. Drugiego dnia kazał wysprzątać swoją łazienkę. Potem było już z górki segregowałem kartotekę z karami. Każdą kartę, w której atrament wyblakł lub została w jakimś stopniu została uszkodzona musiałem przepisywać.
Robiłem to już od półtorej godziny w tym czasie moi znajomi doskonale bawili się na balu Halloweenowym. Kiedy sprzątałem gabinet lub łazienkę Riddle'a siedziałem tu tak długo dopóki nie skończyłem swojej roboty. Pamiętam, że jak sprzątałem gabinet Riddle'a wróciłem do dormitorium grubo po pierwszej w nocy, a następnego dnia wyglądałbym jak zombie, gdyby nie zaklęcie glamour, ale jestem pewny, że zachowywałem się jak zombie.
Kiedy segreguje kartotekę Riddle wypuszcza mnie po trzech ewentualnie trzech i pół godzinach.
Spojrzałem na Toma.
Wyglądał na dwadzieścia pięć lat, może mniej. Ma orzechowe oczy, jasną karnacje oraz czarne rozczochrane włosy, które kontrastowały się z karnacją mężczyzny. Zauważyłem też, że Riddle jest umięśniony w odpowiednich miejscach, a koszula, którą teraz na sobie miał przylegała do niego i pokazywała jak bardzo ma umięśnioną klatkę piersiową. Jego nogi też były umięśnione, co zawsze było widać jak miał na sobie spodnie, które przylegały do nich. W dłoniach ze zwinnymi palcami zwykle trzymał różdżkę lub książkę, a teraz czarnowłosy sprawdzał wypracowania, więc w prawej ręce trzymał pióro. Z twarzy ściągnął maskę i było widać, że jest całkowicie skupiony na swojej pracy. Przez ciężkie rysy twarzy nie mógł był arystokratą, ale i tak wyglądał olśniewająco. Długie rzęsy rzucały cień na jego policzkach. Dolna warga jego ust była pełna, a górna nie całkiem.
Usta same prosiły się o pocałunek. W tym momencie miałem ochotę podejść do niego i po prostu go pocałować - dowiedzieć się czym smakują jego usta oraz czym pachnie jego skóra lub ubrania. Chciałem się dowiedzieć też jak bardzo Riddle jest doświadczony w pocałunkach.
- Wszystko w porządku, Severusie? - zapytał przyszły Czarny Pan, który zauważył, że się w niego wpatruje.
Ocknąłem się ze swoich myśli i zarumieniłem się lekko.
- Tak profesorze - wymamrotałem od razu kierując wzrok na pergamin.
W tym momencie byłem pewny, że moje policzki są koloru dojrzałych pomidorów.
O Bogowie! Właśnie oceniałem przyszłego mordercę jako potencjalnego kochanka! Na Boga chciałem go pocałować? Co się ze mną dzieję? Powinni już znaleźć dla mnie miejsce w Mungu.
Czekaj! Stop! On powiedział do mnie po imieniu! Co się dzieję z tym światem dzisiaj?
Po następnej półtorej godziny spokojnie mogłem iść do dormitorium.
piątek, 10 czerwca 2016
Rozdział XI - Ślizgoni wygrali!
Brak komentarzy:
Autor:
Unknown
Teraz żałuję, że zgodziłem się na granie w tym meczu. Co ja sobie wtedy myślałem!
Na Merlina stresuję się bardziej niż jak miałem zagrać mój pierwszy mecz w karierze szkolnej.
Przecież to tylko zwykły mecz, prawda? No może nie zwykły, bo będę grał z pradziadkami moich znajomych, z czego w moim czasie większość już umarła. Z przyczyn naturalnych lub nie. Dodatkowo na widowni będzie przyszły morderca. Nie no to jest super pocieszenie. Chyba wolałbym być jeszcze w Skrzydle Szpitalnym. Na Merlina, co się ze mną dzieję, że wolałbym leżeć w szpitalu niż grać? Nie no serio mówię zabijcie mnie. Niepotrzebnie się zgadzałem, ale co poradzić? Zabiliby mnie jakbym nie zagrał. Może wtedy szybciej wróciłbym do mojego czasu? Teraz serio wolałbym być w moim prawdziwym czasie niż siedzieć w tym z mega ważną misją, której nie wiem jak zrobić. Cholera.
Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie uśmiechniętego Scorpiusa. Jego blond włosy były roztrzepane we wszystkie strony, a jak się uśmiechał w lewym policzku miał dołeczek. Jego lewy profil był zdecydowanie lepszy od prawego. W szaro-niebieskich oczach było widać iskierki radości, a alabastrowa skóra odznaczała się od ciemnego szkolnego mundurka.
Uspokoiłem się. Czasem miałem tak jak teraz, że zaczynałem panikować przed meczem lub jakąś inną rzeczą. Ostatni raz spanikowałem przed Balem Bożonarodzeniowym, który zorganizowała szkoła. Lecz zawsze jak zaczynałem panikować Scorpius był przy mnie i pomagał mi się uspokoić.
Otworzyłem oczy.
Siedziałem w szatni Ślizgonów. Każdy był już przebrany i czekał na mecz. Wczoraj chłopcy wbili mi do głowy całą taktykę swojego domu. Ze zdenerwowania zacząłem tupać nogą. Przeczesałem swoje włosy, a potem zacząłem bawić się palcami.
Mam nadzieję, że wygramy.
***
Każdy teraz śpieszył się na mecz Ślizgoni vs Gryfoni. Oczywiście miałem nadzieję, że wygrają Ślizgoni.
Kiedy chodziłem do Hogwartu nie uczestniczyłem w meczach quidditch'a. Za bardzo nie lubiłem ani grać w ta grę, ani oglądać jak przebiega mecz. Wtedy zawsze zaszywałem się w bibliotece, pokoju wspólnym ewentualnie dormitorium i robiłem zadania domowe lub się uczyłem.
Tym razem było inaczej. Malfoy zadeklarował mi, że zamiast ich szukającego zagra Wilson, który podobno dobrze gra. Chciałem tylko zobaczyć jak gra to nic takiego, prawda?
Ostatnio zauważyłem, że dosyć często moje myśli zajmuje Severus, ale to całkowicie normalne. Chcę tylko poznać jego tajemnicę, którą bardzo dobrze ukrywa. Przecież pojawił się w połowie października praktycznie z nikąd i już stał się pupilkiem większości nauczycielów.
Idąc na mecz omijałem uśmiechnięte dzieciaki. Zaczynając od pierwszorocznych kończąc na siódmorocznych. Krukoni i Puchoni na pewno jak zawsze kiedy gra Slytherin przeciwko Gryffindorowi kibicuje Gryfonom.
Poszedłem na trybuny nauczycieli akurat wtedy kiedy zaczynał się mecz.
Teoretycznie nie znałem się na quidditchu, ale było widać, że Severus potrafi grać. Nie szukał kłopotów i rozglądał się w poszukiwaniu złotego znicza. Od czasu do czasu jak Ślizgoni zdobyli punkty dał upust swojej radości. Na razie Slytherin wygrywał.
Wreszcie można było zauważyć, że Severus ujrzał złoty znicz. Jak zaczął lecieć w jego stronę, Potter szukający Gryffindoru poleciał za nim. Znicz leciał prosto do ziemi, a chłopcy byli bardzo blisko niej. Każdy na trybunach bał się, że chłopcom coś się stanie. Potter w końcu wyhamował, bo bał się niżej lecieć, a Severus poleciał i bardzo blisko ziemi zahamował. Lecąc bardzo blisko ziemi mógł spokojnie złapać złotego znicza, ale nie potrafił. Dał, więc nogi na miotle i stanął na niej, po czym zrobił salto w powietrzu, łapiąc przy okazji znicz.
Było słychać ogromny wrzask.
Ślizgoni wygrali.
Na Merlina stresuję się bardziej niż jak miałem zagrać mój pierwszy mecz w karierze szkolnej.
Przecież to tylko zwykły mecz, prawda? No może nie zwykły, bo będę grał z pradziadkami moich znajomych, z czego w moim czasie większość już umarła. Z przyczyn naturalnych lub nie. Dodatkowo na widowni będzie przyszły morderca. Nie no to jest super pocieszenie. Chyba wolałbym być jeszcze w Skrzydle Szpitalnym. Na Merlina, co się ze mną dzieję, że wolałbym leżeć w szpitalu niż grać? Nie no serio mówię zabijcie mnie. Niepotrzebnie się zgadzałem, ale co poradzić? Zabiliby mnie jakbym nie zagrał. Może wtedy szybciej wróciłbym do mojego czasu? Teraz serio wolałbym być w moim prawdziwym czasie niż siedzieć w tym z mega ważną misją, której nie wiem jak zrobić. Cholera.
Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie uśmiechniętego Scorpiusa. Jego blond włosy były roztrzepane we wszystkie strony, a jak się uśmiechał w lewym policzku miał dołeczek. Jego lewy profil był zdecydowanie lepszy od prawego. W szaro-niebieskich oczach było widać iskierki radości, a alabastrowa skóra odznaczała się od ciemnego szkolnego mundurka.
Uspokoiłem się. Czasem miałem tak jak teraz, że zaczynałem panikować przed meczem lub jakąś inną rzeczą. Ostatni raz spanikowałem przed Balem Bożonarodzeniowym, który zorganizowała szkoła. Lecz zawsze jak zaczynałem panikować Scorpius był przy mnie i pomagał mi się uspokoić.
Otworzyłem oczy.
Siedziałem w szatni Ślizgonów. Każdy był już przebrany i czekał na mecz. Wczoraj chłopcy wbili mi do głowy całą taktykę swojego domu. Ze zdenerwowania zacząłem tupać nogą. Przeczesałem swoje włosy, a potem zacząłem bawić się palcami.
Mam nadzieję, że wygramy.
***
Każdy teraz śpieszył się na mecz Ślizgoni vs Gryfoni. Oczywiście miałem nadzieję, że wygrają Ślizgoni.
Kiedy chodziłem do Hogwartu nie uczestniczyłem w meczach quidditch'a. Za bardzo nie lubiłem ani grać w ta grę, ani oglądać jak przebiega mecz. Wtedy zawsze zaszywałem się w bibliotece, pokoju wspólnym ewentualnie dormitorium i robiłem zadania domowe lub się uczyłem.
Tym razem było inaczej. Malfoy zadeklarował mi, że zamiast ich szukającego zagra Wilson, który podobno dobrze gra. Chciałem tylko zobaczyć jak gra to nic takiego, prawda?
Ostatnio zauważyłem, że dosyć często moje myśli zajmuje Severus, ale to całkowicie normalne. Chcę tylko poznać jego tajemnicę, którą bardzo dobrze ukrywa. Przecież pojawił się w połowie października praktycznie z nikąd i już stał się pupilkiem większości nauczycielów.
Idąc na mecz omijałem uśmiechnięte dzieciaki. Zaczynając od pierwszorocznych kończąc na siódmorocznych. Krukoni i Puchoni na pewno jak zawsze kiedy gra Slytherin przeciwko Gryffindorowi kibicuje Gryfonom.
Poszedłem na trybuny nauczycieli akurat wtedy kiedy zaczynał się mecz.
Teoretycznie nie znałem się na quidditchu, ale było widać, że Severus potrafi grać. Nie szukał kłopotów i rozglądał się w poszukiwaniu złotego znicza. Od czasu do czasu jak Ślizgoni zdobyli punkty dał upust swojej radości. Na razie Slytherin wygrywał.
Wreszcie można było zauważyć, że Severus ujrzał złoty znicz. Jak zaczął lecieć w jego stronę, Potter szukający Gryffindoru poleciał za nim. Znicz leciał prosto do ziemi, a chłopcy byli bardzo blisko niej. Każdy na trybunach bał się, że chłopcom coś się stanie. Potter w końcu wyhamował, bo bał się niżej lecieć, a Severus poleciał i bardzo blisko ziemi zahamował. Lecąc bardzo blisko ziemi mógł spokojnie złapać złotego znicza, ale nie potrafił. Dał, więc nogi na miotle i stanął na niej, po czym zrobił salto w powietrzu, łapiąc przy okazji znicz.
Było słychać ogromny wrzask.
Ślizgoni wygrali.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Rozdział X - Wyjście ze Skrzydła Szpitalnego
1 komentarz:
Autor:
Unknown
Tamtamtamdaaa!! Dzisiaj rozdział. Znowu jest krótki, ale ważne, że jest rozdział, prawda?
Zastanawiam się, czy właśnie nie zrobić tak, że będę pisała krótsze rozdziały, ale częściej.
Napisałabym oczywiście rozdział wcześniej, ale miałam problemy z internetem u mnie w pokoju, a komputer mam w salonie, a jakoś nie lubię pisać, jak ktoś się patrzy, co robię.
Dodatkowo urodziny mnie przytłoczyły. Chciałam w nie napisać rozdział, ale koleżanka wyciągnęła mnie na dwór.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, postaram się je wyłapać w wolnym czasie.
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, miłego czytania :*
-------
Kolejny tydzień przeleżałem w skrzydle szpitalnym. Abraxas, Lestrange, Orion, Avery i Nott codziennie do mnie przychodzili i dawali mi zadania domowe oraz notatki z lekcji, żebym wszystko uzupełnił.
Orion był u mnie prawie cały czas, bo jako jedyny nie grał w quidditch'a i nie musiał trenować dzień, w dzień.
Zbliżał się mecz Ślizgoni przeciwko Gryfonom, więc chłopcy musieli cały czas trenować. Każdy wie, że to oni chcieli wygrać.
Wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że dzisiaj na kolację będę już mógł wrócić do dormitorium.
Teraz jestem sam i piszę esej na transmutacje. Abraxas, Lestrange, Avery i Nott mieli teraz trening, a Black robił jakieś super ważne zadanie w bibliotece.
Czułem się samotny. Bardziej samotny niż jak pierwszy dzień miałem tutaj spędzić. Przyzwyczaiłem się już, że jestem z nimi prawie zawsze, że jestem w tym czasie i mam zrobić mega ważną misję, za którą się nie potrafię wziąć. Prawda jest taka, że czasem potrzebuję samotności i mogę siedzieć sam w jakimś miejscu nawet kilka godzin, ale aktualnie chciałbym rozmawiać ze współlokatorami, a nie siedzieć w łóżku w skrzydle szpitalnym i pisać esej na transmutacje. Pergamin leżał na pościeli, na nim leżało pióro. Książkę miałem na kolanach szukając odpowiednich rzeczy, o których miałem pisać. Niestety nic nie znalazłem i chociaż miałem już jedną stronę zapełnioną było za mało. Trzeba było co najmniej dwie. Warknąłem zirytowany i rzuciłem książką tak, że odbiła się od ściany naprzeciw mnie. Potrzebuje jakiejś książki z biblioteki która mi pomoże, ale oczywiście nie mogę wyjść.
Westchnąłem i powoli wyszedłem z łóżka tylko po to, żeby podnieść książkę z podłogi.
Czuję się tutaj jak w klatce. Nie dość, że nienawidzę przebywać w tym miejscu, to jeszcze muszę dłużej niż bym chciał.
Wreszcie mogłem wyjść ze skrzydła szpitalnego. Oczywiście cały ten dzisiejszy czas spędziłem nad transmutacją i jestem pewny, że mam jej dość na jakieś trzy miesiące.
Chłopcy dzisiaj nie przyszli do mnie, przez co jeszcze bardziej świrowałem.
Idąc do Wielkiej Sali czułem się wolny jakbym był ptakiem zamkniętym w klatce na wiele dni, a nagle mnie z niej wypuszczają. Szedłem całą drogę z uśmiechem na twarzy. Jak już znalazłem się w Wielkiej Sali od razu poszedłem na swoje miejsce. Siedział tam tylko Orion.
Ja sam usiadłem na swoim miejscu.
- Cześć - przywitałem się z czarnowłosym.
- Hej - uśmiechnął się lekko.
- Wiesz gdzie reszta? - zapytałem.
Black wzruszył ramionami, a ja zająłem się kolacją.
Po jakiś 5 minutach kolacji przyszła reszta współlokatorów. Byli jacyś przygaszeni, kiedy usiedli.
- Właśnie! - krzyknął Abraxas nagle, a wszyscy popatrzyli się w naszą stronę. - Severus ty umiesz grać w quidditch'a, prawda? - zapytał ożywiony.
- No tak. Grałem na pozycji szukającego - powiedziałem powoli obawiając się o moje życie.
- To świetnie się składa - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. |
- Co się świetnie składa? Ktoś będzie mi łaskaw wytłumaczyć?
- Malfoyowi chodzi o to, żebyś zagrał na pozycji szukającego u nas w drużynie na jutrzejszym meczu - powiedział Nott.
- Ale co? Dlaczego? - zapytałem.
- Nasz szukający doznał kontuzji na dzisiejszym treningu, a nie mamy zastępcy. Mamy nadzieję, że się zgodzisz, bo potrafisz grać. Zresztą sami widzieliśmy jak latałeś na miotle - powiedział Malfoy.
Patrzyłem na każdego po kolei.
No, ale przepraszam. Ja mam grać jako zastępca! Niedawno wróciłem ze skrzydła szpitalnego i dowiaduje się takich rzeczy, na gacie Merlina..
- Przecież nie znam waszej taktyki i nie mam miotły - prawie krzyknąłem.
- Miotłę dostaniesz od naszego szukającego - Nott lekko się uśmiechnął. - A co do taktyki, to powiemy ci ją w dormitorium.
Teraz nadszedł czas, żebym się zgodził. Oni mają nadzieję, że się zgodzę, a ja nie jestem pewny.
Kiedy się nie zgodzę moją winą będzie, to że przegraliśmy walkowerem, a chłopcy będą na mnie wściekli.
- No okey. Zagram - powiedziałem.
Zauważyłem, że chłopcy zaczęli się cieszyć i niemal krzyczeli z radości.
Obym tego nie żałował.
Zastanawiam się, czy właśnie nie zrobić tak, że będę pisała krótsze rozdziały, ale częściej.
Napisałabym oczywiście rozdział wcześniej, ale miałam problemy z internetem u mnie w pokoju, a komputer mam w salonie, a jakoś nie lubię pisać, jak ktoś się patrzy, co robię.
Dodatkowo urodziny mnie przytłoczyły. Chciałam w nie napisać rozdział, ale koleżanka wyciągnęła mnie na dwór.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, postaram się je wyłapać w wolnym czasie.
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, miłego czytania :*
-------
Kolejny tydzień przeleżałem w skrzydle szpitalnym. Abraxas, Lestrange, Orion, Avery i Nott codziennie do mnie przychodzili i dawali mi zadania domowe oraz notatki z lekcji, żebym wszystko uzupełnił.
Orion był u mnie prawie cały czas, bo jako jedyny nie grał w quidditch'a i nie musiał trenować dzień, w dzień.
Zbliżał się mecz Ślizgoni przeciwko Gryfonom, więc chłopcy musieli cały czas trenować. Każdy wie, że to oni chcieli wygrać.
Wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że dzisiaj na kolację będę już mógł wrócić do dormitorium.
Teraz jestem sam i piszę esej na transmutacje. Abraxas, Lestrange, Avery i Nott mieli teraz trening, a Black robił jakieś super ważne zadanie w bibliotece.
Czułem się samotny. Bardziej samotny niż jak pierwszy dzień miałem tutaj spędzić. Przyzwyczaiłem się już, że jestem z nimi prawie zawsze, że jestem w tym czasie i mam zrobić mega ważną misję, za którą się nie potrafię wziąć. Prawda jest taka, że czasem potrzebuję samotności i mogę siedzieć sam w jakimś miejscu nawet kilka godzin, ale aktualnie chciałbym rozmawiać ze współlokatorami, a nie siedzieć w łóżku w skrzydle szpitalnym i pisać esej na transmutacje. Pergamin leżał na pościeli, na nim leżało pióro. Książkę miałem na kolanach szukając odpowiednich rzeczy, o których miałem pisać. Niestety nic nie znalazłem i chociaż miałem już jedną stronę zapełnioną było za mało. Trzeba było co najmniej dwie. Warknąłem zirytowany i rzuciłem książką tak, że odbiła się od ściany naprzeciw mnie. Potrzebuje jakiejś książki z biblioteki która mi pomoże, ale oczywiście nie mogę wyjść.
Westchnąłem i powoli wyszedłem z łóżka tylko po to, żeby podnieść książkę z podłogi.
Czuję się tutaj jak w klatce. Nie dość, że nienawidzę przebywać w tym miejscu, to jeszcze muszę dłużej niż bym chciał.
Wreszcie mogłem wyjść ze skrzydła szpitalnego. Oczywiście cały ten dzisiejszy czas spędziłem nad transmutacją i jestem pewny, że mam jej dość na jakieś trzy miesiące.
Chłopcy dzisiaj nie przyszli do mnie, przez co jeszcze bardziej świrowałem.
Idąc do Wielkiej Sali czułem się wolny jakbym był ptakiem zamkniętym w klatce na wiele dni, a nagle mnie z niej wypuszczają. Szedłem całą drogę z uśmiechem na twarzy. Jak już znalazłem się w Wielkiej Sali od razu poszedłem na swoje miejsce. Siedział tam tylko Orion.
Ja sam usiadłem na swoim miejscu.
- Cześć - przywitałem się z czarnowłosym.
- Hej - uśmiechnął się lekko.
- Wiesz gdzie reszta? - zapytałem.
Black wzruszył ramionami, a ja zająłem się kolacją.
Po jakiś 5 minutach kolacji przyszła reszta współlokatorów. Byli jacyś przygaszeni, kiedy usiedli.
- Właśnie! - krzyknął Abraxas nagle, a wszyscy popatrzyli się w naszą stronę. - Severus ty umiesz grać w quidditch'a, prawda? - zapytał ożywiony.
- No tak. Grałem na pozycji szukającego - powiedziałem powoli obawiając się o moje życie.
- To świetnie się składa - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. |
- Co się świetnie składa? Ktoś będzie mi łaskaw wytłumaczyć?
- Malfoyowi chodzi o to, żebyś zagrał na pozycji szukającego u nas w drużynie na jutrzejszym meczu - powiedział Nott.
- Ale co? Dlaczego? - zapytałem.
- Nasz szukający doznał kontuzji na dzisiejszym treningu, a nie mamy zastępcy. Mamy nadzieję, że się zgodzisz, bo potrafisz grać. Zresztą sami widzieliśmy jak latałeś na miotle - powiedział Malfoy.
Patrzyłem na każdego po kolei.
No, ale przepraszam. Ja mam grać jako zastępca! Niedawno wróciłem ze skrzydła szpitalnego i dowiaduje się takich rzeczy, na gacie Merlina..
- Przecież nie znam waszej taktyki i nie mam miotły - prawie krzyknąłem.
- Miotłę dostaniesz od naszego szukającego - Nott lekko się uśmiechnął. - A co do taktyki, to powiemy ci ją w dormitorium.
Teraz nadszedł czas, żebym się zgodził. Oni mają nadzieję, że się zgodzę, a ja nie jestem pewny.
Kiedy się nie zgodzę moją winą będzie, to że przegraliśmy walkowerem, a chłopcy będą na mnie wściekli.
- No okey. Zagram - powiedziałem.
Zauważyłem, że chłopcy zaczęli się cieszyć i niemal krzyczeli z radości.
Obym tego nie żałował.
niedziela, 29 maja 2016
Rozdział IX - Mdlenie, choroba, skrzydło szpitalne i Orion robiący wykład jakby był matką
2 komentarze:
Autor:
Unknown
Bardzo, ale to bardzo przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Strasznie nie miałam czasu. I przepraszam też, że rozdział jest taki krótki, ale nie miałam za bardzo na niego pomysłu. Postanowiłam, że potrzeba trochę podkręcić akcję i zrobić wszystko szybciej, żeby Albus znalazł się w swojej teraźniejszości. Postaram też wynagrodzić wam ten długo brak rozdziału i napisać kolejny jak najszybciej. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Wyłapię je i poprawię w wolnej chwili.
-----
Kiedy rano się obudziłem nie czułem się najlepiej. Zauważyłem, że większość moich współlokatorów wstało. Avery, którego zdążyłem ocenić za największego śpiocha, jeszcze spał. Usiadłem na łóżku i poczułem, że kręci mi się w głowie. Nie zrobiłem z tego nic wielkiego, bo przecież mogłem za szybko usiąść i zakręciło mi się w głowie, to nic takiego.
- O śpioch wreszcie wstał - powiedział Malfoy, który pierwszy zauważył, że wstałem.
- Popatrz na Avery'ego. Zauważ, że to on dłużej śpi - uśmiechnąłem się.
- Oj tam - machnął lekceważąco ręką.
Spojrzałem na zegarek. Była 6.35, a o 7.00 zaczyna się śniadanie. Czyli jest niecałe pół godziny do śniadania.
- Nie powinniście go obudzić? - powiedziałem wskazując na Avery'ego.
- Jeszcze jest trochę czasu. Obudzimy go za jakiś czas - mruknął Orion.
Wstałem co spowodowało jeszcze większe zawroty głowy i podszedłem do kufra, żeby wziąć mundurek szkolny. Jak już go wziąłem poszedłem powoli do łazienki, bo z każdym krokiem wydawało mi się, że zemdleję.
Kiedy się już znalazłem się w łazience przejrzałem się w lustrze. Nie wyglądałem najlepiej. Byłem okropnie blady. Zdecydowałem, że powinienem wziąć szybki prysznic, żeby nie spóźnić się na śniadanie. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic.
Po szybkim prysznicu powycierałem się i ubrałem się w mundurek. Przed wyjściem z łazienki powycierałem moje mokre włosy i umyłem zęby. Dalej kręciło mi się w głowie, ale nie przejmowałem się tym. Przecież to nie jest nic poważnego.
Otworzyłem drzwi od łazienki, od razu poczułem jak zimne powietrze miesza się z gorącym. Trochę bardziej zakręciło mi się w głowie, ale po raz kolejny nie przejąłem się tym i wszedłem do dormitorium.
Po dwóch krokach miałem mroczki przed oczami, a świat zawirował. Słyszałem przytłumione głosy współlokatorów, a sam leciałem w dół. Byłem pewny, że przeżyje bolesny upadek na kamień.
***
Chciałem już wychodzić ze swojego gabinetu i iść do Wielkiej Sali. Usłyszałem natarczywe pukanie do drzwi.
- Proszę - warknąłem rozdrażniony.
Ktoś z prawie prędkością światła otworzył drzwi. Spojrzałem na tego ktosia i okazało się, że jest to Malfoy, Blondyn ledwo łapał oddech, a ubrane miał na sobie.. piżamy.
- P-profesorze, Se-severus zemdlał, wychodząc z łazienki - wysapał.
- Prowadź - mruknąłem.
Abraxas wyszedł z mojego gabinetu, a ja za nim pośpiesznie zamykając drzwi.
Po drodze dowiedziałem się, że Wilson od rana nie wyglądał za dobrze, a kiedy wychodził z łazienki zemdlał, ale Orion w ostatniej chwili uratował go przed spotkaniem z twardą podłogą. Black zarządził, żeby Malfoy poszedł po mnie, a Lestrange po pielęgniarkę.
Tak szczerze to dopiero wtedy doceniłem jakie Black ma dobre zdolności przywódcze. Zawsze mi się wydawało, że to Malfoy rządzi w ich paczce, co może być prawdą. A Orion z pozoru cichy, zaczytany i inteligenty chłopak potrafi nie spanikować w kryzysowych sytuacjach i zarządzić, co kto ma robić.
Nie zauważyłem tego, że już staliśmy przed wejściem do pokoju wspólnego Ślizgonów. Kiedy tam weszliśmy każdy obecny w pokoju przestał rozmawiać i popatrzył się w naszą stronę. Blondyn nie przejmował się tym i poprowadził mnie do dormitorium.
Kiedy tam wszedłem pielęgniarka szkolna - madame Maslow ocucała Severusa. Lestange wyglądał jakby przebiegł maraton, Orion ze skupionym wyrazem twarzy wpatrywał się w Wilsona. Avery wyglądał jakby dopiero wstał.
- Trzeba go zabrać do skrzydła szpitalnego - powiedziała pielęgniarka.
Skinąłem głową i rzuciłem zaklęcie lewitujące na bruneta.
W skrzydle szpitalnym jak tylko Severus się przebudził madame Maslow przebadała go i dała różne lecznicze eliksiry.
- To grypa, która jest dosyć mocna - powiedziała pielęgniarka do chłopaka.
Sam chłopak popatrzył na nią z miną, która mówiła: "No chyba się domyśliłem, rzadko choruje, a jak już to poważnie".
- Poleży sobie pan z jakiś tydzień w skrzydle szpitalnym - dopowiedziała nie zwracając uwagi na minę Severusa, którego wyraz twarzy się pogorszył.
Posiedziałem jeszcze chwilę przy chłopaku razem z jego współlokatorami po czym wyszedłem, bo musiałem iść do klasy.
- Mówiłem ci, żeby iść wczoraj na dwór jakoś ciepło ubranym, to nie. Ty musiałeś zrobić swoje -Orion robił zielonookiemu wywód jakby był jego matką.
Uśmiechnąłem się lekko i szybko ruszyłem do klasy.
-----
Kiedy rano się obudziłem nie czułem się najlepiej. Zauważyłem, że większość moich współlokatorów wstało. Avery, którego zdążyłem ocenić za największego śpiocha, jeszcze spał. Usiadłem na łóżku i poczułem, że kręci mi się w głowie. Nie zrobiłem z tego nic wielkiego, bo przecież mogłem za szybko usiąść i zakręciło mi się w głowie, to nic takiego.
- O śpioch wreszcie wstał - powiedział Malfoy, który pierwszy zauważył, że wstałem.
- Popatrz na Avery'ego. Zauważ, że to on dłużej śpi - uśmiechnąłem się.
- Oj tam - machnął lekceważąco ręką.
Spojrzałem na zegarek. Była 6.35, a o 7.00 zaczyna się śniadanie. Czyli jest niecałe pół godziny do śniadania.
- Nie powinniście go obudzić? - powiedziałem wskazując na Avery'ego.
- Jeszcze jest trochę czasu. Obudzimy go za jakiś czas - mruknął Orion.
Wstałem co spowodowało jeszcze większe zawroty głowy i podszedłem do kufra, żeby wziąć mundurek szkolny. Jak już go wziąłem poszedłem powoli do łazienki, bo z każdym krokiem wydawało mi się, że zemdleję.
Kiedy się już znalazłem się w łazience przejrzałem się w lustrze. Nie wyglądałem najlepiej. Byłem okropnie blady. Zdecydowałem, że powinienem wziąć szybki prysznic, żeby nie spóźnić się na śniadanie. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic.
Po szybkim prysznicu powycierałem się i ubrałem się w mundurek. Przed wyjściem z łazienki powycierałem moje mokre włosy i umyłem zęby. Dalej kręciło mi się w głowie, ale nie przejmowałem się tym. Przecież to nie jest nic poważnego.
Otworzyłem drzwi od łazienki, od razu poczułem jak zimne powietrze miesza się z gorącym. Trochę bardziej zakręciło mi się w głowie, ale po raz kolejny nie przejąłem się tym i wszedłem do dormitorium.
Po dwóch krokach miałem mroczki przed oczami, a świat zawirował. Słyszałem przytłumione głosy współlokatorów, a sam leciałem w dół. Byłem pewny, że przeżyje bolesny upadek na kamień.
***
Chciałem już wychodzić ze swojego gabinetu i iść do Wielkiej Sali. Usłyszałem natarczywe pukanie do drzwi.
- Proszę - warknąłem rozdrażniony.
Ktoś z prawie prędkością światła otworzył drzwi. Spojrzałem na tego ktosia i okazało się, że jest to Malfoy, Blondyn ledwo łapał oddech, a ubrane miał na sobie.. piżamy.
- P-profesorze, Se-severus zemdlał, wychodząc z łazienki - wysapał.
- Prowadź - mruknąłem.
Abraxas wyszedł z mojego gabinetu, a ja za nim pośpiesznie zamykając drzwi.
Po drodze dowiedziałem się, że Wilson od rana nie wyglądał za dobrze, a kiedy wychodził z łazienki zemdlał, ale Orion w ostatniej chwili uratował go przed spotkaniem z twardą podłogą. Black zarządził, żeby Malfoy poszedł po mnie, a Lestrange po pielęgniarkę.
Tak szczerze to dopiero wtedy doceniłem jakie Black ma dobre zdolności przywódcze. Zawsze mi się wydawało, że to Malfoy rządzi w ich paczce, co może być prawdą. A Orion z pozoru cichy, zaczytany i inteligenty chłopak potrafi nie spanikować w kryzysowych sytuacjach i zarządzić, co kto ma robić.
Nie zauważyłem tego, że już staliśmy przed wejściem do pokoju wspólnego Ślizgonów. Kiedy tam weszliśmy każdy obecny w pokoju przestał rozmawiać i popatrzył się w naszą stronę. Blondyn nie przejmował się tym i poprowadził mnie do dormitorium.
Kiedy tam wszedłem pielęgniarka szkolna - madame Maslow ocucała Severusa. Lestange wyglądał jakby przebiegł maraton, Orion ze skupionym wyrazem twarzy wpatrywał się w Wilsona. Avery wyglądał jakby dopiero wstał.
- Trzeba go zabrać do skrzydła szpitalnego - powiedziała pielęgniarka.
Skinąłem głową i rzuciłem zaklęcie lewitujące na bruneta.
W skrzydle szpitalnym jak tylko Severus się przebudził madame Maslow przebadała go i dała różne lecznicze eliksiry.
- To grypa, która jest dosyć mocna - powiedziała pielęgniarka do chłopaka.
Sam chłopak popatrzył na nią z miną, która mówiła: "No chyba się domyśliłem, rzadko choruje, a jak już to poważnie".
- Poleży sobie pan z jakiś tydzień w skrzydle szpitalnym - dopowiedziała nie zwracając uwagi na minę Severusa, którego wyraz twarzy się pogorszył.
Posiedziałem jeszcze chwilę przy chłopaku razem z jego współlokatorami po czym wyszedłem, bo musiałem iść do klasy.
- Mówiłem ci, żeby iść wczoraj na dwór jakoś ciepło ubranym, to nie. Ty musiałeś zrobić swoje -Orion robił zielonookiemu wywód jakby był jego matką.
Uśmiechnąłem się lekko i szybko ruszyłem do klasy.
sobota, 19 marca 2016
Rozdział VIII - Jestem aż tak słabym aktorem?
3 komentarze:
Autor:
Unknown
Hej witam was po bardzo długiej przerwie. Na początek chcę się usprawiedliwić. I powiem tak. Nie mam czasu nawet dla siebie. Mam mnóstwo zadań domowych i sprawdzianów dodatkowo jeszcze był jeden konkurs i parę zawodów, więc praktycznie cały dzień siedzę przed książkami. Jestem na 100% pewna, że zepsułam końcówkę, bo tak bardzo chciałam dodać ten rozdział. Od pewnego czasu zastanawiałam się czy to opowiadanie nie zacząć publikować też na wattpadzie gdzie mam konto. I teraz mam zadanie dla was. Wy zdecydujecie czy to ff pisać też na wattpadzie czy nie ;)
------------
Od czasu "miłej" pogawędki z moim pradziadkiem minęły dwa dni. Dzisiaj jest czwartek. Tak jak myślałem plotki o tym były do dzisiaj. Coś czuję, że będą się utrzymywać bardzo długo. Przyzwyczaiłem się do tego, że jestem obserwowany przez wszystkich uczniów w szkole, bo w moim prawdziwym czasie mam tak prawie codziennie przez... pewne niedorzeczne plotki.
Nie przeszkadzało mi to, że uczniowie patrzą na mnie na korytarzu, szepczą czy nawet pokazują palcami. Nie obchodziło mnie to. Miałem to gdzieś.
Czułem jednak od tamtego wydarzenia wzrok, który mnie obserwował na każdym kroku. Przez to czułem, że wszystko co robię, czy o czymś rozmawiam ten ktoś o tym wie. Nie czułem się z tym dobrze. Wręcz przeciwnie czułem się z tym bardzo źle.
Nie ważne gdzie się ukryłem, na wieży astronomicznej, w dormitorium, pustej klasie, czy nawet w Pokoju Życzeń czułem się obserwowany. A to odbiło się na moich ocenach, bo nie potrafiłem się skupić.
------------
Od czasu "miłej" pogawędki z moim pradziadkiem minęły dwa dni. Dzisiaj jest czwartek. Tak jak myślałem plotki o tym były do dzisiaj. Coś czuję, że będą się utrzymywać bardzo długo. Przyzwyczaiłem się do tego, że jestem obserwowany przez wszystkich uczniów w szkole, bo w moim prawdziwym czasie mam tak prawie codziennie przez... pewne niedorzeczne plotki.
Nie przeszkadzało mi to, że uczniowie patrzą na mnie na korytarzu, szepczą czy nawet pokazują palcami. Nie obchodziło mnie to. Miałem to gdzieś.
Czułem jednak od tamtego wydarzenia wzrok, który mnie obserwował na każdym kroku. Przez to czułem, że wszystko co robię, czy o czymś rozmawiam ten ktoś o tym wie. Nie czułem się z tym dobrze. Wręcz przeciwnie czułem się z tym bardzo źle.
Nie ważne gdzie się ukryłem, na wieży astronomicznej, w dormitorium, pustej klasie, czy nawet w Pokoju Życzeń czułem się obserwowany. A to odbiło się na moich ocenach, bo nie potrafiłem się skupić.
Obiad. Właśnie teraz znajduję się w Wielkiej Sali na obiedzie. Westchnąłem i zacząłem dalej dłubać widelcem w ziemniakach. Kątem oka zauważyłem, że Abraxas patrzy na mnie z... troską? Tak to było to. Poczułem się gorzej niż dotychczas. Przez to, że zastanawiałem się kto mnie obserwuje w nocy nie potrafię spać, a mój apetyt znacznie się pogorszył. Co prawda nigdy nie jadałem dużo, ale teraz praktycznie wcale nie jadłem.
Dodatkowo Malfoy zauważył coś podejrzanego. Spodziewałem się tego bardziej po Orionie, ale Black by odpuścił, a Malfy'owie nie odpuszczają i nigdy nie przejmują odmowy. Tak, więc blondyn nie odpuści, a ja jakoś będę to musiał znieść.
- Severus - zaczął Abraxas
Wiedziałem, że czeka nas jedna z tych poważniejszych rozmów.
- Tak? - zapytałem udając, że nie wiem o co chodzi.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał.
Popatrzyłem na niego i zmarszczyłem brwi.
- Możesz powiedzieć o co chodzi? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie dalej udając.
- Wilson proszę cię nie udawaj - powiedział.
Jestem aż tak słabym aktorem?
Zauważyłem, że reszta współlokatorów zainteresowała się rozmową.
- Czego mam nie udawać? - zapytałem po raz kolejny udając, że nie wiem o co chodzi.
- Nie udawaj, że wszystko ok. Doskonale widzę, że coś cię dręczy. Przez to coś nie potrafisz się skupić, a twoje oceny bardzo się pogorszyły. Byłeś wzorowym uczniem. Nic nie jesz i praktycznie nie śpisz. Myślisz, że nie słyszę jak rzucasz się po łóżku? Powiedz co cię dręczy.
- Jak sam będę wiedział co mnie dręczy to ci powiem. Na razie sam nie wiem co to jest. Zresztą.. to są po prostu gorsze dni. Każdy je ma nawet ja. Polepszy mi się - wymusiłem się na uśmiech i dalej dłubałem widelcem w ziemniakach.
Obiad kończy się za dziesięć minut. Po nim mamy ostatnią lekcję - transmutacje. Mam nadzieję tylko, że Dumbledore nie da nam dużo na zadanie, bo dzisiaj mamy mnóstwo zadania. Zresztą.. Wracając do Malfoya. Serio? Nie może odpuścić. Nawet on ma gorsze dni, w których jego oceny gwałtownie lecą w dół. Do mnie ma wąty, a na siebie nie patrzy.
Odłożyłem widelec na talerz i rozejrzałem się po sali.
Gryfoni - jak zawsze nie przestrzegali kultury. Krzyczeli, rozmawiali z pełnymi ustami. Co prawda nie wszyscy, bo byli tacy, którzy kulturę.
Krukoni - nawet na posiłkach można zobaczyć, że to "ci mądrzy". Książki mieli otwarte przed talerzem i czytali. Niektórzy z nich szeptem rozmawiali z kimś ze swojego domu. Trzeba było przyznać, że po Ślizgonach - którzy czasem byli najgłośniejszym stołem - byli najcichszym stołem.
Puchoni - można powiedzieć, że to minimalna kopia Gryfonów. Chociaż jak na kopię to marna, bo siedzi tam więcej ludzi z kulturą.
Przy stole nauczycielskim jest tak jak zawsze.
Na środku stołu prezydialnego siedzi Profesor Dippet. Po jego prawej stronie siedzi profesor transmutacji i wicedyrektor profesor Dumbledore. Koło Dumbledore'a siedzi profesor Riddle, a pote, profesor Slughorn, bibliotekarka i pielęgniarka.
Od lewej strony dyrektora siedzi profesor Smith od opieki następnie nauczyciel zaklęć, historii magii, wróżbiarstwa, numerologi i astronomii.
Każdy nauczyciel był na swój sposób zajęty. Jedni jedli i pili. Drudzy rozmawiali i jedni, a inni jedli i obserwowali uczniów.
Riddle należał do uczniów, w której jedli i obserwowali. Prawda była taka, że Riddle z nikim nie rozmawiał.
Tak w ogóle ile Riddle ma lat? Bo nie wygląda na dużo starszego ode mnie.
Ehh.. Albus przestań myśleć o swoim nauczycielu Obrony. Co prawda przystojnym, ale musisz przestać tak myśleć.
To przecież przyszły zabójca twoich dziadków!
No właśnie przyszły. Riddle jeszcze tego nie zrobił.
Ale zrobi!
Możesz go powstrzymać. Twoją misją jest powstrzymanie go od morderstw.
Pokręciłem głową próbując wybić sobie z głowy te wszystkie myśli, które mnie zaczęły nękać.
- Idziemy już? Zaraz będzie dzwonek - powiedziałem
- To już? - zapytał Nott, a kiedy przytaknąłem dodał:
- Szybko minęło.
Czy szybko minęło? Nie wiem. Według mnie obiad się dłużył.
Wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy w stronę wyjścia z sali.
Poczułem, że włoski na karku mi się zjeżyły co oznacza, że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałem przez ramię, ale nie zauważyłem kogoś kto mógłby mnie obserwować.
- Coś się stało, Severusie? - zapytał Avery.
- Nie, nic - powiedziałem powoli odwracając głowę.
Czyżby już potrzebuję psychiatry? Na pewno nikt mnie nie obserwuje. Przecież nie stał się niewidzialny. Chociaż.. żyję w świecie czarów tu wszystko jest możliwe. Na przykład peleryna niewidka, o! Są też różne zaklęcia niewidzialności. Na pewno świruje. Kto niby ma mnie obserwować, a tym bardziej śledzić? Nie ma takiej osoby. Bynajmniej nie w tym czasie.
Z takimi myślami trafiłem pod salę do transmutacji. Kiedy się ocknąłem zauważyłem, że chłopcy są pogrążeni w jakiejś rozmowie, a ja nie chcąc im przeszkadzać oparłem się o najbliższą ścianę i patrzyłem na nich z lekkim uśmiechem błąkającym mi się na twarzy.
Zauważyłem, że kilkoro uczniów stało w grupce naprzeciw mnie i coś szeptało pokazując na mnie palcami.
W duchu przewróciłem oczami.
- No ja rozumiem, że jestem przystojny, ale to nieładnie obgadywać kogoś za plecami i pokazywać na niego palcami. Szczególnie wtedy kiedy ta osoba to widzi. Nawet pięciolatek to wie - powiedziałem patrząc na grupkę.
Niektórzy popatrzyli na mnie ze strachem w oczach, a inni z wyzwaniem wypisanym na twarzy. Po krawatach poznałem, że to Puchoni. No tak to z nimi mamy dzisiaj transmutację.
Współlokatorzy, którzy nagle przypomnieli sobie o mojej obecności podeszli do mnie i zaczęli wypytywać mnie co się właściwie stało. Akurat wtedy zadzwonił dzwonek, a zza rogu wyszedł Albus Dumbledore. Ucieszony z perspektywy, że nie muszę odpowiadać na te wszystkie pytania wszedłem do klasy.
Na transmutacji siedzę z Orionem na końcu klasy po "Ślizgońskiej" połowie. Black gdyby chciał wiedzieć o co chodziło zapewne by zaczął mnie o to wypytywać. Zauważyłem, że on taki nie jest. On w tej grupie jest tym odpowiedzialnym, mądrym, cichym i tajemniczym . Dziwne, że nie jest prefektem.
Malfoy jest liderem.
Avery i Nott są tymi, którzy popierają każdy pomysł lidera i mają jakiś wkład w różnych pomysłach.
Lestrange jest tym.. poplecznikiem? Nie wiem jak to ująć.. O! Już wiem! Jest tym, który sika z każdej możliwej okazji i podlizuje się.
A ja? Sam szczerze nie wiem kim jestem w tej grupce. Chyba mam jeszcze status nowego, który musi się dopasować. Czy będzie jakaś inicjacja? Wątpię.. Z tego co się dowiedziałem chłopaki przestali robić kawały kiedy zacząłem się z nimi zadawać.
Czy mam na nich dobry wpływ?
Może nie mają pomysłów?
W ostateczności szykują coś bardzo dużego.
Hmmm.. W te dwa pierwsze sam nie wierzę, więc na pewno szykuję się coś większego.
Poczułem jak Orion szturcha mnie.
Wybudziłem się z mojego transu mówiąc:
- Yyyy... Sorry zamyśliłem się.
- Zauważyłem - Black uśmiechnął się. - Mamy zrobić zadanie w parach.
- Um.. A jakie, bo ja no wiesz - nie potrafiłem się wysłowić.
- Wiem - powiedział znowu uśmiechając się lekko. - Musimy zmienić brwi osobom, z którymi siedzimy w ławce.
Super! Jeszcze tego brakowało! Skoro nie potrafię się skupić na temacie lekcji to z tym prostym zadaniem będzie pięć razy gorzej.
Westchnąłem i usiadłem tak, żeby być twarzą w twarz z Orionem.
- Emmm.. to może ty zacznij - powiedziałem wymuszając od siebie lekki uśmiech.
Orion skinął głową.
Dopiero teraz zauważyłem, że Black jest przystojny.
Ma arystokratyczne rysy twarzy, czarne oczy, w których można się utopić, tego samego koloru włosy, które były w artystycznym nieładzie, a poszczególne kosmyki opadały mu miękko na twarz. Włosy doskonale kontrastowały się z bladą karnacją Blacka. Ma malinowe usta, w których górna warga jest trochę węższa od dolnej. Kiedy się skupi nie widać tego po jego mimice twarzy, tylko po jego oczach i dolnej wardze, którą przygryza.
Uniósł rękę, w której trzymał różdżkę na wysokość mojej twarzy i zaczął robić nią mało skomplikowane ruchy mrucząc zaklęcie pod nosem.
Orionowi udało się dopiero po trzech próbach.
Teraz była moja kolej. Miałem co do tego złe przeczucia. Do zaklęć z działu transmutacji zawsze trzeba być mocno skupionym, a ja nie potrafiłem się skupić. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i podniosłem swoją różdżkę na wysokość twarzy Oriona.
Zacząłem robić różne ruchy nadgarstkiem i mruczałem zaklęcia. Jednak zamiast zmienić kolor brwi zmieniłem mu kolor włosów.
- Super - warknąłem.
Praktycznie każdy w klasie zauważył, że Orionowi zmienił się kolor włosów na - niestety - różowy.
- Nic się nie stało - powiedział poszkodowany uspokajająco.
- Nic się nie stało? - syknąłem nie akcentując pytania. - Właśnie zmieniłem ci kolor włosów na różowy - miałem ochotę krzyczeć, ale się powstrzymałem.
- Serio, nic się nie stało. Każdemu się może zdarzyć - powiedział Black cofając zaklęcie.
Resztę lekcji próbowałem zmienić kolor brwi Oriona choć z marnym skutkiem.
Kiedy zadzwonił dzwonek usłyszałem, że nauczyciel transmutacji prosi mnie, abym został tutaj na chwilę.
Szczerze? To miałem kompletnie dosyć tego dnia. Miałem ochotę znaleźć się w łóżku. Całe szczęście, że transmutacja była ostatnią lekcją.
- O co chodzi profesorze? - zapytałem.
- Zauważyłem, że dzisiaj całkowicie nie mogłeś się skupić na lekcji. Czy coś się stało? - odpowiedział pytaniem na pytanie tonem pełnym troski.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu.. - przez chwilę zastanawiałem się czy nie powiedzieć nauczycielowi transmutacji o tym, że czuję się obserwowany. - Po prostu mam gorszy dzień - skłamałem wymuszając lekki uśmiech.
Profesor Dumbledore patrzył na mnie przez chwilę, westchnął i powiedział:
- Możesz już iść.
Posłusznie wyszedłem z klasy i skierowałem się do pokoju wspólnego. Wiedziałem jednak, że mężczyzna mi nie uwierzył.
Wieczór. Coraz szybciej zbliżała się cisza nocna, co oznaczało patrolujących korytarze nauczycieli.
Zbytnio się tym nie przejmowałem i zamiast wrócić do pokoju wspólnego poszedłem na błonia i usiadłem przed jeziorem. Była jesień czyli wieczorami i nocami na dworze robiło się zimno. Teraz było zimno, a na dodatek wiał lekki, ale mroźny wiatr. Ja oczywiście nie mam na sobie kurtki, szalika, a nawet czapki. Było mi zimno, ale tym też się nie przejmowałem. Patrzyłem w tafle jeziora. Pierwszy raz od dwóch dni czułem się wolny. Bez żadnych plotek, wytykania palcami. Nie czułem nawet tego dziwnego uczucia bycia obserwowanym.
Dodatkowo Malfoy zauważył coś podejrzanego. Spodziewałem się tego bardziej po Orionie, ale Black by odpuścił, a Malfy'owie nie odpuszczają i nigdy nie przejmują odmowy. Tak, więc blondyn nie odpuści, a ja jakoś będę to musiał znieść.
- Severus - zaczął Abraxas
Wiedziałem, że czeka nas jedna z tych poważniejszych rozmów.
- Tak? - zapytałem udając, że nie wiem o co chodzi.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał.
Popatrzyłem na niego i zmarszczyłem brwi.
- Możesz powiedzieć o co chodzi? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie dalej udając.
- Wilson proszę cię nie udawaj - powiedział.
Jestem aż tak słabym aktorem?
Zauważyłem, że reszta współlokatorów zainteresowała się rozmową.
- Czego mam nie udawać? - zapytałem po raz kolejny udając, że nie wiem o co chodzi.
- Nie udawaj, że wszystko ok. Doskonale widzę, że coś cię dręczy. Przez to coś nie potrafisz się skupić, a twoje oceny bardzo się pogorszyły. Byłeś wzorowym uczniem. Nic nie jesz i praktycznie nie śpisz. Myślisz, że nie słyszę jak rzucasz się po łóżku? Powiedz co cię dręczy.
- Jak sam będę wiedział co mnie dręczy to ci powiem. Na razie sam nie wiem co to jest. Zresztą.. to są po prostu gorsze dni. Każdy je ma nawet ja. Polepszy mi się - wymusiłem się na uśmiech i dalej dłubałem widelcem w ziemniakach.
Obiad kończy się za dziesięć minut. Po nim mamy ostatnią lekcję - transmutacje. Mam nadzieję tylko, że Dumbledore nie da nam dużo na zadanie, bo dzisiaj mamy mnóstwo zadania. Zresztą.. Wracając do Malfoya. Serio? Nie może odpuścić. Nawet on ma gorsze dni, w których jego oceny gwałtownie lecą w dół. Do mnie ma wąty, a na siebie nie patrzy.
Odłożyłem widelec na talerz i rozejrzałem się po sali.
Gryfoni - jak zawsze nie przestrzegali kultury. Krzyczeli, rozmawiali z pełnymi ustami. Co prawda nie wszyscy, bo byli tacy, którzy kulturę.
Krukoni - nawet na posiłkach można zobaczyć, że to "ci mądrzy". Książki mieli otwarte przed talerzem i czytali. Niektórzy z nich szeptem rozmawiali z kimś ze swojego domu. Trzeba było przyznać, że po Ślizgonach - którzy czasem byli najgłośniejszym stołem - byli najcichszym stołem.
Puchoni - można powiedzieć, że to minimalna kopia Gryfonów. Chociaż jak na kopię to marna, bo siedzi tam więcej ludzi z kulturą.
Przy stole nauczycielskim jest tak jak zawsze.
Na środku stołu prezydialnego siedzi Profesor Dippet. Po jego prawej stronie siedzi profesor transmutacji i wicedyrektor profesor Dumbledore. Koło Dumbledore'a siedzi profesor Riddle, a pote, profesor Slughorn, bibliotekarka i pielęgniarka.
Od lewej strony dyrektora siedzi profesor Smith od opieki następnie nauczyciel zaklęć, historii magii, wróżbiarstwa, numerologi i astronomii.
Każdy nauczyciel był na swój sposób zajęty. Jedni jedli i pili. Drudzy rozmawiali i jedni, a inni jedli i obserwowali uczniów.
Riddle należał do uczniów, w której jedli i obserwowali. Prawda była taka, że Riddle z nikim nie rozmawiał.
Tak w ogóle ile Riddle ma lat? Bo nie wygląda na dużo starszego ode mnie.
Ehh.. Albus przestań myśleć o swoim nauczycielu Obrony. Co prawda przystojnym, ale musisz przestać tak myśleć.
To przecież przyszły zabójca twoich dziadków!
No właśnie przyszły. Riddle jeszcze tego nie zrobił.
Ale zrobi!
Możesz go powstrzymać. Twoją misją jest powstrzymanie go od morderstw.
Pokręciłem głową próbując wybić sobie z głowy te wszystkie myśli, które mnie zaczęły nękać.
- Idziemy już? Zaraz będzie dzwonek - powiedziałem
- To już? - zapytał Nott, a kiedy przytaknąłem dodał:
- Szybko minęło.
Czy szybko minęło? Nie wiem. Według mnie obiad się dłużył.
Wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy w stronę wyjścia z sali.
Poczułem, że włoski na karku mi się zjeżyły co oznacza, że ktoś mnie obserwuje. Spojrzałem przez ramię, ale nie zauważyłem kogoś kto mógłby mnie obserwować.
- Coś się stało, Severusie? - zapytał Avery.
- Nie, nic - powiedziałem powoli odwracając głowę.
Czyżby już potrzebuję psychiatry? Na pewno nikt mnie nie obserwuje. Przecież nie stał się niewidzialny. Chociaż.. żyję w świecie czarów tu wszystko jest możliwe. Na przykład peleryna niewidka, o! Są też różne zaklęcia niewidzialności. Na pewno świruje. Kto niby ma mnie obserwować, a tym bardziej śledzić? Nie ma takiej osoby. Bynajmniej nie w tym czasie.
Z takimi myślami trafiłem pod salę do transmutacji. Kiedy się ocknąłem zauważyłem, że chłopcy są pogrążeni w jakiejś rozmowie, a ja nie chcąc im przeszkadzać oparłem się o najbliższą ścianę i patrzyłem na nich z lekkim uśmiechem błąkającym mi się na twarzy.
Zauważyłem, że kilkoro uczniów stało w grupce naprzeciw mnie i coś szeptało pokazując na mnie palcami.
W duchu przewróciłem oczami.
- No ja rozumiem, że jestem przystojny, ale to nieładnie obgadywać kogoś za plecami i pokazywać na niego palcami. Szczególnie wtedy kiedy ta osoba to widzi. Nawet pięciolatek to wie - powiedziałem patrząc na grupkę.
Niektórzy popatrzyli na mnie ze strachem w oczach, a inni z wyzwaniem wypisanym na twarzy. Po krawatach poznałem, że to Puchoni. No tak to z nimi mamy dzisiaj transmutację.
Współlokatorzy, którzy nagle przypomnieli sobie o mojej obecności podeszli do mnie i zaczęli wypytywać mnie co się właściwie stało. Akurat wtedy zadzwonił dzwonek, a zza rogu wyszedł Albus Dumbledore. Ucieszony z perspektywy, że nie muszę odpowiadać na te wszystkie pytania wszedłem do klasy.
Na transmutacji siedzę z Orionem na końcu klasy po "Ślizgońskiej" połowie. Black gdyby chciał wiedzieć o co chodziło zapewne by zaczął mnie o to wypytywać. Zauważyłem, że on taki nie jest. On w tej grupie jest tym odpowiedzialnym, mądrym, cichym i tajemniczym . Dziwne, że nie jest prefektem.
Malfoy jest liderem.
Avery i Nott są tymi, którzy popierają każdy pomysł lidera i mają jakiś wkład w różnych pomysłach.
Lestrange jest tym.. poplecznikiem? Nie wiem jak to ująć.. O! Już wiem! Jest tym, który sika z każdej możliwej okazji i podlizuje się.
A ja? Sam szczerze nie wiem kim jestem w tej grupce. Chyba mam jeszcze status nowego, który musi się dopasować. Czy będzie jakaś inicjacja? Wątpię.. Z tego co się dowiedziałem chłopaki przestali robić kawały kiedy zacząłem się z nimi zadawać.
Czy mam na nich dobry wpływ?
Może nie mają pomysłów?
W ostateczności szykują coś bardzo dużego.
Hmmm.. W te dwa pierwsze sam nie wierzę, więc na pewno szykuję się coś większego.
Poczułem jak Orion szturcha mnie.
Wybudziłem się z mojego transu mówiąc:
- Yyyy... Sorry zamyśliłem się.
- Zauważyłem - Black uśmiechnął się. - Mamy zrobić zadanie w parach.
- Um.. A jakie, bo ja no wiesz - nie potrafiłem się wysłowić.
- Wiem - powiedział znowu uśmiechając się lekko. - Musimy zmienić brwi osobom, z którymi siedzimy w ławce.
Super! Jeszcze tego brakowało! Skoro nie potrafię się skupić na temacie lekcji to z tym prostym zadaniem będzie pięć razy gorzej.
Westchnąłem i usiadłem tak, żeby być twarzą w twarz z Orionem.
- Emmm.. to może ty zacznij - powiedziałem wymuszając od siebie lekki uśmiech.
Orion skinął głową.
Dopiero teraz zauważyłem, że Black jest przystojny.
Ma arystokratyczne rysy twarzy, czarne oczy, w których można się utopić, tego samego koloru włosy, które były w artystycznym nieładzie, a poszczególne kosmyki opadały mu miękko na twarz. Włosy doskonale kontrastowały się z bladą karnacją Blacka. Ma malinowe usta, w których górna warga jest trochę węższa od dolnej. Kiedy się skupi nie widać tego po jego mimice twarzy, tylko po jego oczach i dolnej wardze, którą przygryza.
Uniósł rękę, w której trzymał różdżkę na wysokość mojej twarzy i zaczął robić nią mało skomplikowane ruchy mrucząc zaklęcie pod nosem.
Orionowi udało się dopiero po trzech próbach.
Teraz była moja kolej. Miałem co do tego złe przeczucia. Do zaklęć z działu transmutacji zawsze trzeba być mocno skupionym, a ja nie potrafiłem się skupić. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i podniosłem swoją różdżkę na wysokość twarzy Oriona.
Zacząłem robić różne ruchy nadgarstkiem i mruczałem zaklęcia. Jednak zamiast zmienić kolor brwi zmieniłem mu kolor włosów.
- Super - warknąłem.
Praktycznie każdy w klasie zauważył, że Orionowi zmienił się kolor włosów na - niestety - różowy.
- Nic się nie stało - powiedział poszkodowany uspokajająco.
- Nic się nie stało? - syknąłem nie akcentując pytania. - Właśnie zmieniłem ci kolor włosów na różowy - miałem ochotę krzyczeć, ale się powstrzymałem.
- Serio, nic się nie stało. Każdemu się może zdarzyć - powiedział Black cofając zaklęcie.
Resztę lekcji próbowałem zmienić kolor brwi Oriona choć z marnym skutkiem.
Kiedy zadzwonił dzwonek usłyszałem, że nauczyciel transmutacji prosi mnie, abym został tutaj na chwilę.
Szczerze? To miałem kompletnie dosyć tego dnia. Miałem ochotę znaleźć się w łóżku. Całe szczęście, że transmutacja była ostatnią lekcją.
- O co chodzi profesorze? - zapytałem.
- Zauważyłem, że dzisiaj całkowicie nie mogłeś się skupić na lekcji. Czy coś się stało? - odpowiedział pytaniem na pytanie tonem pełnym troski.
- Nie, nic się nie stało. Po prostu.. - przez chwilę zastanawiałem się czy nie powiedzieć nauczycielowi transmutacji o tym, że czuję się obserwowany. - Po prostu mam gorszy dzień - skłamałem wymuszając lekki uśmiech.
Profesor Dumbledore patrzył na mnie przez chwilę, westchnął i powiedział:
- Możesz już iść.
Posłusznie wyszedłem z klasy i skierowałem się do pokoju wspólnego. Wiedziałem jednak, że mężczyzna mi nie uwierzył.
Wieczór. Coraz szybciej zbliżała się cisza nocna, co oznaczało patrolujących korytarze nauczycieli.
Zbytnio się tym nie przejmowałem i zamiast wrócić do pokoju wspólnego poszedłem na błonia i usiadłem przed jeziorem. Była jesień czyli wieczorami i nocami na dworze robiło się zimno. Teraz było zimno, a na dodatek wiał lekki, ale mroźny wiatr. Ja oczywiście nie mam na sobie kurtki, szalika, a nawet czapki. Było mi zimno, ale tym też się nie przejmowałem. Patrzyłem w tafle jeziora. Pierwszy raz od dwóch dni czułem się wolny. Bez żadnych plotek, wytykania palcami. Nie czułem nawet tego dziwnego uczucia bycia obserwowanym.
Wspomnienie
Były święta. W tym roku cała rodzina zebrała się w domu, w którym mieszkam. Jedliśmy obiad. Siedziałem obok Jamesa i wujka Charliego. Powoli jadłem słuchając rozmowy dorosłych, która zeszła na homoseksualizm.
- Według mnie homoseksualiści nie powinni istnieć - powiedział z pogardą dziadek Artur.
Zacisnąłem zęby, ale na szczęście nikt tego nie zauważył.
Zacisnąłem zęby, ale na szczęście nikt tego nie zauważył.
Haloo! Masz wnuka homoseksualistę, ale o tym nie wiesz, bo miałem zamiar to powiedzieć dopiero teraz.
Tak. Chciałem to powiedzieć dopiero dzisiaj właśnie przy obiedzie. Obiecałem to Scrpiusowi, który już dawno powiedział rodzinie o swojej orientacji. U niego jakoś nikt się tym nie przejął - no może oprócz jego dziadka, który totalnie nie trawi homoseksualizmu.
- Tato, ale to też są ludzie. Nie możesz ich nienawidzić za coś na co nie mają wpływu - powiedział wujek George.
- Tato, ale to też są ludzie. Nie możesz ich nienawidzić za coś na co nie mają wpływu - powiedział wujek George.
- Oni są wybrykami natury. Nie powinni istnieć - powiedział dziadek, ale tym razem było słychać, że jest wkurzony.
Wstałem od stołu tak gwałtownie, że krzesło, na którym siedziałem z hukiem upadło na ziemię. Byłem świadomy tego, że każdy z mojej kochanej rodziny na mnie patrzy.
Podszedłem do drzwi wyjściowych, a kiedy miałem je otwierać usłyszałem głos babci Molly:
- Gdzie idziesz?
Odwróciłem się i zlustrowałem całą moją rodzinę. Zauważyłem, że nikt nie wstał, żeby podnieść krzesło, na którym siedziałem z ziemi.
- Jak to gdzie? - spytałem podnosząc jedną brew. - Zabić się. Bo przecież tacy jak ja nie powinni istnieć - odpowiedziałem na swoje własne pytanie z głosem pełnym jadu.
Wiedziałem, że nie był to najlepszy sposób na powiedzenie im tego, że jestem gejem. Wyszedłem z domu bez szalika, kurtki i czapki. Na dworze było biało od śniegu i przeraźliwie zimno.
Całe szczęście, że chociaż mam trampki zaśmiałem się w myślach.
Poszedłem do szopy koło domu. Tak jak zawsze była tam moja sowa.
Co mówił Scorpius? próbowałem sobie przypomnieć. A no tak "Nigdy nie mów rodzinie o swojej orientacji pod wpływem wściekłości. Mogą to przyjąć do wiadomości gorzej niż normalnie". Ups.. Chyba o tym nie pomyślałem.
Można to uznać za dziwne, ale ta szopa jest tak jakby moim azylem. Często tu przebywam jak jestem wściekły, albo po prostu chcę być sam. Przez to, że dosyć często tu przebywam mam tutaj schowane pióra, pergaminy i atrament, a co najlepsze jest tutaj moja sowa.
Wyciągnąłem pergaminy spod jakiegoś pudła po czym z niego wyciągnąłem pióro i atrament. Zamoczyłem pióro w kałamarzu. Po chwilowym zastanowieniu napisałem list do Scorpiusa ze skróconymi wydarzeniami z obiadu.
Kiedy skończyłem przywołałem do siebie sowę.
Kiedy skończyłem przywołałem do siebie sowę.
- Light to jest dla mnie bardzo ważne. Musisz znaleźć do Scorpiusowi - powiedziałem zawiązując sowie do nóżki list.
Zwierzę zahukało, a to oznaczało, że zrozumiało polecenie.
Postanowiłem poczekać.
Po jakiejś niecałej godzinie sowa wróciła.
Wreszcie! Najwyższy czas!
Odwiązałem list od nóżki sowy i przeczytałem go.
Pisało tylko:
"Ojciec otworzył dla ciebie naszą sieć fiu. Rusz swój jędrny tyłeczek do mnie.
Twój Scorpius".
Wywróciłem w duchu oczami.
Serio musiał napisać "jędrny tyłeczek"?!
Bez dłuższego zastanowienia ruszyłem w stronę domu. Było mi zimno. Czułem, że niektóre części ciała zostały zamrożone.
Wszedłem do domu, w którym nagle zrobiło się cicho. Wszyscy w tym momencie patrzyli na mnie.
Wszedłem do domu, w którym nagle zrobiło się cicho. Wszyscy w tym momencie patrzyli na mnie.
- Myśleliśmy, że poszedłeś się zabić! - krzyknęła mama.
- Wielkiej różnicy by nie zrobiło - mruknąłem bardziej do siebie niż do nich. - Jak widać jeszcze żyję, a to oznacza, że się nie zabiłem.
- Szkoda - mruknęła Rosie.
Babcia spojrzała na nią wściekła, a ja udawałem, że nie usłyszałem.
- Tato - spojrzałem na niego. - Zdecydowałem, że resztę dnia spędzę u Scorpiusa.. Nie wiem kiedy wrócę.
Nie patrząc na resztę wziąłem w garść proszek fiu i wszedłem do kominka. Scorpius mieszka w Malfoy Manor. Mówił mi, że jego dziadkowie się wyprowadzili, bo dom był dla nich za duży.
- Malfoy Manor - powiedziałem głośno, wrzucając proszek do kominka.
Zacząłem się kręcić, więc zamknąłem oczy, a ręce "przykleiłem" do boków. Poczułem, że zwalniam a kiedy już całkowicie zwolniłem otworzyłem oczy i wypadłem z kominka. Na szczęście ręce, które wyprostowałem zamortyzowały upadek.
Zacząłem się kręcić, więc zamknąłem oczy, a ręce "przykleiłem" do boków. Poczułem, że zwalniam a kiedy już całkowicie zwolniłem otworzyłem oczy i wypadłem z kominka. Na szczęście ręce, które wyprostowałem zamortyzowały upadek.
- Nienawidzę tego - mruknąłem wstając.
- Wiem - powiedział Scorpius.
Stał naprzeciw mnie, a na twarzy miał przyklejony ogromny uśmiech. Zacząłem otrzepywać się z proszku.
Czy on zawsze musi być ode mnie wyższy? Straciłem już nadzieję, że kiedykolwiek będę od niego wyższy.
Kiedy się otrzepałem zauważyłem rodziców Scorpiusa za nim. Co prawda nie jestem u nich pierwszy raz. Byłem u nich już kilka razy nawet wtedy kiedy już wiedzieli, że jesteśmy razem. Otrzymałem wtedy w prezencie od pana Malfoya pogawędkę na temat: "Co się ze mną stanie jeżeli skrzywdzę jego syna". Powinienem czuć się przy nich już w miarę swobodnie, ale nadal bałem się, że zrobię coś źle.
- Dzień dobry pani Malfoy, dzień dobry panie Malfoy - skinąłem do każdego głową.
Zauważyłem, że Scorpius przewraca oczami.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Był to salon utrzymywany w jasnych barwach. Tylko kanapa, fotele i stolik na kawę były w ciemnych kolorach.
- Z tego twojego listu niczego nie zrozumiałem. Lepiej będzie jak mi wszystko powiesz - powiedział Scorpius.
- Może następnym razem czytaj ze zrozumieniem? - zaproponowałem.
- I tak byś mi wszystko powiedział - blondyn machnął ręką w powietrzu. - Opowiadaj.
Westchnąłem.
Zauważyłem, że jego rodzice zaczęli mnie uważnie obserwować. Usiadłem na kanapie i zacząłem opowiadać. Powiedziałem, że dzisiaj zamierzałem im powiedzieć o mojej orientacji, o tym jak wstałem i wyszedłem z domu.
- Oni mnie nienawidzą - powiedziałem na zakończenie opowieści po czym schowałem twarz w dłoniach.
Poczułem, że ktoś dotyka moich kolan. Podniosłem głowę i zobaczyłem Scorpiusa kucającego przede mną z dłońmi na moich kolanach i lekkim uśmiechem na twarzy.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział czule.
Uśmiechnąłem się lekko na te słowa. - Wszystko będzie dobrze - powiedział czule.
Szarooki wstał i odwrócił się do swoich rodziców.
- Może Albus nocować u nas? - zapytał.
- W takiej sytuacji... Lepiej będzie jak zostanie u nas - powiedział tata Scorpiusa.
- Dziękuje - powiedziałem cicho.
- Może Albus nocować u nas? - zapytał.
- W takiej sytuacji... Lepiej będzie jak zostanie u nas - powiedział tata Scorpiusa.
- Dziękuje - powiedziałem cicho.
Na moje usta wkradł się uśmiech, a w oczach zebrały się łzy szczęścia.
Koniec Wspomnienia
Czemu musimy sobie coś przypomnieć w momentach, w których nie powinniśmy o tym myśleć?
Wstałem z ziemi i skierowałem się do pokoju wspólnego Ślizgonów omijając nauczycieli.
piątek, 18 marca 2016
Libster Blog Award #3
Brak komentarzy:
Autor:
Unknown
Nominacja
do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach
uznania za „dobrze wykonaną robotę”.Po odebraniu nagrody należy
odpowiedzieć na pytania otrzymane od osoby, która Cię nominowała.
Następnie Ty nominujesz kilka osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz
im pytania. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
Zostałam nominowana przez Bella Dark z bloga http://nowezycietomariddle.blogspot.com/
Pytania i odpowiedzi:
1. Jaka jest twoja ulubiona postać z HP i dlaczego.
To pytanie jest trudne! Mam kilka ulubionych postaci, a nawet całkiem sporo. Ale moją tak najbardziej ulubioną postacią jest Syriusz. Dlaczego? Pokazuję, że dla przyjaciela warto zamknąć się w Więzieniu i dla chrześniaka warto mieszkać w jaskini. No i zawsze wzrusza mnie ten moment jak w Wrzeszczącej Chacie mówi o LIly i Jamesie.
2. Śmierciożercy czy Zakon Feniksa.
Kolejne trudne pytanie.. Śmierciożercy mi jakoś specjalnie nie przeszkadzają.. Mam tam kilka ulubionych postaci, ale w Zakonie Feniksa też.. Nie popieram do końca tego co robi Voldi, ale Dumbledore też nie jest święty. Na pewno zostałabym neutralna, ale gdybym została wmieszana w wojnę walczyłabym po dobrej stronie, ale nie byłabym w Zakonie.
3. Ulubiony film
Nie oglądam filmów.. Ale gdybym miała wybrać byłby to "Ósmoklasiści nie płaczą"
4. Ulubiona część HP i dlaczego
HP i Więzień Azkabanu *-* Między innymi, że jest tam dużooo Syriusza i ten moment w Chacie mnie zawsze wzrusza :')
5. Jakie tematy książek lubisz Fantasy, przygodowe, ale pamiętnikami i tego typu książkami nie pogardzę.
6. Twoje hobby
Hmmm.. Lubię pisać, robić zdjęcia, śpiewać (czyt. fałszować) i na pewno coś jeszcze, ale teraz nie umiem wymyślić xD
7. Frugo czy tymbark?
Tymbark *-*
8. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Fioletowy, ale lubię też niebieski i zielony.
9. Jak spędzasz swój wolny czas?
Ostatnio nie mam wolnego czasu. Ale jak znajdę chociaż trochę to czytam książki, słucham muzyki i wychodzę ze znajomymi. Oczywiście piszę też rozdział :)
10. Noc czy dzień?
Noc
11. Ulubiony przedmiot w szkole?
Historia *-*
Teraz to ja powinnam zadać pytania i nominować blogi, ale tego nie zrobię.. Można to uznać za jeden z moich lepszych dni, albo (jeżeli ktoś woli) za lenistwo, przez które nie chcę mi się wymyślać pytań :D
7. Frugo czy tymbark?
Tymbark *-*
8. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Fioletowy, ale lubię też niebieski i zielony.
9. Jak spędzasz swój wolny czas?
Ostatnio nie mam wolnego czasu. Ale jak znajdę chociaż trochę to czytam książki, słucham muzyki i wychodzę ze znajomymi. Oczywiście piszę też rozdział :)
10. Noc czy dzień?
Noc
11. Ulubiony przedmiot w szkole?
Historia *-*
Teraz to ja powinnam zadać pytania i nominować blogi, ale tego nie zrobię.. Można to uznać za jeden z moich lepszych dni, albo (jeżeli ktoś woli) za lenistwo, przez które nie chcę mi się wymyślać pytań :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)