Dzisiaj jest niedziela. Idąc ze współlokatorami do Wielkiej Sali na śniadanie komentowali każdego ucznia.
- Sophia Carter, Krukonka. Najlepsza z eliksirów. Jest na szóstym roku. Czarne włosy, niebieskie oczy. Doskonałe połączenie. Jasna karnacja. Długie zgrabne nogi. Jeżeli się nie myle gra na pozycji ścigającego w quidditch'u. Chodzą plotki, że nieźle całuje - powiedział Avery patrząc na opisywaną dziewczynę.
- Ile razy mam powatarzać. Jestem gejem. Czyli nie pociągają mnie dziewczyny. Zresztą po co to robicie? Nie potrzebuję waszej pomocy w znalezieniu sobie partnera na randkę. Nawet nie chcę znaleźć partnera na randkę - powiedziałem.
- Obiecaliśmy, że pomożemy znaleźć ci kogoś z kim pójdziesz na randkę.
- Ja nic nie obiecywałem - odezwał się blondyn. - Nawet nie żałuję tego co zrobiliśmy.
- A powinieneś - wtrącił się Orion. - To była twoja wina. Ja na miejscu Severusa nie wyszedłbym dzisiaj z łóżka.
- Och.. Miałem taki plan, ale ktoś - spojrzałem na Notta. - Nie pozwolił mi na to i siłą wyciągnął mnie z łóżka. Do teraz boli mnie tyłek.
Chłopcy zachichotali.
Weszliśmy do Wielkiej Sali i skierowaliśmy się do stołu Ślizgonów. Wiedziałem, że każdy się na mnie patrzył, a za moimi plecami słyszałem szepty, no cóż po wczorajszym wyczynie Malfoya na pewno będzie tak przez parę tygodni. Usiadłem na swoim miejscu i rozejrzałem się po sali. Wszystko było w normie tylko Riddle obserwował mnie bardziej niż zwykle. Skrzywiłem się. Uznałem, że zrobię sobie dzisiaj na śniadanie tosta z dżemem truskawkowym, a do tego napiję się mojego ulubionego napoju - kawy. Kiedy zrobiłem już wystarczającą ilość tostów (trzeba pamiętać, że jestem teraz głodny jak wilk) nalałem sobie kawy do kubka i wziąłem łyka. Przymknąłem oczy z przyjemności jaką był łyk kawy. Zapomniałem już jak ona smakuje, tak dawno jej nie piłem. Po tym zacząłem jeść tosty jeden po drugim nie za bardzo przejmując się kulturą i tym, że mam pełną buzię. Nie przjemowałem się też tym, że gdzieś na twarzy mam dżem, co jest bardzo prawdopodobne.
- Severus? - usłyszałem nieznajomy głos za mną.
Szybko się odwróciłem i zobaczyłem chłopaka. Pięknego chłopaka.
Miał oczy koloru pochmurnego nieba i brązowe włosy ułożone na żelu do góry. Miał ciemniejszą karnacje i nawet przez szaty było widać, że jest umięśniony. Na pewno jakbym wstał byłby ode mnie wyższy o parę cali. Miał pełne, malinowe usta. Krawat wskazywał na przynależnośc do Revenclawu. Wyglądał tak schludnie, że przy nim czułem się jak świnia w oborze.
Popatrzyłem na niego wielkimi oczami i szybko starałem się połknąć wszystko co mam w buzi. Niestety było to za wiele dla mojego przełyku i zacząłem się krzsztusić odwróciłem się szybko i napiłem się kawy. Kiedy przestałem się krztusić odwróciłem się do bruneta. On tak samo jak przedtem miło się uśmiechał.
- Tak? - zapytałem trochę speszony.
Powinienem być czerwony jak burak. Ośmieszyłem się przy nim, ale nie ja muszę być całkowicie normalny w takich sytuacjach.
- Chcesz może wyjść ze mną do Hogsmeage w następne wyjście? - zapytał.
- Umm... To ma być randka? - zapytałem i od razu uderzyłem się mentalnie w twarz.
Jego policzki lekko się zaróżowiły.
- Tak - powiedział cicho patrząc na swoje buty.
- Chętnie - uśmiechnąłem się szeroko. - Tylko wiesz. Ty znasz moje imię, a ja twojego nie.
- Och tak - popatrzył na mnie i znowy uśmiechnął się na swój słodki sposób. - Jeff Davis.
- Dzięki - powiedziałem.
I już chciałem się odwracać, żeby wrócić do śniadania, ale on zrobił coś nieprzewidzianego. Przysunął się do mnie i kucnął, żeby być na moim poziomie. Wstrzymałem oddech. On wyciągnął dłoń do mojej twarzy i z kącika moich ust wziął dżem na kciuk. Potem wziął dżem do buzi. Wstając mrugnął do mnie i odszedł. Wypuściłem głośno drżące powietrze.
Odwróciłem się skołowany do chłopaków. Wiedziałem, że obserwowali całe zajście, bo czekali cicho czekając na to, aż coś powiem.
- Widzicie. Nie musieliście mi załatwiać randki - mruknąłem.
- Wyobraź sobie, że tego nie zauważyliśmy - sarknął Malfoy. - Ale nie kojarzę go za bardzo, a jest przystojny, więc powinienem.
- Jest Krukonem - powiedział Orion na co wszyscy przewrócili oczami.
- Serio? - zapytałem.
- Czekaj! Pamiętam go. Jest na naszym roku. Rok temu kiedy mieliśmy OPCM z Krukonami ja i on musieliśmy zrobić wspólny projekt. Po skończeniu tego projektu uczyliśmy się przez jakiś czas razem w bibliotece. Nie wiedziałem, że jest gejem.
- Może przestał przychodzić, bo się w tobie zakochał, a ty tego nie odwzajemniałeś, więc popadł w friendzone - mruknął Avery.
- Dobra przestańcie - powiedziałem. - Powiedźcie mi lepiej kiedy jest najbliższe spotkanie w Hogsmeage.
- Za tydzień w sobotę - powiedział Avery.
- Super - mruknałem. - A on nawet nie powiedział gdzie mamy się spotkać.
Tydzień zleciał szybko. Nim się spostrzegłem była już sobota. Wczoraj Jeff na obiedzie mi powiedział, że mamy spotkać się przed szkołą, aby potem pochodzić po wiosce. Przed szkołę przyszedłem piętnaście minut przed ustalonym czasem. Widziałem współlokatorów, którzy szli już do wioski. A ja co? Stałem jak ten idiota i czekałem. Czy się denerwowałem? Wcalee... skąd ten pomysł? BYŁEM PRZERAŻONY. Przecież to jest jak zdrada, prawda? Zdradzę swojego chłopaka, który jeszcze nie istnieje.. A skoro nie istnieje... Sam nie wiem czy brać to jako zdradę Scorpiusa czy nie.
Usiadłem na ławcę i potarłem dłonie o spodnie. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mu do głowy trzymanie mnie za rękę, bo tak się denerwuje, że mam całe spocone dłonie. Wiem też, że jestem cholernie blady jakbym zobaczył ducha czy coś..
Zamknąłem oczy i wziąłem głeboki wdech. Wypuściłem drżący oddech otwierając oczy. Zauważyłem, że Jeff idzie w moją stronę. Przełknąłem ślinę i uśmiechnąłem się lekko, wstając.
Jeff ubrał się w białą koszulę i jasne jeansy. Rękawy koszuli podwinął do łokci. Wyglądał oszałamiająco, bo biała koszula kontrastowała się z jego ciemniejszą karnacją.
Ja ubrałem się normalnie. Najzwyklejsza niebieska koszula i czarne spodnie. Zestaw moich ulubionych kolorów.
- Cześć. Długo na mnie czekałeś? - powiedział uśmiechając się lekko, przez co pokazał swoje dołeczki.
Tak jak myślałem na śniadaniu. Kiedy stoimi on jest ode mnie wyższy. Mam tego dość czemu ja jestem taki niski! Każdy jest ode mnie wyższy!
- Umm.. Hej. Nie czekałem długo. Przed chwilą przyszedłem - powiedziałem zgodnie z prawdą.
Chłopak uśmiechnął się szeroko.
- Idziemy? - zapytał.
- Jasne - powiedziałem uśmiechając się.
Stanąłem koło niego i razem z nim poszedłem w stronę wioski.
Patrząc w jego oczy widziałem jak bardzo był szczęśliwy tym, że zabrał mnie do Hogsmeage. Sam miałem co do tego mieszane uczucia, ale nie chciałem, żeby mu było przykro. Siedzieliśmy właśnie "Pod trzema miotłami", pijąc dobre piwo Madame Rosmerty. Według mnie cisza między nami była niezręczna, a chłopak nie wyglądał na wyluzowanego. Wręcz przeciwnie, był bardzo spięty. Chociż rozmawialiśmy parę razy w szkole, i nie przeczę, spędzaliśmy ciekawie razem czas, to jednak było co innego
Postanowiłem, że się odezwę.
- Um... Więc od jak dawna wiesz, że nie podobają ci się dziewczyny? - zapytałem, ale od razu zauważyłem, że palnąłem głupstwo.
Miałem ochotę walnąć się z otwartej dłoni w twarz.
Chłopak uśmiechnął się lekko. Wyglądał w tej chwili słodko. Lekki uśmiech i zakłopotanie robiło z niego słodkiego człowieka.
- To miło, że próbujesz rozluźnić atmosferę. Ale widzę, że coś cię gryzię. Może porozmawiamy o tym na zewnątrz? - zapytał.
Spojrzałem na niego z pytającym wyrazem twarzy.
A ty co, medium, że takie rzeczy wiesz?
- Okey - odpowiedziałem, wzruszając ramionami.
Tak jak Jeff dopiłem resztkę mojego piwa i razem z nim wyszedłem z baru.
Po wyjściu z baru chłopak szedł w stronę końca wioski. Kiedy się zatrzymaliśmy byliśmy w miejscu gdzie dobrze widać drzewo, w którym, jak opowiadał mi tata, mieszkał przez jakiś czas jego ojciec chrzestny - Syriusz Black.
- Więc, opowiadaj - powiedział Davis, a ja przestałem wpatrywać się w drzewo.
- Chodzi o to, że - za cholerę nie mam ochoty ci o tym mówić. - Miałem chłopaka, który umarł - przepraszam Scorpiusie za takie szybkie uśmiercenie ciebie. - I boję się, że.. z nikim nie wypali, że on mi na to nie pozwoli. Byliśmy bardzo długo razem i kochałem go, nie czekaj. Ja go nadal kocham. Moja miłość do niego nie zmalała. I nie myśl sobie, że ciebie nie lubię czy coś, bo na prawdę miło mi się spędza z tobą czas. Jesteś naprawdę uroczy i... Na prawdę cię lubię, ale nie wiem czy może być z tego coś więcej - powiedziałem.
W sumie powiedziałem prawdę, no może gdyby nie to, że Scorpius nie żyję.
-Przykro mi, jak chcesz możemy spróbować. Może cię w sobie rozkocham - mrugnął, a jak kiwnąłem głową.
Resztę dnia chodzliliśmy po Hogsmeage i spędzaliśmy miło czas. Zauważyłem, że od kąd powiedziałem mu to, co mnie gryzło, nie ma tej niezręcznej ciszy. Pod koniec dnia poszliśmy do zamku, a tam każdy poszedł z swoją stronę.
Ten dzień zaliczam do najbardziej udanych.
sobota, 29 października 2016
poniedziałek, 29 sierpnia 2016
Rozdział XIII - Inicjacja
1 komentarz:
Autor:
Unknown
Hej. Tutaj macie zapowiedziany rozdział. Bardzo przepraszam, że tak długo musieliście na niego czekać, ale trudno mi się go pisało i chciałam go dodać dopiero 1 września. Czemu dopiero we wrześniu? Wtedy jest rozpoczęcie roku szkolnego i chciałam wam jakoś umilić ten czas, ale uznałam, że nie chcę mi się czekać tych paru dni. Za jakiekolwiek błędy przepraszam.
Macie jakieś plany na ostatnie parę dni wakacji?
---
Rano obudziłem się i zdałem sobie sprawę, że jest sobota, a wczoraj był ostatni dzień szlabanu z Riddlem.
Jak mogłem o tym zapomnieć!
Byłeś zajęty ocenianiem przyszłego Voldemorta jako potencjalnego kochanka, nie pamiętasz? - przypomniał mi irytujący głosił w mojej głowie.
No tak, bo nie ma nic lepszego do robienia tylko ocenianie człowieka, który już zabił jako kochanka.
O Bogowie, teraz jak na to spojrzę mam ochotę zwymiotować. Jasne Riddle jest przystojny, ale nawet nie jest z moim typie, o!
To słaba wymówka.. - usłyszałem głos z mojej głowie.
Przecież jestem ze Scorpiusem, a Riddle mi się nawet nie podoba.
Powiedział co wiedział.. - po raz kolejny tego ranka usłyszałem irytujący głos w mojej głowie.
Potrząsnąłem głową i przestałem kłócić się z samym sobą.
- Riddle jest nikim dla ciebie. Jest tylko mordercom twoich dziadków i wielu innych ludzi z twojej rodziny, i nie tylko. Scorpius jest twoim chłopakiem, kochasz go, a on ciebie. Ufasz mu, a on tobie - szepnąłem bardzo cicho leżąc dalej w łóżku.
W końcu postanowiłem zwlec swoje cztery litery z łóżka i pójść do łazienki.
Z kufra wyciągnąłem moje ciuchy i poszedłem do łazienki, a tam wziąłem długi odprężający prysznic.
Kiedy myłem zęby usłyszałem łomotanie w drzwi.
- Sevuś pośpiesz się inni ludzie też potrzebują skorzystać z łazienki! - usłyszałem krzyk Malfoya.
Skrzywiłem się na nowy skrót, który nadał mi Abraxas. W sumie mówił już tak na mnie od tygodnia, ale w końcu naprawdę się wkurzę i przeklę go jakąś poważną klątwą tak, że nie będzie mógł wyjść ze Skrzydła Szpitalnego przez miesiąc albo więcej.
Poprawiłem swoje włosy (które stały się jeszcze bardziej roztrzepane niż zwykle) i wyszedłem z łazienki.
- Jeszcza raz tak na mnie powiesz to nie wyjdziesz ze Skrzydła Szpitalnego przez kolejny miesiąc - powiedziałem, wskazując na niego palcem.
- Nie będę musiał chodzić na lekcje dzięki tobie - blondyn wyszczerzył się.
Przewróciłem oczami.
- Nie gniewaj się Sev - powiedział powoli.
Dopiero teraz zauważyłem, że on tak samo jak swój prawnuk mówią rozciągając sylaby. Stwierdziłem, że to u nich rodzinne, bo ojciec Scorpiusa też tak ma.
W czasie naszej rozmowy do łazienki czmychnął Orion, zachichotałem. Malfoy przez chwilę nie wiedział o co chodzi, a potem odwrócił się w stronę drzwi do łazienki i przeczesał pokój wzrokiem chcąc wiedzieć kto zamknął się w łazience.
- Black pośpiesz się! Ja też chcę skorzystać z łazienki! Jeżeli nie wyjdziesz z niej w przeciągu pięciu minut zamorduje cię! - krzyknął rozwścieczony blondyn.
- Już to widzę! - odkrzyknął wesoło Orion.
Zacząłem się śmiać.
- A ty się tak nie śmiej, tylko módl się, żeby włosy ci jak najszybciej wyschły - zwrócił się do mnie blondyn.
- Niby dlaczego? - zapytałem, uśmiechając się szeroko i przeczesując palcami włosy.
- Jesteś przystojny. Mokre włosy powodują, że wyglądasz jeszcze lepiej. Chociaż tak naprawdę wyglądałbyś jak bóstwo dopiero wtedy kiedy wyszedłbyś z łazienki z ręcznikiem na biodrach, a po twoim torsie spływała powoli kropla wody albo byłbyś po prostu bez koszulki. Wiele dziewczyn i chłopców snuje o tobie fantazje erotyczne, a ty nikim nie jesteś zainteresowany. Ich to wkurza i za niedługo sami będą próbowali ciebie poderwać, bo widać, że ty nie podrywasz nikogo. Może być nawet tak, że uczniowie dobrzy z eliksirów, którzy snują o tobie fantazje erotyczne podadzą ci w jedzeniu lub napojach eliksir miłosny - powiedział Nott nagle znajdując się obok mnie.
Otwarłem szeroko usta. Na pewno teraz wyglądałem jak ryba.
- Zamknij usta nieciekawie wyglądasz - powiedział Avery, który stanął obok Malfoya.
Prychnąłem i zamknąłem usta.
- Czyli jak widać każdy wstał oprócz Lestrange'a - powiedziałem, a reszta w spokoju pokiwała głową. - A Orion już wyszedł z łazienki - dopowiedziałem kiedy Black otwierał drzwi.
Do łazienki szybko pobiegł Nott.
- To są jakieś żarty! - krzyknął Malfoy.
Zaśmiałem się cicho.
- Bądź ciszej, bo obudzisz Lestrenge'a - mruknąłem.
- No i co z tego? - Malfoy wzruszył ramionami.
- A to, że mam lepszy pomysł na obudzenie go - uśmiechnąłem się diablesko.
Podszedłem cicho do łóżka chłopaka i wyciągnąłem różdżkę.
- Aquamenti - mruknąłem, a z różdżki zaczął lać się strumień wody.
Brunet obudził się, a ja z miną niewiniątka schowałem różdżkę do kieszeni.
- Czemu to zrobiłeś, Wilson - warknął Lestrange.
- Tak słodko spałeś, a my nie i wiesz.. chcieliśmy cię obudzić, a to był najlepszy sposób - powiedziałem niewinnie.
- Jesteś okropny - usłyszałem od mokrego chłopaka.
- Oj tam - machnąłem ręką w powietrzu. - I tak mnie lubisz! Mnie nie da się nie lubić! - krzyknąłem podnosząc ręcę w powietrze.
Rozejrzałem się po pokoju.
- O Malfoy wreszcie poszedł do łazienki - mruknąłem. - Tylko się pośpiesz, bo reszta też chce się ogarnąć! - krzyknąłem.
- Spieprzaj! - usłyszałem w odpowiedzi.
- A sam każdego poganiasz - fuknąłem.
Usłyszałem śmiech każdego chłopaka.
Przewróciłem oczami, że aż zabolało.
Po jakiś kolejnych dwudziestu minutach wszyscy spokojnie szliśmy do Wielkiej Sali na śniadanie.
Poczułem czyjąć rękę na ramieniu, to Malfoy zaczął się na mnie wieszać.
- Wiesz lekki nie jesteś. Przestań się na mnie wieszać - mruknąłem.
- Właśnie Abraxas przez to go obciągasz - powiedział Lestrange, który jeszcze nie był do końca rozbudzony.
Każdy z nas wybuchnął niekontrolowanym śmiechem, a brunet się zmieszał i lekko zarumienił.
- Miało być obciążasz - mruknął do siebie.
Kiedy każdy przestał się śmiać byliśmy już niedaleko Wielkiej Sali.
- Sevuś - zaświergotał Malfoy przy moim uchu.
- Mówiłem żebyś tak na mnie nie mówił - warknąłem.
- Oj tam - blondyn machnął ręką w powietrzu. - Mamy pomysł na inicjacje dla ciebie za dołączenie do naszej paczki.
- Z tego co wiem inicjacie robi się następengo dnia po wstąpieniu do jakiejś grupy - powiedziałem.
- Tak wiemy, ale nie mieliśmy pomysłu - wtrącił Avery.
- To co to będzie? - zapytałem.
- Dowiesz się na obiedzie - powiedział tajemniczo Nott.
Spojrzałem pytająco na Oriona.
- Mnie o nic nie pytaj. Jasne wiem co to jest, ale jestem przeciw temu. Nawet nie brałem w tym udziału, a jestem pewien, że każdy z nas przez to będzie miał pogawędkę z dyrektorem - powiedział.
- Malfoy! Jeżeli będę miał kolejny szlaban to cię zabiję. Dopiero wczoraj skończył mi się ten z Riddlem, a już mam się pakować w nowe gówno?
- Nie przesadzaj. Na pewno szlaban z Riddlem ci się podobał.
- Tak bardzo - sarknąłem. - Sprzątałem jego biuro i łazienkę bez użycia magii. Potem segregowałem kartkotekę.
- Riddle zawsze daje jakieś trudne szlabany, ale każdy uczeń się cieszy jak ma z nim szlaban. Mogą wtedy bezkarnie się na niego patrzeć i mogą się pochwalić, że Riddle zwrócił na niego uwagę, i byli z nim w jednym pokoju przez parę godzin - Orion wzruszył ramionami.
Mogą też oceniać go jako potencjalnego kochanka albo snuć o nim jakieś erotyczne fantazje.
Usiadłem na swoim miejscu.
- Czemu mam przeczucie, że każdy Ślizgon wie o co chodzi w mojej inicjaci? - zapytałem powoli.
- Bo wiedzą - Malfoy się uśmiechnął. - Ale nawet nie próbuj się ich pytać co to jest. I tak nie powiedzą.
- Zabroniłeś im? - zapytałem.
Wzruszył ramionami.
- To ma być przecież niespodzianka - powiedział Nott.
- Zaczynam się bać - stwierdziłem.
Po śniadaniu postanowiliśmy zrobić zaległe zadania domowe, na nasze nieszczęście robiliśmy to do pory obiadu.
- Ja nie mam zamiaru jeszcze iść na obiad - powiedziałem zostawiając wypracowanie na transmutację, na stoliku, żeby atrament wysechł.
Na pytające miny kolegów odpowiedziałem:
- Mam zamiar iść jeszcze na błonia. Jeżeli mam umrzeć to wolę jeszcze pobyć chociaż kilka sekund na świeżym powietrzu.
- No wiesz, ja muszę skończyć pisać list do rodziców z wytłumaczeniem dlaczego zostałem zamordowany - mruknął Nott, a wszyscy oprócz mnie zaczęli się śmiać.
- Nie będziemy szli na błonia - Mafoy wyszczerzył do mnie zęby. - Wątpie, że TY zostaniesz zamordowany. Jak już to każdy z nas - pokazał ręką na siebie, Notta, Avery'ego i Lestrange'a.
- No dobra, to idziemy na obiad czy nie? - zapytał wyraźnie podekscytowany Nott.
- Musimy - powiedział Abraxas.
Z niechęcią schowałem podręczniki i wypracowania (w tym wypracowanie ma transmutacje, które zdążyło wyschnąć) do torby.
Znalazłem się w Wielkiej Sali zdecydowanie za szybko. Czułem się jakbym miał zdać jakiś trudny egzamin, a nie znam na niego ani jednej odpowiedzi.
Kiedy usiadłem na swoim miejscu przy stole Ślizgonów zacząłem wykręcać swoje palce, a potem zacząłem cokolwiek jeść.
Minęło pół obiadu. Czyżby chłopcy zapomnieli o tym co mieli zrobić? Oderwałem wzrok od mojego talerza i spojrzałem na nich. W ich twarzach można było wyczytać, że niczego nie zapomnieli.
- No to czas zacząć zabawę - powiedział blondyn uśmiechając się szeroko. - Rozchmurz się Sevuś - zwrócił się do mnie uśmiechając się jeszcze szerzej.
Popatrzyłem na niego z chęcią mordu wypisaną na twarzy.
- Nie nazywaj mnie tak - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Oj tam - machnął lekceważąco ręką. - Trzymaj kciuki - dodał szeptem.
Wstał ze swojego miejsca i wziął swój pusty puchar oraz widelczyk po czym lekko kilka razy stuknął widelczykiem w puchar. Cała Wielka Sala momentalnie ucichła i każdy bez wyjątku wpatrywał się w blondyna.
- Panie dyrektorze mógłbym coś powiedzieć - zapytał uśmiechając się lekko.
Dyrektor wyglądał chwilę na człowieka, który nie wiedział co powiedzieć.
- Umm.. No dobrze - powiedział.
Widać było, że pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji.
Przełknąłem głośno ślinę kiedy Malfoy szedł do mównicy. Stojąc przy niej wyciągnął z kieszeni spodni pomięty pergamin i zaczął mówić.
- Drogi profesorze Riddle - zaczął.
O Boże zabierzcie mnie stąd! Zabijcie, spalcie cokolwiek! Nie chcę tu być! Pozwólcie mi wyparować!
- Na początku chcemy podziękować panu za opiekę nad nami i wspaniałe lekcje, na których każdy z nas się wiele nauczył.
Na razie nie jest aż tak źle.
Każdy ze spokojem wpatrywał się w blondyna.
- Nie tak dawno temu do naszej szkoły przybył nowy uczeń Severus Wilson lub jak kto woli Sev ewentualnie Sevuś - kiedy szarooki to powiedział trzasnąłem głową o stół, a każdy się na mnie popatrzył. - Tiara Przydziału przydzieliła go do Slytherinu, ale przez pierwszy tydzień większość siedmiorocznych zastanawiało się jakim cudem nie został Krukonem. Jest on jednym z najlepszych uczniów w szkole, wspaniałym graczem quidditch'a i dobrym przyjacielem, a językiem posługuje się tak samo dobrze jak różdżką - Malfoy mówił dalej.
Zastanawiam się jakim cudem jeszcze nikt nie powiedział, żeby się zamknął i poszedł na miejsce. No cóż nawet nauczyciele byli zszokowani występem blondyna.
Ja coś jednak czuję, że zaraz będzie najgorsze.
- Wracając do tego co chciałem powiedzieć - o nie. - Severus od jakiegoś czasu zaczął się bardzo interesować panem, profesorze Riddle.
Co proszę?! Ja?! No chyba nie. Zabierzcie mnie proszę. Chcę się schować pod stół albo wyparować. Proszę niech ktoś mnie zabije!
W Wielkiej Sali przez chwilę panowały ciche szepty uczniów. Nauczyciele byli jeszcze bardziej zszokowani niż dwie minuty temu. No dobra Riddle wyglądał jakby było to najnudniejsze przedstawienie na ziemi. Próbowałem wstać, żeby wyjść z Wielkiej Sali, ale Nott, który siedzi obok, przytrzymał mnie, żebym się nigdzie nie ruszał, więc chcąc nie chcąc zostałem.
- W każdej naszej rozmowie, w której jest wymawiane pana nazwisko Severus nagle zaczyna w niej brać udział - ciągnął Abraxas. - Nie potrafi doczekać się nowych lekcji obrony, bo na nich ujrzy pana. Uznał też, że ostatni szlaban z panem był najwspanialszą rzeczą jaka mu się przytrafiła.
Chyba najgorszą.
Wiedziałem, że nie wyglądam najlepiej. Jestem czerwony jak piwonia przez co niektórzy myślą, że ten list to prawda. Cholera! Malfoy zamorduje cię!
- Tak więc Severus, który sam przed sobą tego nie przyzna, nie potrafi się panu oprzeć, a my Ślizgoni chcemy dopilnować, żeby pan się o tym dowiedział.
Czemu nikt go stamtąd nie ściągnie? Nie każe mu zejść lub nie rzuci na niego uroku?
- Z poważaniem Ślizgoni - zakończył blondyn.
Z uśmiechem schował pergamin do kieszeni i zaczął iść w stronę stołu Ślizgonów.
Kiedy był na miejscu zapytał:
- I co podobało się?
- Aktualnie mam ochotę się zabić - warknąłem.
Walnąłem głową w stół i zrobiłem tak kilka razy.
- Masz zamiar robić tak cały dzień? - zapytał Orion.
- Tak - powiedziałem podnosząc głowę.
Zauważyłem, że każdy na sali już spokojnie rozmawiał.
- Dlaczego musieliście zrobić coś takiego? Doskonale wiecie, że nie lubię Riddle'a - powiedziałem.
- Oj tam - Nott machnął beztrosko ręką.
- Oj tam? Aktualnie mam ochotę rzucić na was taką klątwę, że nie wyjdziecie ze Skrzydła Szpitalnego - warknąłem. - Nie wiem co wy sobie myśleliście o takiej inicjacji! To było najgorsze, co mogło mnie spotkać! Ja rozumiem gdyby inicjacją było pocałowanie jakiejś dziewczyny albo chłopaka, do cholery nawet nauczyciela, ale to?! Przesadziliście! - prawie krzyczałem po czym wyszedłem z Wielkiej Sali.
Kiedy wychodziłem z Wielkiej Sali każdy się na mnie patrzył. Pewnie po raz kolejny pomyśleli, że to co powiedział Abraxas było prawdą. A ja? Byłem wściekły jak nigdy dotąd. Prawie wybiegłem na korytarz i ruszyłem do lochów. Wykrzyknąłem hasło mając gdzieś czy ktoś je usłyszy, ale w sumie każdy był teraz na obiedzie. Kiedy znalazłem się w pokoju wspólnym wziąłem swoją torbę, którą zostawiłem na sofie i wbiegłem do dormitorium. W dormitorium rzuciłem swoją torbę obok łóżka, a sam rzuciłem się na łóżko twarzą do poduszki. Zacząłem powoli oddychać, żeby się uspokoić, ale nie za bardzo wyszło. Leżąc tak wyobrażałem sobie różne sposoby na zamordowanie moich współlokatorów. Kiedy usłyszałem głosy przed drzwiami dormitorium przycisnąłem bardziej twarz do poduszki - doskonale wiedziałem, że to moi współokatorzy.
- Popieprzyło was do reszty! - po głosie poznałem, że to Orion.
Usłyszałem, że drzwi się otwarły, a oni po prostu weszli do środka.
- Niby czemu?! - wrzasnął Lestrange.
Szybko usiadłem na łóżku ignorując zawroty głowy.
- CZY TY BYŚ SIĘ CIESZYŁ GDYBY, KTOŚ UZNAŁ, ŻE KOCHASZ SIĘ W SWOIM NAJMNIEJ LUBIANYM NAUCZYCIELEM I OGŁOSIŁ TO PRZED CAŁĄ SZKOŁĄ?! NO CHYBA NIE! - krzyczałem.
- Na Merlina uspokój się - powiedział spokojnie Malfoy.
- Łatwo ci mówić. To nie ty właśnie zostałeś skompromitowany przed całą szkołą. Co ty byś zrobił na moim miejscu? Ja aktualnie mam ochotę cię zabić - warknąłem.
- Uspokójcie się wszyscy! - krzyknął Orion. - Ten pomysł nie był najlepszy i cieszę się, że nie brałem w tym udziału. Rozumiem co czuje Severus sam nie chciałbym, żeby ktoś powiedział przed całą szkołą, że jestem zauroczony w nauczycielu, którego nie lubię. Ludzie teraz w to wierzą, ale uznają, że to kłamstwo wtedy kiedy zaczniesz się z kimś umawiać - powiedział patrząc na mnie. - Za tydzień w sobotę jest wyjście do Hogsmage najlepiej będzie jak kogoś na nie zaprosisz jeżeli nie chcesz, żeby ludzie w te plotki wierzyli - westchnął pocierając sobie kark.
- Twój pomysł jest dobry - powiedziałem powoli po chwili namysłu. - Ale nie mam kogo zabrać do Hogsmage.
- O to się nie martw! - krzyknął entuzjastycznie Avery. - Żeby się zrehabilitować w twoich oczach wszyscy oprócz Oriona pomożemy ci znaleźć idealną osobę na randkę w Hogsmage - wyszczerzył się, a reszta pokiwała głową na znak zgody.
***
Po obiedzie zaszyłem się w Pokoju Życzeń. Nie miałem ochoty nikogo widzieć ani sprawdzać wypracowań. Wiem, że prędzej czy później czeka mnie rozmowa z dyrektorem, ale wolę, żeby to było później. Reakcja Severusa kiedy Abraxas przeczytał ten list była jednoznaczna. Chłopak był cały czerwony na twarzy i zauważyłem, że próbował uciec z Wielkiej Sali, ale Nott go przytrzymał. Kiedy Malfoy skończył czytać o coś się pokłócili i zielonooki wybiegł z Sali. Czyżby to była prawda co mówił blondyn czy może kolejny żart z ich strony?
Szczerze sam nie wiedziałem, lecz miałem zamiar się dowiedzieć. Ale nie teraz, teraz mam ochotę pójść spać. Jestem wykończony dzisiejszym dniem.
I z tymi myślami poszedłem do swojego gabinetu, żeby później pójść do swoich prywatnych komnat położyć się spać.
Macie jakieś plany na ostatnie parę dni wakacji?
---
Rano obudziłem się i zdałem sobie sprawę, że jest sobota, a wczoraj był ostatni dzień szlabanu z Riddlem.
Jak mogłem o tym zapomnieć!
Byłeś zajęty ocenianiem przyszłego Voldemorta jako potencjalnego kochanka, nie pamiętasz? - przypomniał mi irytujący głosił w mojej głowie.
No tak, bo nie ma nic lepszego do robienia tylko ocenianie człowieka, który już zabił jako kochanka.
O Bogowie, teraz jak na to spojrzę mam ochotę zwymiotować. Jasne Riddle jest przystojny, ale nawet nie jest z moim typie, o!
To słaba wymówka.. - usłyszałem głos z mojej głowie.
Przecież jestem ze Scorpiusem, a Riddle mi się nawet nie podoba.
Powiedział co wiedział.. - po raz kolejny tego ranka usłyszałem irytujący głos w mojej głowie.
Potrząsnąłem głową i przestałem kłócić się z samym sobą.
- Riddle jest nikim dla ciebie. Jest tylko mordercom twoich dziadków i wielu innych ludzi z twojej rodziny, i nie tylko. Scorpius jest twoim chłopakiem, kochasz go, a on ciebie. Ufasz mu, a on tobie - szepnąłem bardzo cicho leżąc dalej w łóżku.
W końcu postanowiłem zwlec swoje cztery litery z łóżka i pójść do łazienki.
Z kufra wyciągnąłem moje ciuchy i poszedłem do łazienki, a tam wziąłem długi odprężający prysznic.
Kiedy myłem zęby usłyszałem łomotanie w drzwi.
- Sevuś pośpiesz się inni ludzie też potrzebują skorzystać z łazienki! - usłyszałem krzyk Malfoya.
Skrzywiłem się na nowy skrót, który nadał mi Abraxas. W sumie mówił już tak na mnie od tygodnia, ale w końcu naprawdę się wkurzę i przeklę go jakąś poważną klątwą tak, że nie będzie mógł wyjść ze Skrzydła Szpitalnego przez miesiąc albo więcej.
Poprawiłem swoje włosy (które stały się jeszcze bardziej roztrzepane niż zwykle) i wyszedłem z łazienki.
- Jeszcza raz tak na mnie powiesz to nie wyjdziesz ze Skrzydła Szpitalnego przez kolejny miesiąc - powiedziałem, wskazując na niego palcem.
- Nie będę musiał chodzić na lekcje dzięki tobie - blondyn wyszczerzył się.
Przewróciłem oczami.
- Nie gniewaj się Sev - powiedział powoli.
Dopiero teraz zauważyłem, że on tak samo jak swój prawnuk mówią rozciągając sylaby. Stwierdziłem, że to u nich rodzinne, bo ojciec Scorpiusa też tak ma.
W czasie naszej rozmowy do łazienki czmychnął Orion, zachichotałem. Malfoy przez chwilę nie wiedział o co chodzi, a potem odwrócił się w stronę drzwi do łazienki i przeczesał pokój wzrokiem chcąc wiedzieć kto zamknął się w łazience.
- Black pośpiesz się! Ja też chcę skorzystać z łazienki! Jeżeli nie wyjdziesz z niej w przeciągu pięciu minut zamorduje cię! - krzyknął rozwścieczony blondyn.
- Już to widzę! - odkrzyknął wesoło Orion.
Zacząłem się śmiać.
- A ty się tak nie śmiej, tylko módl się, żeby włosy ci jak najszybciej wyschły - zwrócił się do mnie blondyn.
- Niby dlaczego? - zapytałem, uśmiechając się szeroko i przeczesując palcami włosy.
- Jesteś przystojny. Mokre włosy powodują, że wyglądasz jeszcze lepiej. Chociaż tak naprawdę wyglądałbyś jak bóstwo dopiero wtedy kiedy wyszedłbyś z łazienki z ręcznikiem na biodrach, a po twoim torsie spływała powoli kropla wody albo byłbyś po prostu bez koszulki. Wiele dziewczyn i chłopców snuje o tobie fantazje erotyczne, a ty nikim nie jesteś zainteresowany. Ich to wkurza i za niedługo sami będą próbowali ciebie poderwać, bo widać, że ty nie podrywasz nikogo. Może być nawet tak, że uczniowie dobrzy z eliksirów, którzy snują o tobie fantazje erotyczne podadzą ci w jedzeniu lub napojach eliksir miłosny - powiedział Nott nagle znajdując się obok mnie.
Otwarłem szeroko usta. Na pewno teraz wyglądałem jak ryba.
- Zamknij usta nieciekawie wyglądasz - powiedział Avery, który stanął obok Malfoya.
Prychnąłem i zamknąłem usta.
- Czyli jak widać każdy wstał oprócz Lestrange'a - powiedziałem, a reszta w spokoju pokiwała głową. - A Orion już wyszedł z łazienki - dopowiedziałem kiedy Black otwierał drzwi.
Do łazienki szybko pobiegł Nott.
- To są jakieś żarty! - krzyknął Malfoy.
Zaśmiałem się cicho.
- Bądź ciszej, bo obudzisz Lestrenge'a - mruknąłem.
- No i co z tego? - Malfoy wzruszył ramionami.
- A to, że mam lepszy pomysł na obudzenie go - uśmiechnąłem się diablesko.
Podszedłem cicho do łóżka chłopaka i wyciągnąłem różdżkę.
- Aquamenti - mruknąłem, a z różdżki zaczął lać się strumień wody.
Brunet obudził się, a ja z miną niewiniątka schowałem różdżkę do kieszeni.
- Czemu to zrobiłeś, Wilson - warknął Lestrange.
- Tak słodko spałeś, a my nie i wiesz.. chcieliśmy cię obudzić, a to był najlepszy sposób - powiedziałem niewinnie.
- Jesteś okropny - usłyszałem od mokrego chłopaka.
- Oj tam - machnąłem ręką w powietrzu. - I tak mnie lubisz! Mnie nie da się nie lubić! - krzyknąłem podnosząc ręcę w powietrze.
Rozejrzałem się po pokoju.
- O Malfoy wreszcie poszedł do łazienki - mruknąłem. - Tylko się pośpiesz, bo reszta też chce się ogarnąć! - krzyknąłem.
- Spieprzaj! - usłyszałem w odpowiedzi.
- A sam każdego poganiasz - fuknąłem.
Usłyszałem śmiech każdego chłopaka.
Przewróciłem oczami, że aż zabolało.
Po jakiś kolejnych dwudziestu minutach wszyscy spokojnie szliśmy do Wielkiej Sali na śniadanie.
Poczułem czyjąć rękę na ramieniu, to Malfoy zaczął się na mnie wieszać.
- Wiesz lekki nie jesteś. Przestań się na mnie wieszać - mruknąłem.
- Właśnie Abraxas przez to go obciągasz - powiedział Lestrange, który jeszcze nie był do końca rozbudzony.
Każdy z nas wybuchnął niekontrolowanym śmiechem, a brunet się zmieszał i lekko zarumienił.
- Miało być obciążasz - mruknął do siebie.
Kiedy każdy przestał się śmiać byliśmy już niedaleko Wielkiej Sali.
- Sevuś - zaświergotał Malfoy przy moim uchu.
- Mówiłem żebyś tak na mnie nie mówił - warknąłem.
- Oj tam - blondyn machnął ręką w powietrzu. - Mamy pomysł na inicjacje dla ciebie za dołączenie do naszej paczki.
- Z tego co wiem inicjacie robi się następengo dnia po wstąpieniu do jakiejś grupy - powiedziałem.
- Tak wiemy, ale nie mieliśmy pomysłu - wtrącił Avery.
- To co to będzie? - zapytałem.
- Dowiesz się na obiedzie - powiedział tajemniczo Nott.
Spojrzałem pytająco na Oriona.
- Mnie o nic nie pytaj. Jasne wiem co to jest, ale jestem przeciw temu. Nawet nie brałem w tym udziału, a jestem pewien, że każdy z nas przez to będzie miał pogawędkę z dyrektorem - powiedział.
- Malfoy! Jeżeli będę miał kolejny szlaban to cię zabiję. Dopiero wczoraj skończył mi się ten z Riddlem, a już mam się pakować w nowe gówno?
- Nie przesadzaj. Na pewno szlaban z Riddlem ci się podobał.
- Tak bardzo - sarknąłem. - Sprzątałem jego biuro i łazienkę bez użycia magii. Potem segregowałem kartkotekę.
- Riddle zawsze daje jakieś trudne szlabany, ale każdy uczeń się cieszy jak ma z nim szlaban. Mogą wtedy bezkarnie się na niego patrzeć i mogą się pochwalić, że Riddle zwrócił na niego uwagę, i byli z nim w jednym pokoju przez parę godzin - Orion wzruszył ramionami.
Mogą też oceniać go jako potencjalnego kochanka albo snuć o nim jakieś erotyczne fantazje.
Usiadłem na swoim miejscu.
- Czemu mam przeczucie, że każdy Ślizgon wie o co chodzi w mojej inicjaci? - zapytałem powoli.
- Bo wiedzą - Malfoy się uśmiechnął. - Ale nawet nie próbuj się ich pytać co to jest. I tak nie powiedzą.
- Zabroniłeś im? - zapytałem.
Wzruszył ramionami.
- To ma być przecież niespodzianka - powiedział Nott.
- Zaczynam się bać - stwierdziłem.
Po śniadaniu postanowiliśmy zrobić zaległe zadania domowe, na nasze nieszczęście robiliśmy to do pory obiadu.
- Ja nie mam zamiaru jeszcze iść na obiad - powiedziałem zostawiając wypracowanie na transmutację, na stoliku, żeby atrament wysechł.
Na pytające miny kolegów odpowiedziałem:
- Mam zamiar iść jeszcze na błonia. Jeżeli mam umrzeć to wolę jeszcze pobyć chociaż kilka sekund na świeżym powietrzu.
- No wiesz, ja muszę skończyć pisać list do rodziców z wytłumaczeniem dlaczego zostałem zamordowany - mruknął Nott, a wszyscy oprócz mnie zaczęli się śmiać.
- Nie będziemy szli na błonia - Mafoy wyszczerzył do mnie zęby. - Wątpie, że TY zostaniesz zamordowany. Jak już to każdy z nas - pokazał ręką na siebie, Notta, Avery'ego i Lestrange'a.
- No dobra, to idziemy na obiad czy nie? - zapytał wyraźnie podekscytowany Nott.
- Musimy - powiedział Abraxas.
Z niechęcią schowałem podręczniki i wypracowania (w tym wypracowanie ma transmutacje, które zdążyło wyschnąć) do torby.
Znalazłem się w Wielkiej Sali zdecydowanie za szybko. Czułem się jakbym miał zdać jakiś trudny egzamin, a nie znam na niego ani jednej odpowiedzi.
Kiedy usiadłem na swoim miejscu przy stole Ślizgonów zacząłem wykręcać swoje palce, a potem zacząłem cokolwiek jeść.
Minęło pół obiadu. Czyżby chłopcy zapomnieli o tym co mieli zrobić? Oderwałem wzrok od mojego talerza i spojrzałem na nich. W ich twarzach można było wyczytać, że niczego nie zapomnieli.
- No to czas zacząć zabawę - powiedział blondyn uśmiechając się szeroko. - Rozchmurz się Sevuś - zwrócił się do mnie uśmiechając się jeszcze szerzej.
Popatrzyłem na niego z chęcią mordu wypisaną na twarzy.
- Nie nazywaj mnie tak - powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
- Oj tam - machnął lekceważąco ręką. - Trzymaj kciuki - dodał szeptem.
Wstał ze swojego miejsca i wziął swój pusty puchar oraz widelczyk po czym lekko kilka razy stuknął widelczykiem w puchar. Cała Wielka Sala momentalnie ucichła i każdy bez wyjątku wpatrywał się w blondyna.
- Panie dyrektorze mógłbym coś powiedzieć - zapytał uśmiechając się lekko.
Dyrektor wyglądał chwilę na człowieka, który nie wiedział co powiedzieć.
- Umm.. No dobrze - powiedział.
Widać było, że pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji.
Przełknąłem głośno ślinę kiedy Malfoy szedł do mównicy. Stojąc przy niej wyciągnął z kieszeni spodni pomięty pergamin i zaczął mówić.
- Drogi profesorze Riddle - zaczął.
O Boże zabierzcie mnie stąd! Zabijcie, spalcie cokolwiek! Nie chcę tu być! Pozwólcie mi wyparować!
- Na początku chcemy podziękować panu za opiekę nad nami i wspaniałe lekcje, na których każdy z nas się wiele nauczył.
Na razie nie jest aż tak źle.
Każdy ze spokojem wpatrywał się w blondyna.
- Nie tak dawno temu do naszej szkoły przybył nowy uczeń Severus Wilson lub jak kto woli Sev ewentualnie Sevuś - kiedy szarooki to powiedział trzasnąłem głową o stół, a każdy się na mnie popatrzył. - Tiara Przydziału przydzieliła go do Slytherinu, ale przez pierwszy tydzień większość siedmiorocznych zastanawiało się jakim cudem nie został Krukonem. Jest on jednym z najlepszych uczniów w szkole, wspaniałym graczem quidditch'a i dobrym przyjacielem, a językiem posługuje się tak samo dobrze jak różdżką - Malfoy mówił dalej.
Zastanawiam się jakim cudem jeszcze nikt nie powiedział, żeby się zamknął i poszedł na miejsce. No cóż nawet nauczyciele byli zszokowani występem blondyna.
Ja coś jednak czuję, że zaraz będzie najgorsze.
- Wracając do tego co chciałem powiedzieć - o nie. - Severus od jakiegoś czasu zaczął się bardzo interesować panem, profesorze Riddle.
Co proszę?! Ja?! No chyba nie. Zabierzcie mnie proszę. Chcę się schować pod stół albo wyparować. Proszę niech ktoś mnie zabije!
W Wielkiej Sali przez chwilę panowały ciche szepty uczniów. Nauczyciele byli jeszcze bardziej zszokowani niż dwie minuty temu. No dobra Riddle wyglądał jakby było to najnudniejsze przedstawienie na ziemi. Próbowałem wstać, żeby wyjść z Wielkiej Sali, ale Nott, który siedzi obok, przytrzymał mnie, żebym się nigdzie nie ruszał, więc chcąc nie chcąc zostałem.
- W każdej naszej rozmowie, w której jest wymawiane pana nazwisko Severus nagle zaczyna w niej brać udział - ciągnął Abraxas. - Nie potrafi doczekać się nowych lekcji obrony, bo na nich ujrzy pana. Uznał też, że ostatni szlaban z panem był najwspanialszą rzeczą jaka mu się przytrafiła.
Chyba najgorszą.
Wiedziałem, że nie wyglądam najlepiej. Jestem czerwony jak piwonia przez co niektórzy myślą, że ten list to prawda. Cholera! Malfoy zamorduje cię!
- Tak więc Severus, który sam przed sobą tego nie przyzna, nie potrafi się panu oprzeć, a my Ślizgoni chcemy dopilnować, żeby pan się o tym dowiedział.
Czemu nikt go stamtąd nie ściągnie? Nie każe mu zejść lub nie rzuci na niego uroku?
- Z poważaniem Ślizgoni - zakończył blondyn.
Z uśmiechem schował pergamin do kieszeni i zaczął iść w stronę stołu Ślizgonów.
Kiedy był na miejscu zapytał:
- I co podobało się?
- Aktualnie mam ochotę się zabić - warknąłem.
Walnąłem głową w stół i zrobiłem tak kilka razy.
- Masz zamiar robić tak cały dzień? - zapytał Orion.
- Tak - powiedziałem podnosząc głowę.
Zauważyłem, że każdy na sali już spokojnie rozmawiał.
- Dlaczego musieliście zrobić coś takiego? Doskonale wiecie, że nie lubię Riddle'a - powiedziałem.
- Oj tam - Nott machnął beztrosko ręką.
- Oj tam? Aktualnie mam ochotę rzucić na was taką klątwę, że nie wyjdziecie ze Skrzydła Szpitalnego - warknąłem. - Nie wiem co wy sobie myśleliście o takiej inicjacji! To było najgorsze, co mogło mnie spotkać! Ja rozumiem gdyby inicjacją było pocałowanie jakiejś dziewczyny albo chłopaka, do cholery nawet nauczyciela, ale to?! Przesadziliście! - prawie krzyczałem po czym wyszedłem z Wielkiej Sali.
Kiedy wychodziłem z Wielkiej Sali każdy się na mnie patrzył. Pewnie po raz kolejny pomyśleli, że to co powiedział Abraxas było prawdą. A ja? Byłem wściekły jak nigdy dotąd. Prawie wybiegłem na korytarz i ruszyłem do lochów. Wykrzyknąłem hasło mając gdzieś czy ktoś je usłyszy, ale w sumie każdy był teraz na obiedzie. Kiedy znalazłem się w pokoju wspólnym wziąłem swoją torbę, którą zostawiłem na sofie i wbiegłem do dormitorium. W dormitorium rzuciłem swoją torbę obok łóżka, a sam rzuciłem się na łóżko twarzą do poduszki. Zacząłem powoli oddychać, żeby się uspokoić, ale nie za bardzo wyszło. Leżąc tak wyobrażałem sobie różne sposoby na zamordowanie moich współlokatorów. Kiedy usłyszałem głosy przed drzwiami dormitorium przycisnąłem bardziej twarz do poduszki - doskonale wiedziałem, że to moi współokatorzy.
- Popieprzyło was do reszty! - po głosie poznałem, że to Orion.
Usłyszałem, że drzwi się otwarły, a oni po prostu weszli do środka.
- Niby czemu?! - wrzasnął Lestrange.
Szybko usiadłem na łóżku ignorując zawroty głowy.
- CZY TY BYŚ SIĘ CIESZYŁ GDYBY, KTOŚ UZNAŁ, ŻE KOCHASZ SIĘ W SWOIM NAJMNIEJ LUBIANYM NAUCZYCIELEM I OGŁOSIŁ TO PRZED CAŁĄ SZKOŁĄ?! NO CHYBA NIE! - krzyczałem.
- Na Merlina uspokój się - powiedział spokojnie Malfoy.
- Łatwo ci mówić. To nie ty właśnie zostałeś skompromitowany przed całą szkołą. Co ty byś zrobił na moim miejscu? Ja aktualnie mam ochotę cię zabić - warknąłem.
- Uspokójcie się wszyscy! - krzyknął Orion. - Ten pomysł nie był najlepszy i cieszę się, że nie brałem w tym udziału. Rozumiem co czuje Severus sam nie chciałbym, żeby ktoś powiedział przed całą szkołą, że jestem zauroczony w nauczycielu, którego nie lubię. Ludzie teraz w to wierzą, ale uznają, że to kłamstwo wtedy kiedy zaczniesz się z kimś umawiać - powiedział patrząc na mnie. - Za tydzień w sobotę jest wyjście do Hogsmage najlepiej będzie jak kogoś na nie zaprosisz jeżeli nie chcesz, żeby ludzie w te plotki wierzyli - westchnął pocierając sobie kark.
- Twój pomysł jest dobry - powiedziałem powoli po chwili namysłu. - Ale nie mam kogo zabrać do Hogsmage.
- O to się nie martw! - krzyknął entuzjastycznie Avery. - Żeby się zrehabilitować w twoich oczach wszyscy oprócz Oriona pomożemy ci znaleźć idealną osobę na randkę w Hogsmage - wyszczerzył się, a reszta pokiwała głową na znak zgody.
***
Po obiedzie zaszyłem się w Pokoju Życzeń. Nie miałem ochoty nikogo widzieć ani sprawdzać wypracowań. Wiem, że prędzej czy później czeka mnie rozmowa z dyrektorem, ale wolę, żeby to było później. Reakcja Severusa kiedy Abraxas przeczytał ten list była jednoznaczna. Chłopak był cały czerwony na twarzy i zauważyłem, że próbował uciec z Wielkiej Sali, ale Nott go przytrzymał. Kiedy Malfoy skończył czytać o coś się pokłócili i zielonooki wybiegł z Sali. Czyżby to była prawda co mówił blondyn czy może kolejny żart z ich strony?
Szczerze sam nie wiedziałem, lecz miałem zamiar się dowiedzieć. Ale nie teraz, teraz mam ochotę pójść spać. Jestem wykończony dzisiejszym dniem.
I z tymi myślami poszedłem do swojego gabinetu, żeby później pójść do swoich prywatnych komnat położyć się spać.
wtorek, 26 lipca 2016
Wakacyjne info!
Brak komentarzy:
Autor:
Unknown
Hej. Wiem, że wielu z was spodziewało się nowego rozdziału, ale niestety was zawiodę.
Mam nadzieję, że się nie zniechęcisz i przeczytasz do końca. Zostałeś? To dobrze.
Po pierwsze bardzo przepraszam, że nie dodałam rozdziału, ale w wakacje chciałam trochę nadrobić z czytaniem książek i oglądaniem serialu.
Po drugie. Jak większość w wakacje gdzieś wyjeżdżam, a ja wyjeżdżam już jutro. Teoretycznie mogłabym wstawić już rozdział, ale nie jest dokończony i dopracowany. Napisany jest w większej połowie, a naprawdę bardzo się staram, żeby ten rozdział był długi i się wam spodobał.
Z moich wakacji wrócę około 19 sierpnia, więc gdzieś tak po tym dniu wyczekujcie rozdziału. Oczywiście postaram się dodać go wcześniej, ale niczego nie obiecuję.
Jak już pisałam muszę go dokończyć i dopracować. Chcę wam wynagrodzić tyle dni bez rozdziału. Chcę, żeby ten rozdział był naprawdę długi, aby wynagrodzić wam te ostatnie krótkie rozdziały.
Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Życzę miło spędzonych wakacji.
Isia xx
Mam nadzieję, że się nie zniechęcisz i przeczytasz do końca. Zostałeś? To dobrze.
Po pierwsze bardzo przepraszam, że nie dodałam rozdziału, ale w wakacje chciałam trochę nadrobić z czytaniem książek i oglądaniem serialu.
Po drugie. Jak większość w wakacje gdzieś wyjeżdżam, a ja wyjeżdżam już jutro. Teoretycznie mogłabym wstawić już rozdział, ale nie jest dokończony i dopracowany. Napisany jest w większej połowie, a naprawdę bardzo się staram, żeby ten rozdział był długi i się wam spodobał.
Z moich wakacji wrócę około 19 sierpnia, więc gdzieś tak po tym dniu wyczekujcie rozdziału. Oczywiście postaram się dodać go wcześniej, ale niczego nie obiecuję.
Jak już pisałam muszę go dokończyć i dopracować. Chcę wam wynagrodzić tyle dni bez rozdziału. Chcę, żeby ten rozdział był naprawdę długi, aby wynagrodzić wam te ostatnie krótkie rozdziały.
Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Życzę miło spędzonych wakacji.
Isia xx
sobota, 9 lipca 2016
Rozdział XII - Szlaban u Riddle'a
Brak komentarzy:
Autor:
Unknown
Reszta miesiąca szybko zleciała. Chociaż każdy pamiętał doskonały mecz quidditch'a, w którym Ślizgoni wygrali, to i tak każdy był zajęty przygotowaniem się do nocy duchów.
Wszyscy w szkole mówią, że w tym roku grono pedagogiczne zorganizowało bal, a osoba, która się na niego wybiera musi być za coś/kogoś przebrana.
Niestety to już dzisiaj i każdy wczoraj kupował przebranie w hogsmage. Każdy oprócz mnie. Na początku tygodnia razem ze współlokatorami zrobiliśmy kawał Puchonom na Obronie i MI się oberwało, bo Riddle zauważył tylko mnie. Codziennie przed kolacją musiałem iść do gabinetu Riddle'a i odrabiać karę pod jego czujnym okiem. Przez ten tydzień ani razu nie zjadłem kolacji w Wielkiej Sali - zawsze szedłem do kuchni kiedy odrobiłem karę. Za pierwszym razem kiedy przyszedłem odrabiać karę Riddle kazał mi posprzątać swój gabinet. Drugiego dnia kazał wysprzątać swoją łazienkę. Potem było już z górki segregowałem kartotekę z karami. Każdą kartę, w której atrament wyblakł lub została w jakimś stopniu została uszkodzona musiałem przepisywać.
Robiłem to już od półtorej godziny w tym czasie moi znajomi doskonale bawili się na balu Halloweenowym. Kiedy sprzątałem gabinet lub łazienkę Riddle'a siedziałem tu tak długo dopóki nie skończyłem swojej roboty. Pamiętam, że jak sprzątałem gabinet Riddle'a wróciłem do dormitorium grubo po pierwszej w nocy, a następnego dnia wyglądałbym jak zombie, gdyby nie zaklęcie glamour, ale jestem pewny, że zachowywałem się jak zombie.
Kiedy segreguje kartotekę Riddle wypuszcza mnie po trzech ewentualnie trzech i pół godzinach.
Spojrzałem na Toma.
Wyglądał na dwadzieścia pięć lat, może mniej. Ma orzechowe oczy, jasną karnacje oraz czarne rozczochrane włosy, które kontrastowały się z karnacją mężczyzny. Zauważyłem też, że Riddle jest umięśniony w odpowiednich miejscach, a koszula, którą teraz na sobie miał przylegała do niego i pokazywała jak bardzo ma umięśnioną klatkę piersiową. Jego nogi też były umięśnione, co zawsze było widać jak miał na sobie spodnie, które przylegały do nich. W dłoniach ze zwinnymi palcami zwykle trzymał różdżkę lub książkę, a teraz czarnowłosy sprawdzał wypracowania, więc w prawej ręce trzymał pióro. Z twarzy ściągnął maskę i było widać, że jest całkowicie skupiony na swojej pracy. Przez ciężkie rysy twarzy nie mógł był arystokratą, ale i tak wyglądał olśniewająco. Długie rzęsy rzucały cień na jego policzkach. Dolna warga jego ust była pełna, a górna nie całkiem.
Usta same prosiły się o pocałunek. W tym momencie miałem ochotę podejść do niego i po prostu go pocałować - dowiedzieć się czym smakują jego usta oraz czym pachnie jego skóra lub ubrania. Chciałem się dowiedzieć też jak bardzo Riddle jest doświadczony w pocałunkach.
- Wszystko w porządku, Severusie? - zapytał przyszły Czarny Pan, który zauważył, że się w niego wpatruje.
Ocknąłem się ze swoich myśli i zarumieniłem się lekko.
- Tak profesorze - wymamrotałem od razu kierując wzrok na pergamin.
W tym momencie byłem pewny, że moje policzki są koloru dojrzałych pomidorów.
O Bogowie! Właśnie oceniałem przyszłego mordercę jako potencjalnego kochanka! Na Boga chciałem go pocałować? Co się ze mną dzieję? Powinni już znaleźć dla mnie miejsce w Mungu.
Czekaj! Stop! On powiedział do mnie po imieniu! Co się dzieję z tym światem dzisiaj?
Po następnej półtorej godziny spokojnie mogłem iść do dormitorium.
Wszyscy w szkole mówią, że w tym roku grono pedagogiczne zorganizowało bal, a osoba, która się na niego wybiera musi być za coś/kogoś przebrana.
Niestety to już dzisiaj i każdy wczoraj kupował przebranie w hogsmage. Każdy oprócz mnie. Na początku tygodnia razem ze współlokatorami zrobiliśmy kawał Puchonom na Obronie i MI się oberwało, bo Riddle zauważył tylko mnie. Codziennie przed kolacją musiałem iść do gabinetu Riddle'a i odrabiać karę pod jego czujnym okiem. Przez ten tydzień ani razu nie zjadłem kolacji w Wielkiej Sali - zawsze szedłem do kuchni kiedy odrobiłem karę. Za pierwszym razem kiedy przyszedłem odrabiać karę Riddle kazał mi posprzątać swój gabinet. Drugiego dnia kazał wysprzątać swoją łazienkę. Potem było już z górki segregowałem kartotekę z karami. Każdą kartę, w której atrament wyblakł lub została w jakimś stopniu została uszkodzona musiałem przepisywać.
Robiłem to już od półtorej godziny w tym czasie moi znajomi doskonale bawili się na balu Halloweenowym. Kiedy sprzątałem gabinet lub łazienkę Riddle'a siedziałem tu tak długo dopóki nie skończyłem swojej roboty. Pamiętam, że jak sprzątałem gabinet Riddle'a wróciłem do dormitorium grubo po pierwszej w nocy, a następnego dnia wyglądałbym jak zombie, gdyby nie zaklęcie glamour, ale jestem pewny, że zachowywałem się jak zombie.
Kiedy segreguje kartotekę Riddle wypuszcza mnie po trzech ewentualnie trzech i pół godzinach.
Spojrzałem na Toma.
Wyglądał na dwadzieścia pięć lat, może mniej. Ma orzechowe oczy, jasną karnacje oraz czarne rozczochrane włosy, które kontrastowały się z karnacją mężczyzny. Zauważyłem też, że Riddle jest umięśniony w odpowiednich miejscach, a koszula, którą teraz na sobie miał przylegała do niego i pokazywała jak bardzo ma umięśnioną klatkę piersiową. Jego nogi też były umięśnione, co zawsze było widać jak miał na sobie spodnie, które przylegały do nich. W dłoniach ze zwinnymi palcami zwykle trzymał różdżkę lub książkę, a teraz czarnowłosy sprawdzał wypracowania, więc w prawej ręce trzymał pióro. Z twarzy ściągnął maskę i było widać, że jest całkowicie skupiony na swojej pracy. Przez ciężkie rysy twarzy nie mógł był arystokratą, ale i tak wyglądał olśniewająco. Długie rzęsy rzucały cień na jego policzkach. Dolna warga jego ust była pełna, a górna nie całkiem.
Usta same prosiły się o pocałunek. W tym momencie miałem ochotę podejść do niego i po prostu go pocałować - dowiedzieć się czym smakują jego usta oraz czym pachnie jego skóra lub ubrania. Chciałem się dowiedzieć też jak bardzo Riddle jest doświadczony w pocałunkach.
- Wszystko w porządku, Severusie? - zapytał przyszły Czarny Pan, który zauważył, że się w niego wpatruje.
Ocknąłem się ze swoich myśli i zarumieniłem się lekko.
- Tak profesorze - wymamrotałem od razu kierując wzrok na pergamin.
W tym momencie byłem pewny, że moje policzki są koloru dojrzałych pomidorów.
O Bogowie! Właśnie oceniałem przyszłego mordercę jako potencjalnego kochanka! Na Boga chciałem go pocałować? Co się ze mną dzieję? Powinni już znaleźć dla mnie miejsce w Mungu.
Czekaj! Stop! On powiedział do mnie po imieniu! Co się dzieję z tym światem dzisiaj?
Po następnej półtorej godziny spokojnie mogłem iść do dormitorium.
piątek, 10 czerwca 2016
Rozdział XI - Ślizgoni wygrali!
Brak komentarzy:
Autor:
Unknown
Teraz żałuję, że zgodziłem się na granie w tym meczu. Co ja sobie wtedy myślałem!
Na Merlina stresuję się bardziej niż jak miałem zagrać mój pierwszy mecz w karierze szkolnej.
Przecież to tylko zwykły mecz, prawda? No może nie zwykły, bo będę grał z pradziadkami moich znajomych, z czego w moim czasie większość już umarła. Z przyczyn naturalnych lub nie. Dodatkowo na widowni będzie przyszły morderca. Nie no to jest super pocieszenie. Chyba wolałbym być jeszcze w Skrzydle Szpitalnym. Na Merlina, co się ze mną dzieję, że wolałbym leżeć w szpitalu niż grać? Nie no serio mówię zabijcie mnie. Niepotrzebnie się zgadzałem, ale co poradzić? Zabiliby mnie jakbym nie zagrał. Może wtedy szybciej wróciłbym do mojego czasu? Teraz serio wolałbym być w moim prawdziwym czasie niż siedzieć w tym z mega ważną misją, której nie wiem jak zrobić. Cholera.
Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie uśmiechniętego Scorpiusa. Jego blond włosy były roztrzepane we wszystkie strony, a jak się uśmiechał w lewym policzku miał dołeczek. Jego lewy profil był zdecydowanie lepszy od prawego. W szaro-niebieskich oczach było widać iskierki radości, a alabastrowa skóra odznaczała się od ciemnego szkolnego mundurka.
Uspokoiłem się. Czasem miałem tak jak teraz, że zaczynałem panikować przed meczem lub jakąś inną rzeczą. Ostatni raz spanikowałem przed Balem Bożonarodzeniowym, który zorganizowała szkoła. Lecz zawsze jak zaczynałem panikować Scorpius był przy mnie i pomagał mi się uspokoić.
Otworzyłem oczy.
Siedziałem w szatni Ślizgonów. Każdy był już przebrany i czekał na mecz. Wczoraj chłopcy wbili mi do głowy całą taktykę swojego domu. Ze zdenerwowania zacząłem tupać nogą. Przeczesałem swoje włosy, a potem zacząłem bawić się palcami.
Mam nadzieję, że wygramy.
***
Każdy teraz śpieszył się na mecz Ślizgoni vs Gryfoni. Oczywiście miałem nadzieję, że wygrają Ślizgoni.
Kiedy chodziłem do Hogwartu nie uczestniczyłem w meczach quidditch'a. Za bardzo nie lubiłem ani grać w ta grę, ani oglądać jak przebiega mecz. Wtedy zawsze zaszywałem się w bibliotece, pokoju wspólnym ewentualnie dormitorium i robiłem zadania domowe lub się uczyłem.
Tym razem było inaczej. Malfoy zadeklarował mi, że zamiast ich szukającego zagra Wilson, który podobno dobrze gra. Chciałem tylko zobaczyć jak gra to nic takiego, prawda?
Ostatnio zauważyłem, że dosyć często moje myśli zajmuje Severus, ale to całkowicie normalne. Chcę tylko poznać jego tajemnicę, którą bardzo dobrze ukrywa. Przecież pojawił się w połowie października praktycznie z nikąd i już stał się pupilkiem większości nauczycielów.
Idąc na mecz omijałem uśmiechnięte dzieciaki. Zaczynając od pierwszorocznych kończąc na siódmorocznych. Krukoni i Puchoni na pewno jak zawsze kiedy gra Slytherin przeciwko Gryffindorowi kibicuje Gryfonom.
Poszedłem na trybuny nauczycieli akurat wtedy kiedy zaczynał się mecz.
Teoretycznie nie znałem się na quidditchu, ale było widać, że Severus potrafi grać. Nie szukał kłopotów i rozglądał się w poszukiwaniu złotego znicza. Od czasu do czasu jak Ślizgoni zdobyli punkty dał upust swojej radości. Na razie Slytherin wygrywał.
Wreszcie można było zauważyć, że Severus ujrzał złoty znicz. Jak zaczął lecieć w jego stronę, Potter szukający Gryffindoru poleciał za nim. Znicz leciał prosto do ziemi, a chłopcy byli bardzo blisko niej. Każdy na trybunach bał się, że chłopcom coś się stanie. Potter w końcu wyhamował, bo bał się niżej lecieć, a Severus poleciał i bardzo blisko ziemi zahamował. Lecąc bardzo blisko ziemi mógł spokojnie złapać złotego znicza, ale nie potrafił. Dał, więc nogi na miotle i stanął na niej, po czym zrobił salto w powietrzu, łapiąc przy okazji znicz.
Było słychać ogromny wrzask.
Ślizgoni wygrali.
Na Merlina stresuję się bardziej niż jak miałem zagrać mój pierwszy mecz w karierze szkolnej.
Przecież to tylko zwykły mecz, prawda? No może nie zwykły, bo będę grał z pradziadkami moich znajomych, z czego w moim czasie większość już umarła. Z przyczyn naturalnych lub nie. Dodatkowo na widowni będzie przyszły morderca. Nie no to jest super pocieszenie. Chyba wolałbym być jeszcze w Skrzydle Szpitalnym. Na Merlina, co się ze mną dzieję, że wolałbym leżeć w szpitalu niż grać? Nie no serio mówię zabijcie mnie. Niepotrzebnie się zgadzałem, ale co poradzić? Zabiliby mnie jakbym nie zagrał. Może wtedy szybciej wróciłbym do mojego czasu? Teraz serio wolałbym być w moim prawdziwym czasie niż siedzieć w tym z mega ważną misją, której nie wiem jak zrobić. Cholera.
Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie uśmiechniętego Scorpiusa. Jego blond włosy były roztrzepane we wszystkie strony, a jak się uśmiechał w lewym policzku miał dołeczek. Jego lewy profil był zdecydowanie lepszy od prawego. W szaro-niebieskich oczach było widać iskierki radości, a alabastrowa skóra odznaczała się od ciemnego szkolnego mundurka.
Uspokoiłem się. Czasem miałem tak jak teraz, że zaczynałem panikować przed meczem lub jakąś inną rzeczą. Ostatni raz spanikowałem przed Balem Bożonarodzeniowym, który zorganizowała szkoła. Lecz zawsze jak zaczynałem panikować Scorpius był przy mnie i pomagał mi się uspokoić.
Otworzyłem oczy.
Siedziałem w szatni Ślizgonów. Każdy był już przebrany i czekał na mecz. Wczoraj chłopcy wbili mi do głowy całą taktykę swojego domu. Ze zdenerwowania zacząłem tupać nogą. Przeczesałem swoje włosy, a potem zacząłem bawić się palcami.
Mam nadzieję, że wygramy.
***
Każdy teraz śpieszył się na mecz Ślizgoni vs Gryfoni. Oczywiście miałem nadzieję, że wygrają Ślizgoni.
Kiedy chodziłem do Hogwartu nie uczestniczyłem w meczach quidditch'a. Za bardzo nie lubiłem ani grać w ta grę, ani oglądać jak przebiega mecz. Wtedy zawsze zaszywałem się w bibliotece, pokoju wspólnym ewentualnie dormitorium i robiłem zadania domowe lub się uczyłem.
Tym razem było inaczej. Malfoy zadeklarował mi, że zamiast ich szukającego zagra Wilson, który podobno dobrze gra. Chciałem tylko zobaczyć jak gra to nic takiego, prawda?
Ostatnio zauważyłem, że dosyć często moje myśli zajmuje Severus, ale to całkowicie normalne. Chcę tylko poznać jego tajemnicę, którą bardzo dobrze ukrywa. Przecież pojawił się w połowie października praktycznie z nikąd i już stał się pupilkiem większości nauczycielów.
Idąc na mecz omijałem uśmiechnięte dzieciaki. Zaczynając od pierwszorocznych kończąc na siódmorocznych. Krukoni i Puchoni na pewno jak zawsze kiedy gra Slytherin przeciwko Gryffindorowi kibicuje Gryfonom.
Poszedłem na trybuny nauczycieli akurat wtedy kiedy zaczynał się mecz.
Teoretycznie nie znałem się na quidditchu, ale było widać, że Severus potrafi grać. Nie szukał kłopotów i rozglądał się w poszukiwaniu złotego znicza. Od czasu do czasu jak Ślizgoni zdobyli punkty dał upust swojej radości. Na razie Slytherin wygrywał.
Wreszcie można było zauważyć, że Severus ujrzał złoty znicz. Jak zaczął lecieć w jego stronę, Potter szukający Gryffindoru poleciał za nim. Znicz leciał prosto do ziemi, a chłopcy byli bardzo blisko niej. Każdy na trybunach bał się, że chłopcom coś się stanie. Potter w końcu wyhamował, bo bał się niżej lecieć, a Severus poleciał i bardzo blisko ziemi zahamował. Lecąc bardzo blisko ziemi mógł spokojnie złapać złotego znicza, ale nie potrafił. Dał, więc nogi na miotle i stanął na niej, po czym zrobił salto w powietrzu, łapiąc przy okazji znicz.
Było słychać ogromny wrzask.
Ślizgoni wygrali.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Rozdział X - Wyjście ze Skrzydła Szpitalnego
1 komentarz:
Autor:
Unknown
Tamtamtamdaaa!! Dzisiaj rozdział. Znowu jest krótki, ale ważne, że jest rozdział, prawda?
Zastanawiam się, czy właśnie nie zrobić tak, że będę pisała krótsze rozdziały, ale częściej.
Napisałabym oczywiście rozdział wcześniej, ale miałam problemy z internetem u mnie w pokoju, a komputer mam w salonie, a jakoś nie lubię pisać, jak ktoś się patrzy, co robię.
Dodatkowo urodziny mnie przytłoczyły. Chciałam w nie napisać rozdział, ale koleżanka wyciągnęła mnie na dwór.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, postaram się je wyłapać w wolnym czasie.
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, miłego czytania :*
-------
Kolejny tydzień przeleżałem w skrzydle szpitalnym. Abraxas, Lestrange, Orion, Avery i Nott codziennie do mnie przychodzili i dawali mi zadania domowe oraz notatki z lekcji, żebym wszystko uzupełnił.
Orion był u mnie prawie cały czas, bo jako jedyny nie grał w quidditch'a i nie musiał trenować dzień, w dzień.
Zbliżał się mecz Ślizgoni przeciwko Gryfonom, więc chłopcy musieli cały czas trenować. Każdy wie, że to oni chcieli wygrać.
Wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że dzisiaj na kolację będę już mógł wrócić do dormitorium.
Teraz jestem sam i piszę esej na transmutacje. Abraxas, Lestrange, Avery i Nott mieli teraz trening, a Black robił jakieś super ważne zadanie w bibliotece.
Czułem się samotny. Bardziej samotny niż jak pierwszy dzień miałem tutaj spędzić. Przyzwyczaiłem się już, że jestem z nimi prawie zawsze, że jestem w tym czasie i mam zrobić mega ważną misję, za którą się nie potrafię wziąć. Prawda jest taka, że czasem potrzebuję samotności i mogę siedzieć sam w jakimś miejscu nawet kilka godzin, ale aktualnie chciałbym rozmawiać ze współlokatorami, a nie siedzieć w łóżku w skrzydle szpitalnym i pisać esej na transmutacje. Pergamin leżał na pościeli, na nim leżało pióro. Książkę miałem na kolanach szukając odpowiednich rzeczy, o których miałem pisać. Niestety nic nie znalazłem i chociaż miałem już jedną stronę zapełnioną było za mało. Trzeba było co najmniej dwie. Warknąłem zirytowany i rzuciłem książką tak, że odbiła się od ściany naprzeciw mnie. Potrzebuje jakiejś książki z biblioteki która mi pomoże, ale oczywiście nie mogę wyjść.
Westchnąłem i powoli wyszedłem z łóżka tylko po to, żeby podnieść książkę z podłogi.
Czuję się tutaj jak w klatce. Nie dość, że nienawidzę przebywać w tym miejscu, to jeszcze muszę dłużej niż bym chciał.
Wreszcie mogłem wyjść ze skrzydła szpitalnego. Oczywiście cały ten dzisiejszy czas spędziłem nad transmutacją i jestem pewny, że mam jej dość na jakieś trzy miesiące.
Chłopcy dzisiaj nie przyszli do mnie, przez co jeszcze bardziej świrowałem.
Idąc do Wielkiej Sali czułem się wolny jakbym był ptakiem zamkniętym w klatce na wiele dni, a nagle mnie z niej wypuszczają. Szedłem całą drogę z uśmiechem na twarzy. Jak już znalazłem się w Wielkiej Sali od razu poszedłem na swoje miejsce. Siedział tam tylko Orion.
Ja sam usiadłem na swoim miejscu.
- Cześć - przywitałem się z czarnowłosym.
- Hej - uśmiechnął się lekko.
- Wiesz gdzie reszta? - zapytałem.
Black wzruszył ramionami, a ja zająłem się kolacją.
Po jakiś 5 minutach kolacji przyszła reszta współlokatorów. Byli jacyś przygaszeni, kiedy usiedli.
- Właśnie! - krzyknął Abraxas nagle, a wszyscy popatrzyli się w naszą stronę. - Severus ty umiesz grać w quidditch'a, prawda? - zapytał ożywiony.
- No tak. Grałem na pozycji szukającego - powiedziałem powoli obawiając się o moje życie.
- To świetnie się składa - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. |
- Co się świetnie składa? Ktoś będzie mi łaskaw wytłumaczyć?
- Malfoyowi chodzi o to, żebyś zagrał na pozycji szukającego u nas w drużynie na jutrzejszym meczu - powiedział Nott.
- Ale co? Dlaczego? - zapytałem.
- Nasz szukający doznał kontuzji na dzisiejszym treningu, a nie mamy zastępcy. Mamy nadzieję, że się zgodzisz, bo potrafisz grać. Zresztą sami widzieliśmy jak latałeś na miotle - powiedział Malfoy.
Patrzyłem na każdego po kolei.
No, ale przepraszam. Ja mam grać jako zastępca! Niedawno wróciłem ze skrzydła szpitalnego i dowiaduje się takich rzeczy, na gacie Merlina..
- Przecież nie znam waszej taktyki i nie mam miotły - prawie krzyknąłem.
- Miotłę dostaniesz od naszego szukającego - Nott lekko się uśmiechnął. - A co do taktyki, to powiemy ci ją w dormitorium.
Teraz nadszedł czas, żebym się zgodził. Oni mają nadzieję, że się zgodzę, a ja nie jestem pewny.
Kiedy się nie zgodzę moją winą będzie, to że przegraliśmy walkowerem, a chłopcy będą na mnie wściekli.
- No okey. Zagram - powiedziałem.
Zauważyłem, że chłopcy zaczęli się cieszyć i niemal krzyczeli z radości.
Obym tego nie żałował.
Zastanawiam się, czy właśnie nie zrobić tak, że będę pisała krótsze rozdziały, ale częściej.
Napisałabym oczywiście rozdział wcześniej, ale miałam problemy z internetem u mnie w pokoju, a komputer mam w salonie, a jakoś nie lubię pisać, jak ktoś się patrzy, co robię.
Dodatkowo urodziny mnie przytłoczyły. Chciałam w nie napisać rozdział, ale koleżanka wyciągnęła mnie na dwór.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, postaram się je wyłapać w wolnym czasie.
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, miłego czytania :*
-------
Kolejny tydzień przeleżałem w skrzydle szpitalnym. Abraxas, Lestrange, Orion, Avery i Nott codziennie do mnie przychodzili i dawali mi zadania domowe oraz notatki z lekcji, żebym wszystko uzupełnił.
Orion był u mnie prawie cały czas, bo jako jedyny nie grał w quidditch'a i nie musiał trenować dzień, w dzień.
Zbliżał się mecz Ślizgoni przeciwko Gryfonom, więc chłopcy musieli cały czas trenować. Każdy wie, że to oni chcieli wygrać.
Wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że dzisiaj na kolację będę już mógł wrócić do dormitorium.
Teraz jestem sam i piszę esej na transmutacje. Abraxas, Lestrange, Avery i Nott mieli teraz trening, a Black robił jakieś super ważne zadanie w bibliotece.
Czułem się samotny. Bardziej samotny niż jak pierwszy dzień miałem tutaj spędzić. Przyzwyczaiłem się już, że jestem z nimi prawie zawsze, że jestem w tym czasie i mam zrobić mega ważną misję, za którą się nie potrafię wziąć. Prawda jest taka, że czasem potrzebuję samotności i mogę siedzieć sam w jakimś miejscu nawet kilka godzin, ale aktualnie chciałbym rozmawiać ze współlokatorami, a nie siedzieć w łóżku w skrzydle szpitalnym i pisać esej na transmutacje. Pergamin leżał na pościeli, na nim leżało pióro. Książkę miałem na kolanach szukając odpowiednich rzeczy, o których miałem pisać. Niestety nic nie znalazłem i chociaż miałem już jedną stronę zapełnioną było za mało. Trzeba było co najmniej dwie. Warknąłem zirytowany i rzuciłem książką tak, że odbiła się od ściany naprzeciw mnie. Potrzebuje jakiejś książki z biblioteki która mi pomoże, ale oczywiście nie mogę wyjść.
Westchnąłem i powoli wyszedłem z łóżka tylko po to, żeby podnieść książkę z podłogi.
Czuję się tutaj jak w klatce. Nie dość, że nienawidzę przebywać w tym miejscu, to jeszcze muszę dłużej niż bym chciał.
Wreszcie mogłem wyjść ze skrzydła szpitalnego. Oczywiście cały ten dzisiejszy czas spędziłem nad transmutacją i jestem pewny, że mam jej dość na jakieś trzy miesiące.
Chłopcy dzisiaj nie przyszli do mnie, przez co jeszcze bardziej świrowałem.
Idąc do Wielkiej Sali czułem się wolny jakbym był ptakiem zamkniętym w klatce na wiele dni, a nagle mnie z niej wypuszczają. Szedłem całą drogę z uśmiechem na twarzy. Jak już znalazłem się w Wielkiej Sali od razu poszedłem na swoje miejsce. Siedział tam tylko Orion.
Ja sam usiadłem na swoim miejscu.
- Cześć - przywitałem się z czarnowłosym.
- Hej - uśmiechnął się lekko.
- Wiesz gdzie reszta? - zapytałem.
Black wzruszył ramionami, a ja zająłem się kolacją.
Po jakiś 5 minutach kolacji przyszła reszta współlokatorów. Byli jacyś przygaszeni, kiedy usiedli.
- Właśnie! - krzyknął Abraxas nagle, a wszyscy popatrzyli się w naszą stronę. - Severus ty umiesz grać w quidditch'a, prawda? - zapytał ożywiony.
- No tak. Grałem na pozycji szukającego - powiedziałem powoli obawiając się o moje życie.
- To świetnie się składa - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. |
- Co się świetnie składa? Ktoś będzie mi łaskaw wytłumaczyć?
- Malfoyowi chodzi o to, żebyś zagrał na pozycji szukającego u nas w drużynie na jutrzejszym meczu - powiedział Nott.
- Ale co? Dlaczego? - zapytałem.
- Nasz szukający doznał kontuzji na dzisiejszym treningu, a nie mamy zastępcy. Mamy nadzieję, że się zgodzisz, bo potrafisz grać. Zresztą sami widzieliśmy jak latałeś na miotle - powiedział Malfoy.
Patrzyłem na każdego po kolei.
No, ale przepraszam. Ja mam grać jako zastępca! Niedawno wróciłem ze skrzydła szpitalnego i dowiaduje się takich rzeczy, na gacie Merlina..
- Przecież nie znam waszej taktyki i nie mam miotły - prawie krzyknąłem.
- Miotłę dostaniesz od naszego szukającego - Nott lekko się uśmiechnął. - A co do taktyki, to powiemy ci ją w dormitorium.
Teraz nadszedł czas, żebym się zgodził. Oni mają nadzieję, że się zgodzę, a ja nie jestem pewny.
Kiedy się nie zgodzę moją winą będzie, to że przegraliśmy walkowerem, a chłopcy będą na mnie wściekli.
- No okey. Zagram - powiedziałem.
Zauważyłem, że chłopcy zaczęli się cieszyć i niemal krzyczeli z radości.
Obym tego nie żałował.
niedziela, 29 maja 2016
Rozdział IX - Mdlenie, choroba, skrzydło szpitalne i Orion robiący wykład jakby był matką
2 komentarze:
Autor:
Unknown
Bardzo, ale to bardzo przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Strasznie nie miałam czasu. I przepraszam też, że rozdział jest taki krótki, ale nie miałam za bardzo na niego pomysłu. Postanowiłam, że potrzeba trochę podkręcić akcję i zrobić wszystko szybciej, żeby Albus znalazł się w swojej teraźniejszości. Postaram też wynagrodzić wam ten długo brak rozdziału i napisać kolejny jak najszybciej. Przepraszam za jakiekolwiek błędy. Wyłapię je i poprawię w wolnej chwili.
-----
Kiedy rano się obudziłem nie czułem się najlepiej. Zauważyłem, że większość moich współlokatorów wstało. Avery, którego zdążyłem ocenić za największego śpiocha, jeszcze spał. Usiadłem na łóżku i poczułem, że kręci mi się w głowie. Nie zrobiłem z tego nic wielkiego, bo przecież mogłem za szybko usiąść i zakręciło mi się w głowie, to nic takiego.
- O śpioch wreszcie wstał - powiedział Malfoy, który pierwszy zauważył, że wstałem.
- Popatrz na Avery'ego. Zauważ, że to on dłużej śpi - uśmiechnąłem się.
- Oj tam - machnął lekceważąco ręką.
Spojrzałem na zegarek. Była 6.35, a o 7.00 zaczyna się śniadanie. Czyli jest niecałe pół godziny do śniadania.
- Nie powinniście go obudzić? - powiedziałem wskazując na Avery'ego.
- Jeszcze jest trochę czasu. Obudzimy go za jakiś czas - mruknął Orion.
Wstałem co spowodowało jeszcze większe zawroty głowy i podszedłem do kufra, żeby wziąć mundurek szkolny. Jak już go wziąłem poszedłem powoli do łazienki, bo z każdym krokiem wydawało mi się, że zemdleję.
Kiedy się już znalazłem się w łazience przejrzałem się w lustrze. Nie wyglądałem najlepiej. Byłem okropnie blady. Zdecydowałem, że powinienem wziąć szybki prysznic, żeby nie spóźnić się na śniadanie. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic.
Po szybkim prysznicu powycierałem się i ubrałem się w mundurek. Przed wyjściem z łazienki powycierałem moje mokre włosy i umyłem zęby. Dalej kręciło mi się w głowie, ale nie przejmowałem się tym. Przecież to nie jest nic poważnego.
Otworzyłem drzwi od łazienki, od razu poczułem jak zimne powietrze miesza się z gorącym. Trochę bardziej zakręciło mi się w głowie, ale po raz kolejny nie przejąłem się tym i wszedłem do dormitorium.
Po dwóch krokach miałem mroczki przed oczami, a świat zawirował. Słyszałem przytłumione głosy współlokatorów, a sam leciałem w dół. Byłem pewny, że przeżyje bolesny upadek na kamień.
***
Chciałem już wychodzić ze swojego gabinetu i iść do Wielkiej Sali. Usłyszałem natarczywe pukanie do drzwi.
- Proszę - warknąłem rozdrażniony.
Ktoś z prawie prędkością światła otworzył drzwi. Spojrzałem na tego ktosia i okazało się, że jest to Malfoy, Blondyn ledwo łapał oddech, a ubrane miał na sobie.. piżamy.
- P-profesorze, Se-severus zemdlał, wychodząc z łazienki - wysapał.
- Prowadź - mruknąłem.
Abraxas wyszedł z mojego gabinetu, a ja za nim pośpiesznie zamykając drzwi.
Po drodze dowiedziałem się, że Wilson od rana nie wyglądał za dobrze, a kiedy wychodził z łazienki zemdlał, ale Orion w ostatniej chwili uratował go przed spotkaniem z twardą podłogą. Black zarządził, żeby Malfoy poszedł po mnie, a Lestrange po pielęgniarkę.
Tak szczerze to dopiero wtedy doceniłem jakie Black ma dobre zdolności przywódcze. Zawsze mi się wydawało, że to Malfoy rządzi w ich paczce, co może być prawdą. A Orion z pozoru cichy, zaczytany i inteligenty chłopak potrafi nie spanikować w kryzysowych sytuacjach i zarządzić, co kto ma robić.
Nie zauważyłem tego, że już staliśmy przed wejściem do pokoju wspólnego Ślizgonów. Kiedy tam weszliśmy każdy obecny w pokoju przestał rozmawiać i popatrzył się w naszą stronę. Blondyn nie przejmował się tym i poprowadził mnie do dormitorium.
Kiedy tam wszedłem pielęgniarka szkolna - madame Maslow ocucała Severusa. Lestange wyglądał jakby przebiegł maraton, Orion ze skupionym wyrazem twarzy wpatrywał się w Wilsona. Avery wyglądał jakby dopiero wstał.
- Trzeba go zabrać do skrzydła szpitalnego - powiedziała pielęgniarka.
Skinąłem głową i rzuciłem zaklęcie lewitujące na bruneta.
W skrzydle szpitalnym jak tylko Severus się przebudził madame Maslow przebadała go i dała różne lecznicze eliksiry.
- To grypa, która jest dosyć mocna - powiedziała pielęgniarka do chłopaka.
Sam chłopak popatrzył na nią z miną, która mówiła: "No chyba się domyśliłem, rzadko choruje, a jak już to poważnie".
- Poleży sobie pan z jakiś tydzień w skrzydle szpitalnym - dopowiedziała nie zwracając uwagi na minę Severusa, którego wyraz twarzy się pogorszył.
Posiedziałem jeszcze chwilę przy chłopaku razem z jego współlokatorami po czym wyszedłem, bo musiałem iść do klasy.
- Mówiłem ci, żeby iść wczoraj na dwór jakoś ciepło ubranym, to nie. Ty musiałeś zrobić swoje -Orion robił zielonookiemu wywód jakby był jego matką.
Uśmiechnąłem się lekko i szybko ruszyłem do klasy.
-----
Kiedy rano się obudziłem nie czułem się najlepiej. Zauważyłem, że większość moich współlokatorów wstało. Avery, którego zdążyłem ocenić za największego śpiocha, jeszcze spał. Usiadłem na łóżku i poczułem, że kręci mi się w głowie. Nie zrobiłem z tego nic wielkiego, bo przecież mogłem za szybko usiąść i zakręciło mi się w głowie, to nic takiego.
- O śpioch wreszcie wstał - powiedział Malfoy, który pierwszy zauważył, że wstałem.
- Popatrz na Avery'ego. Zauważ, że to on dłużej śpi - uśmiechnąłem się.
- Oj tam - machnął lekceważąco ręką.
Spojrzałem na zegarek. Była 6.35, a o 7.00 zaczyna się śniadanie. Czyli jest niecałe pół godziny do śniadania.
- Nie powinniście go obudzić? - powiedziałem wskazując na Avery'ego.
- Jeszcze jest trochę czasu. Obudzimy go za jakiś czas - mruknął Orion.
Wstałem co spowodowało jeszcze większe zawroty głowy i podszedłem do kufra, żeby wziąć mundurek szkolny. Jak już go wziąłem poszedłem powoli do łazienki, bo z każdym krokiem wydawało mi się, że zemdleję.
Kiedy się już znalazłem się w łazience przejrzałem się w lustrze. Nie wyglądałem najlepiej. Byłem okropnie blady. Zdecydowałem, że powinienem wziąć szybki prysznic, żeby nie spóźnić się na śniadanie. Rozebrałem się i wszedłem pod prysznic.
Po szybkim prysznicu powycierałem się i ubrałem się w mundurek. Przed wyjściem z łazienki powycierałem moje mokre włosy i umyłem zęby. Dalej kręciło mi się w głowie, ale nie przejmowałem się tym. Przecież to nie jest nic poważnego.
Otworzyłem drzwi od łazienki, od razu poczułem jak zimne powietrze miesza się z gorącym. Trochę bardziej zakręciło mi się w głowie, ale po raz kolejny nie przejąłem się tym i wszedłem do dormitorium.
Po dwóch krokach miałem mroczki przed oczami, a świat zawirował. Słyszałem przytłumione głosy współlokatorów, a sam leciałem w dół. Byłem pewny, że przeżyje bolesny upadek na kamień.
***
Chciałem już wychodzić ze swojego gabinetu i iść do Wielkiej Sali. Usłyszałem natarczywe pukanie do drzwi.
- Proszę - warknąłem rozdrażniony.
Ktoś z prawie prędkością światła otworzył drzwi. Spojrzałem na tego ktosia i okazało się, że jest to Malfoy, Blondyn ledwo łapał oddech, a ubrane miał na sobie.. piżamy.
- P-profesorze, Se-severus zemdlał, wychodząc z łazienki - wysapał.
- Prowadź - mruknąłem.
Abraxas wyszedł z mojego gabinetu, a ja za nim pośpiesznie zamykając drzwi.
Po drodze dowiedziałem się, że Wilson od rana nie wyglądał za dobrze, a kiedy wychodził z łazienki zemdlał, ale Orion w ostatniej chwili uratował go przed spotkaniem z twardą podłogą. Black zarządził, żeby Malfoy poszedł po mnie, a Lestrange po pielęgniarkę.
Tak szczerze to dopiero wtedy doceniłem jakie Black ma dobre zdolności przywódcze. Zawsze mi się wydawało, że to Malfoy rządzi w ich paczce, co może być prawdą. A Orion z pozoru cichy, zaczytany i inteligenty chłopak potrafi nie spanikować w kryzysowych sytuacjach i zarządzić, co kto ma robić.
Nie zauważyłem tego, że już staliśmy przed wejściem do pokoju wspólnego Ślizgonów. Kiedy tam weszliśmy każdy obecny w pokoju przestał rozmawiać i popatrzył się w naszą stronę. Blondyn nie przejmował się tym i poprowadził mnie do dormitorium.
Kiedy tam wszedłem pielęgniarka szkolna - madame Maslow ocucała Severusa. Lestange wyglądał jakby przebiegł maraton, Orion ze skupionym wyrazem twarzy wpatrywał się w Wilsona. Avery wyglądał jakby dopiero wstał.
- Trzeba go zabrać do skrzydła szpitalnego - powiedziała pielęgniarka.
Skinąłem głową i rzuciłem zaklęcie lewitujące na bruneta.
W skrzydle szpitalnym jak tylko Severus się przebudził madame Maslow przebadała go i dała różne lecznicze eliksiry.
- To grypa, która jest dosyć mocna - powiedziała pielęgniarka do chłopaka.
Sam chłopak popatrzył na nią z miną, która mówiła: "No chyba się domyśliłem, rzadko choruje, a jak już to poważnie".
- Poleży sobie pan z jakiś tydzień w skrzydle szpitalnym - dopowiedziała nie zwracając uwagi na minę Severusa, którego wyraz twarzy się pogorszył.
Posiedziałem jeszcze chwilę przy chłopaku razem z jego współlokatorami po czym wyszedłem, bo musiałem iść do klasy.
- Mówiłem ci, żeby iść wczoraj na dwór jakoś ciepło ubranym, to nie. Ty musiałeś zrobić swoje -Orion robił zielonookiemu wywód jakby był jego matką.
Uśmiechnąłem się lekko i szybko ruszyłem do klasy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)